• fot. Szymon Jarosławski
    fot. Szymon Jarosławski

Zapomniani czy zasymilowani? Sytuacja mniejszości w Turcji.

 

Raport 2009 organizacji Minority Rights Group International (MRG) autorstwa Nurcan Kaya powstał w ramach projektu o nazwie “Walka z dyskryminacją i promowanie praw mniejszości w Turcji” uzyskując wsparcie finansowe Unii Europejskiej.Autorka jest prawnikiem specjalizującym się w prawach człowieka, sposobach przeciwdziałania dyskryminacji i przemocy wobec kobiet, od 2006 roku współpracuje z MRG jako koordynator Programu Tureckiego.

Raport jest doskonałym i ciekawie napisanym źródłem informacji o istocie problemu mniejszości narodowych w Turcji kładąc szczególny nacisk na to co jest w ostatnim okresie celem wysiłków wielu organizacji, a mianowicie upowszechnieniu systemu edukacji w Turcji, by dostęp do niej miały również dzieci z biedniejszych lub przesiedlonych rodzin. Innym istotnym zagadnieniem jest otwarcie tureckiego systemu edukacji na języki i kulturę licznie zamieszkujących Turcję mniejszości. Choć sytuacja uległa w ostatnich latach niejakiemu ociepleniu, to jednak wiele jeszcze pozostaje do zrobienia, aby niezwykle bogate i wieloetniczne dziedzictwo Turcji mogło być prawnie i efektywnie chronione i wspierane.

We wstępie do Raportu Nurcan Kaya przedstawia międzynarodowe regulacje prawne konfrontując je z sytuacją obowiązującą w Turcji, która uznaje za mniejszości tylko te grupy, które wspomniane zostały w Traktacie Lozańskim z 1923 roku (Greków, Żydów i Ormian). Mimo podpisywania wielu umów międzynarodowych Turcja czyniła nieraz pewne wyjątki podpisując porozumienia z zastrzeżeniami lub ich nie ratyfikując.

Na przeszkodzie reform stoją przede wszystkim dwa zapisy konstytucyjne (w konstytucji z 1982 roku), artykuł 3, który określa Turcję, jako „niepodzielną całość z jej terytorium i narodem” oraz językiem tureckim jako językiem państwa, jak też artykuł 42, który stwierdza, że tylko język turecki może być uznany za język ojczysty obywateli, w jakim odbywać się będzie edukacja. Pierwszy zapis uznać by być może można za niewinny, gdyby nie fakt, że o chęć podzielenia państwa oskarżani się nie tylko „terroryści z PKK” ale także wielu publicystów i aktywistów, którzy deklarują nieturecką przynależność narodową. W tych samych kategoriach oceniane są petycje Kurdów domagające się stworzenia w ramach oficjalnego systemu edukacji możliwości kształcenia w języku kurdyjskim.

Fakt ten zdaje się uzmysławiać konieczność pewnego ideologicznego przedefiniowania pojęcia „obywatel Turcji”. Czy być nim może tylko Turek deklarujący turecką przynależność narodową (artykuł 66 Tureckiej Konstytucji)? Cytowany we wstępie Raportu Hrant Dink – ormiański dziennikarz i publicysta, zamordowany w Turcji w styczniu 2007 roku – wyznawał na jednym ze spotkań, że recytując w szkole obowiązkowy tekst, w którym znajduje się fraza „jestem Turkiem” starał się rozumieć te słowa jako „jestem z Turcji”. Zmiana interpretacji pojęcia „obywatel Turcji” powinna się jego zdaniem dokonać w dużej mierze w oparciu o system edukacji uświadamiający mieszkańcom Turcji istnienie wieloetnicznej mapy ich kraju.

