Cienie Holokaustu

 

Stosunki niemiecko-żydowskie ponad pół wieku od zakończenia II wojny światowej są nadal skomplikowane i trudne do jednoznacznego zdefiniowania. Z jednej strony, państwo Izrael i Republika Federalna Niemiec są bliskimi partnerami, współpracującymi z sobą niemal w każdej dziedzinie. Niemieccy przywódcy są honorowani wysokimi odznaczeniami żydowskich organizacji, a dyplomaci obu państw mówią o bardzo dobrych stosunkach między państwami. Równocześnie izraelscy politycy wzywają niemieckie władze do nieustannego studiowania własnej historii i wyciągania wniosków na przyszłość. Nie dzieje się tak bez powodu. Niezależnie od oficjalnej polityki władz, nad niemieckim narodem nadal ciążą oskarżenia o antysemityzm.

Po 1945 r. ocalali z Zagłady Żydzi podejmowali trudne decyzje co do swoich dalszych losów. Część osób, dla których wspomnienie Holokaustu było zbyt bolesne, aby mieszać w jednym kraju z narodem swoich wczorajszych katów, zdecydowała się na emigrację do Palestyny, do powstającego wówczas państwa Izrael. Jednak pewien odsetek ludności żydowskiej pozostał w Niemczech. Ludzie ci mają niejednokrotnie problem z określeniem swojego stosunku zarówno do Izraela, jak i do Republiki Federalnej Niemiec. Z jednej strony czują się obywatelami niemieckimi, silnie zasymilowanymi z resztą społeczeństwa i zdecydowanie odrzucają propozycje izraelskich władz nakłaniających ich do emigracji. Kiedy jednak pojawiają się doniesienia o kolejnym antysemickim wybryku czy neonazistowskim akcie terroru, niemieccy Żydzi mogą odnieść wrażenie, że są traktowani przez resztę społeczeństwa jako obywatele drugiej kategorii. Przeczy temu jednak polityka kolejnych niemieckich rządów, które dołożyły wielu starań, by doprowadzić do pojednania między dwoma narodami i chociaż finansowo zadośćuczynić ofiarom nazizmu.

 

Zadośćuczynienie: nie tylko pieniądze


Niemcy wciąż nie mogą uporać się z poczuciem winy za Holokaust. Nie kwestionuje się samego faktu jego istnienia i nie bagatelizuje wielkości Zagłady, a ponad połowa ankietowanych Niemców uważa, że nie wolno zapominać o wydarzeniach sprzed pół wieku. Równocześnie jedna trzecia społeczeństwa nie uznając winy kolektywnej nie poczuwa się do odpowiedzialności za zbrodnie popełnione przez swoich przodków. W latach 1988-1999 toczyła się w Niemczech debata nad budowa pomnika upamiętniającego ofiary Holokaustu. Ostateczną decyzję podjął Bundestag, postanawiając o rozpoczęciu budowy pomnika Pomordowanych Żydów Europy. Zlokalizowany będzie on obok Bramy Brandenburskiej w Berlinie, a więc w oficjalnej, reprezentacyjnej dzielnicy miasta. Docelowo ma on mieć postać ogromnego placu z imitującymi żydowski cmentarz 2700 betonowymi płytami. Do dnia dzisiejszego nie wygasła dyskusja, czy fakt, że pomnik budują potomkowie pokolenia zbrodniarzy sprzed 50 lat oznacza, iż poczuwają się do winy za grzechy swoich przodków i proszą w ich imieniu o wybaczenie, czy też budowa mauzoleum ma być swoistą "grubą kreską", ostatecznie zamykającą pewien rozdział historii.

Na płaszczyźnie międzypaństwowej Niemcy i Izrael dokonały epokowego dzieła. Państwo powstałe na gruzach zbrodniczej III Rzeszy i państwo stworzone przez jej ofiary mówią o partnerskich, przyjaznych stosunkach. Zdecydowanie trudniejsze zadanie stoi przed narodem niemieckim i żydowskim, pomiędzy którymi trudno mówić o rzeczywistej przyjaźni czy też pełnym pojednaniu. W czasie swojej wizyty w RFN w 1996 r., prezydent Izraela Ezer Weizman wypowiedział następujące słowa: "Jako prezydent państwa Izrael mogę nosić żałobę i zachowywać pamięć o ofiarach narodowego socjalizmu, ale nie mogę w ich imieniu przebaczyć" . Biorąc pod uwagę wielkość hitlerowskiej zbrodnii oraz stratę poniesioną przez naród żydowski w czasie II wojny światowej, trudno znaleźć polityka, który zdobyłby się na słowa wybaczenia w imieniu 6 milionów pomordowanych. Należy przy tym pamiętać, że kolejne pokolenia Niemców urodzonych już po wojnie, w coraz mniejszym stopniu czują się obciążonymi odpowiedzialnością za zbrodnie popełnione na długo przed ich przyjściem na świat. Jeżeli nikt nie może się zdobyć na przebaczenie, a zaczyna brakować osób o nie proszących, należy przynajmniej dołożyć wszelkich starań, żeby pamięć o Holokauście nie poszła w zapomnienie, a tym bardziej tłumić w zarodku wszelkie próby odrodzenia się antysemityzmu w Niemczech.

 

Opracował Tomasz Śmietana


 

We wrześniu 2001 r. podczas uroczystości otwarcia Muzeum Dziejów Żydów w Niemczech w Berlinie prezydent Johannes Rau zaapelował do zachowania pamięci o Holokauście.

Prezydent Niemiec powiedział też, że błędem byłoby jednak sprowadzenie całości stosunków niemiecko-żydowskich do katastrofy Holokaustu. Na otwarciu muzeum wśród blisko 850 zaproszonych gości znaleźli się również kanclerz Gerhard Schroeder, szef niemieckiego MSZ Joschka Fischer, były minister spraw zagranicznych USA Henry Kissinger oraz przewodniczący Światowego Kongresu Żydów Israel Singer.

Dyrektor muzeum Michael Blumenthal podkreślił, że historia niemiecko-żydowskich stosunków dostarcza wiele pozytywnych jak i negatywnych przykładów współżycia. "Żydzi są częścią niemieckiej historii; nie tylko jako ofiary, lecz także jako żywi członkowie społeczeństwa" - powiedział.

Berlińskie muzeum jest największą tego typu placówką w Europie. Jego budowa pochłonęła 100 milionów marek. Autorem projektu budynku jest amerykański architekt Daniel Libeskind, z pochodzenia polski Żyd.

Zgromadzone zbiory ukazują dzieje Żydów od najwcześniejszych świadectw ich obecności na terenach Niemiec po współczesność. Zwiedzający będą mogli zaznajomić się z żydowskim wkładem w niemiecką historię, politykę, ekonomię i naukę, a równocześnie poznać codzienne życie niemieckich Żydów, historię ich prześladowań i tragiczną pustkę, która po nich została. Ekspozycje przybliżą również losy tych, którym udało się przeżyć Holokaust i tych, którzy dziś tworzą żydowską diasporę w Niemczech.

Do najcenniejszych eksponatów wystawy należy przekazany przez Watykan dokument z X wieku - odpis dekretu cesarza Konstantyna z 321 roku, będący dowodem na istnienie gminy żydowskiej w Nadrenii już w IV wieku. Odrębne miejsce wspomnień o ofiarach zbrodni znalazło się w kondygnacji podziemnej.

Opr. Marek Tobolewski