Niezależnie od jakości wykształcenia gwarantowanej przez turecki system edukacji, problemem jest wciąż jego powszechność. Według danych, na które powołuje się Nurcan Kaya odsetek ludzi umiejących w Turcji czytać i pisać to 87,4%, z czego 95,3% wśród mężczyzn i 79,6% wśród kobiet. Poważne różnice dotyczą też wschodu i zachodu kraju. Według danych z 2000 roku (zdecydowanie nie najnowszych, ale jak można mniemać z Raportu – najświeższych) w południowo-wschodnim regionie kraju odsetek ów wynosi 73,3%, a 76,1% w regionie środkowo-wschodnim. Dane dotyczące kobiet prezentują się jeszcze bardziej smętnie, umiejących czytać i pisać jest: 60,3% na południowym wschodzie i 63,6 w regionie środkowo-wschodnim. Według danych z 2006 roku (International Labour Organization) 945 000 dzieci w wieku od 6 do 14 lat nie uczy się w żadnej szkole!!! Z tego 194 000 podało jako przyczynę niemożność sprostania szkolnym wydatkom, a 22 000 konieczność podjęcia pracy i przerwania edukacji.

Jednym z największych problemów obok biedy, jest praca sezonowa głównie na plantacjach bawełny w zachodniej i centralnej części kraju, którą nieraz z braku innych perspektyw muszą podjąć całe rodziny emigrując czasowo ze wschodu na zachód kraju. Raz przerwana edukacja staje się stopniowo przeszkodą nie do nadrobienia, zwłaszcza że dzieci z rzadka mogą liczyć na chociażby „duchowe” wsparcie rodziców często nie dostrzegających wartości wykształcenia.

Warto, za Nurcan Kaya i organizacją Eğitim-Sen zacytować 13 letniego ucznia 5 klasy:

Właściwie to wcale nie chcę tam jechać. Po czterech miesiącach spędzonych z dala od moich przyjaciół tracę z nimi kontakt, oni nie chcą się ze mną bawić. Dlatego nie chcę chodzić do szkoły. Fakt bycia robotnikiem wpływa źle na moje oceny. Spędzam poza domem cztery miesiące i to spowodowało kłopoty z kilku przedmiotów. Musiałem powtarzać trzy lata. Gdyby mój tata miał pracę, nie musielibyśmy wyjeżdżać i ja nie musiałbym powtarzać klasy.

Kolejny poważny problem to emigracja wewnątrz kraju w dużej mierze spowodowana przymusowymi wysiedleniami ludności kurdyjskiej podczas trwania zbrojnego konfliktu z PKK (zwłaszcza początek lat 90), której podległo około miliona mieszkańców (dane przytaczane przez kurdyjskie organizacje bywają w tym wypadku wyższe).

Według badania przeprowadzonego przez GÖÇ-DER z Diyarbekir, prawie połowa wysiedlonych ludzi żyje poniżej poziomu ubóstwa, a co za tym idzie dzieci w różnym zakresie pozbawione są dostępu do szkoły. W Diyarbekir jest to 33%, w Batmanie – 77,8%, w Stambule – 40,7%, w Vanie – 56,2%, w Izmirze – 34,2 %, a w Mersinie – 50,3%.

Mimo pewnych prób polepszenia sytuacji, które w Turcji w ostatnich latach podejmowano (zwłaszcza w odniesieniu do problemu kształcenia kobiet, warto tu wspomnieć chociażby o programie Haydi Kızlar Okula /Dziewczynki do szkoły!), żaden z programów nie dotyczył bezpośrednio najbardziej potrzebujących grup dzieci – sezonowych robotników, czy wysiedlonych.

Przechodząc do zagadnienia języka edukacji w Turcji Nurcan Kaya wskazuje na szereg międzynarodowych zapisów, które określają jednoznacznie, że państwo powinno zapewnić dostęp do edukacji w języku ojczystym obywateli, gdyż edukacja prowadzona w języku dla dzieci niezrozumiałym jest po prostu nieefektywna. Mimo, że nawet artykuł 41 Traktatu Lozańskiego nakłada na Turcję zobowiązanie zapewnienia mniejszościom kształcenia w języku ojczystym, to jednak zapis ten nie był nigdy w Turcji przestrzegany i żadna szkoła publiczna nie ma w programie nauczania języka innego niż turecki (nie wliczając w to oczywiście popularnych języków zachodnioeuropejskich).

Zgodnie z danymi zawartymi w raporcie w Turcji funkcjonuje za to kilkanaście szkół prywatnych prowadzonych przez mniejszości. I tak wymienić tu można szkoły ormiańskie, a właściwie dwujęzyczne ormiańsko-tureckie, których w maju 2008 roku było 19, wszystkie znajdują się w Stambule. Do szkół tych uczęszczało ponad 3 tysiące uczniów. Ponadto istnieje 12 szkół greckich w których uczy się 212 uczniów.

Zarówno Grecy jak i Ormianie mają jednak różne problemy natury ekonomicznej i biurokratycznej, co nie pozwala określić ich funkcjonowania jako w pełni swobodnego. Przede wszystkim żadna ze szkół nie może liczyć na finansowe wsparcie państwa, a jedynie na prywatne dotacje. Po drugie programy szkół i jakiekolwiek zmiany muszą być każdorazowo zatwierdzane przez tureckie władze, a te wykazują w tym wypadku często ogromną opieszałość. Na przykład kilka podręczników dostarczonych przez szkoły ormiańskie do akceptacji w 2006 roku do dziś czeka na decyzję urzędników, co w naturalny sposób wpływa hamująco na proces kształcenia. Inny przykład absurdu biurokratycznego to porozumienie turecko-greckie, na bazie którego w greckich szkołach w Turcji mogą uczyć nauczyciele przysłani z Grecji, jednak jeden nauczyciel może uczyć tylko w jednej szkole ( a mógłby co najmniej w kilku), co w poważny sposób ogranicza możliwości finansowania ich przez greckie placówki. Zgodnie z tureckim prawem w szkołach dla mniejszości mogą się uczyć tylko obywatele tureccy. Zatem ze szkół ormiańskich nie mogą korzystać dzieci Ormian, którzy przyjechali do Turcji w ostatnich latach (mimo napiętych stosunków między oboma państwami ich grupa nie jest wcale taka mała). Ponadto w szkole dla jednej mniejszości mogą się uczyć dzieci reprezentujące tylko tę konkretną mniejszość, zatem w szkole ormiańskiej nie mogą się na przykład uczyć dzieci asyryjskie.

Powyższy zestaw biurokratycznych ograniczeń wydaje się absurdalny i śmieszny, jednak w poważny sposób ogranicza on funkcjonowanie i konkurencyjność tych szkół, powodując, że uczęszcza do nich co raz mniej dzieci. Ograniczenia natury biurokratycznej i brak wsparcia finansowego ze strony państwa również stały się przeszkodą dla otwarcia szkół kurdyjskich, romskich, asyryjskich czy czerkieskich.

Nie ma również równości jeśli chodzi o nauczanie religii w szkołach, w których promowany jest islam sunnicki szkoły halefickiej. Jak wiadomo oprócz mniejszości chrześcijańskich Turcję zamieszkują również alewici, których oficjalnie klasyfikuje się często jako muzułmanów, podczas gdy oni sami dalecy są od takiego utożsamienia. Nie są oni uznani za mniejszość religijną, a co za tym idzie często od alewickich dzieci wymaga się przestrzegania różnych nakazów islamu. Zdaniem alewickich organizacji podręczniki do nauki religii w tureckich szkołach nie są obiektywne często faworyzując islam sunnicki, nauczyciele wykształceni w religijnych sunnickich szkołach i na wydziałach teologii nie traktują wszystkich wyznań jednakowo, a wielu spośród nich wymaga od uczniów praktykowania islamu. O podobnych kłopotach donoszą również przedstawiciele mniejszości chrześcijańskich, którzy jednak mają tę przewagę nad alewitami, że mogą zwolnić dzieci z zajęć religii. Znane są jednak przypadki, że próbowano namówić chrześcijańskich uczniów do uczęszczania na lekcje islamu wskazując, że w przeciwnym razie będą mieli kłopoty w szkole. Choć w ostatnich latach zreformowano podręczniki do nauki religii usuwając z nich liczne frazy dyskryminujące inne wyznania, to jednak mało jest w nich informacji przybliżających inne religie. Znajdują się tam wprawdzie informacje o chrześcijaństwie, a nawet hinduizmie, czy buddyzmie, nie ma natomiast żadnej wzmianki o zamieszkujących Turcję alewitach, czy nielicznych już jezydach.

W podsumowaniu Raportu Nurcan Kaya wskazuje, że Turcja jest wciąż bardzo zacofana jeśli chodzi o realizację międzynarodowych standardów dotyczących respektowania praw mniejszości i przeciwdziałania dyskryminacji. Wskazuje jednak, że w ostatnich latach coś w tej materii drgnęło. Nie mało ważne znaczenie ma w tym procesie także udział samych zainteresowanych i ich walka o swoje prawa. Jednym z najczęściej powtarzających się zarzutów, z którymi zetknęłam się także osobiście jest brak konsultacji i współpracy w polityce dotyczącej mniejszości między władzami centralnymi, przedstawicielami władz regionalnych, organizacji pozarządowych i wreszcie samych przedstawicieli mniejszości. Zdanie Nikt nas o nic nie pyta i niczego z nami nie uzgadnia - można usłyszeć niemalże w przypadku każdej spornej kwestii, a przecież tego rodzaju konsultacja mogłaby w dużej mierze zastąpić porady różnych zagranicznych ekspertów.

Zdaniem Nurcan Kaya problemem jest również, że państwo postrzega mniejszości wciąż jako potencjalne zagrożenie i przeciwnika, a nie jako partnera do rozwiązywania złożonych problemów. Autorka podkreśla jednakże, że nigdy dotąd w historii tureckiego państwa mniejszości nie były tak silne i tak bardzo zdeterminowane w zabieganiu o swoje prawa. Ich głos trudny jest dziś do zlekceważenia, zwłaszcza, że to w dużej mierze mniejszości są dziś motorem pchającym Turcję na drogę koniecznych reform. W tym kontekście niebagatelne znaczenie ma też udział i zainteresowanie krajów europejskich, które przecież nie musi być od razu tożsame z decyzją o przyjęciu lub odrzuceniu Turcji jako członka UE. Przede wszystkim należy dostrzegać i wspierać te środowiska, które są żywo zainteresowane w dokonywaniu w Turcji reform. Dlatego też - jak sądzę - Nurcan Kaya kończy swój raport rekomendacjami nie tylko dla Turcji, ale i dla Unii Europejskiej. Warto je na zakończenie przytoczyć:

• Unia Europejska powinna nawiązać i rozwinąć kontakty z przedstawicielami mniejszości w Turcji

• UE powinna informować przedstawicieli mniejszościowych organizacji pozarządowych i tych działających dla mniejszości o procesie akcesyjnym, kryteriach kopenhaskich, i tego w jaki sposób mogą być one użyte w celu wsparcia działań na rzecz polepszenia praw mniejszości.

• UE powinna w sposób bardziej bezpośredni i precyzyjny formułować wymagania wobec Turcji, jeśli chodzi o ochronę mniejszości, które przecież należą do kryteriów akcesyjnych.

• UE powinna zapewnić większe wsparcie finansowe dla projektów związanych z ochroną mniejszości w Turcji.

• UE powinna w sposób bardziej jasny i motywujący wyrażać się o tureckim członkostwie. Należy unikać wypowiedzi, które destabilizują wolę tureckiego społeczeństwa i władz co do przeprowadzania reform.

• Należy rozpowszechnić informację dotyczące standardów europejskich w celu wsparcia działań rządu i urzędników, jak również organizować wizyty studyjne dotyczące dobrych praktyk w UE, a także rozpowszechniać materiały na ten temat w języku tureckim.

• UE powinna także za pomocą mediów i innego rodzaju środków podjąć działania mające na celu wzrost w Turcji świadomości tego czym jest Unia i jakie w niej panują standardy dotyczące praw mniejszości.

dr Joanna Bocheńska



Raport w pełnej wersji w języku angielskim dostępny jest na stronie Minority Rights Group International