24 lutego w warszawskiej siedzibie PAN odbyło się seminarium poświęcone dwóm, napisanym przez wybitnych badaczy książkom, które niejako przygotowują grunt wobec oczekiwanego ukazania się wzbudzających ogromne kontrowersje „Złotych żniw” Jana T. Grossa.

 

Obie prace: „Jest taki piękny słoneczny dzień... Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945” Barbary Engelking oraz „Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium dziejów pewnego powiatu” Jana Grabowskiego opowiadają o ostatniej, trwającej ponad dwa lata fazie Holokaustu, gdy po likwidacji gett we wsiach i lasach wyłapywano Żydów, szukających ocalenia od Zagłady. Seminarium, które prowadził Jacek Leociak z Centrum Badań nad Zagładą Żydów, przyciągnęło liczne grono zainteresowanych. Wśród panelistów, oprócz obojga autorów i prowadzącego, zasiadł prof. Stanisław Obirek (Uniwersytet Łódzki) oraz dr Krzysztof Persak (Biuro Edukacji Publicznej IPN oraz Instytut Studiów Politycznych PAN).

 

O różnicach między obiema publikacjami mówił dr Persak. Podkreślał, że choć łączy je tematyka i podobny system wartości, choć podają podobne, a czasem wręcz te same przykłady i opierają się na zbliżonych materiałach, są książkami zupełnie różnymi. „Judenjagd...” Grabowskiego – co zaznaczone jest w tytule, stanowi studium, przynosi zobiektywizowany obraz badanego obszaru. W książce Engelking także nie brak systematyzacji i kategoryzacji, ale badaczka nie ukrywa emocji, podkreśla swój osąd i przyjmuje osobistą odpowiedzialność za swoje hipotezy, co wyraża się poprzez wypowiedzi w I osobie. Zachowując rygory piśmiennictwa historycznego zapisuje treści psychologiczne.

 

„Jest taki piękny słoneczny dzień...” rekonstruuje losy ukrywających się, oddaje głos umarłym – mówił Krzysztof Persak. Ważny jest kontekst – ukazanie się zapowiadanych „Złotych żniw”, w których porusza się problem wydawania i mordowania Żydów. Prelegent podkreślił, że książka Barbary Engelking nie mówi o tym, co Polacy zrobili Żydom, gdyż nie zajmuje się sprawcami, ale doświadczeniem ukrywających się, ściganych, mordowanych. Nie jest to książka oskarżycielska. Oskarżają fakty, lecz intencją autorki jest wysłuchanie ofiar, empatia, unaocznienie – mówił Persak. Rzeczywistość przez nią opisana istotnie jest „pustynią ludzką”. W świetle tej książki Polacy nie zdali egzaminu, lecz pozostaje otwarte pytanie, czy mogli go zdać. Dystans Polaków i Żydów był ogromny i utrudniał nie tylko odruch pomocy, ale też blokował możliwość jej poszukiwania. Historyk zwrócił uwagę, że pojawienie się Żydów na wsi było problemem, na który autorzy obu książek nie pozostali ślepi.

 

Obie książki opisują jednak olbrzymią liczbę złych czynów. Żeby je popełnić, nie wystarczy dystans, ale odczłowieczenie. Dr Persak postawił pytanie, czy owo odczłowieczenie to był proces, czy też Żydzi nagle przestali być ludźmi w oczach polskiego otoczenia.

 

To, co jego zdaniem uderza, to bezwzględność i okrucieństwo. I kolejne pytanie – na ile ono wystąpiło szczególnie wobec Żydów, a na ile było okrucieństwem wsi w ogóle.

 

Podsumowując wywód na temat książki Barbary Engelking prelegent stwierdził, że jest ona dowodem, że historia jest dziedziną humanistyczną, stawiającą podstawowe pytania o człowieczeństwo. Łączy naukowy rygor z wypełnianiem imperatywu moralnego.

 

Omawiając drugą książkę Persak podkreślił, że jest ona oparta na schemacie klasycznej rozprawy. Zwrócił uwagę na aneks nr 7, zawierający relację Izaaka Izraela, który jako właściciel kilku dorożek był Niemcom potrzebny w czasie likwidacji getta w Dąbrowie Tarnowskiej. Transportując ofiary, był świadkiem tego, co działo się na całym obszarze objętym bestialską likwidacją, także udziału zatrudnionych przy tym polskich formacji. Jan Grabowski dowodzi, że Niemcy byli uzależnieni od polskich pracowników, ukazuje też szczególną rolę granatowej policji. Pełniła ona funkcje wykonawcze, na równi z żandarmerią niemiecką. Krzysztof Persak, korzystając z danych Grabowskiego wyliczył, że wśród Żydów zamordowanych w powiecie Dąbrowa Tarnowska na skutek denuncjacji, połowę zabili polscy policjanci. Autor dostrzega ich uwikłanie – pomiędzy lojalnością wobec wspólnoty a rozkazami niemieckimi. W podobnej sytuacji znaleźli się wszyscy funkcyjni na wsi (skądinąd temat struktur bezpieczeństwa i samorządów wiejskich nie doczekał się dotychczas żadnego opracowania), zatem sołtysi i zwierzchnicy straży pożarnych czy wart wiejskich.

 

Książka profesora Grabowskiego ukazuje też, jaką rolę odegrali junacy z Baudienstu w likwidowaniu gett, rabunku i wyłapywaniu Żydów, podaje przykłady okrutnych zabójstw, których się oni dopuszczali. Gruntownej demitologizacji poddaje autor przekonanie o powszechnej na wsi pomocy dla Żydów. Dowodzi, że szansa na przeżycie była ściśle związana z tym, czy pomoc była opłacana czy też nie (ewentualnie na poziomie rekompensaty wydatków). Otóż w tym pierwszym przypadku często dochodziło do wydawania lub zabijania przechowywanych – nieraz przez długie miesiące – Żydów, którym skończyły się pieniądze albo rosło ryzyko dekonspiracji.

 

Dr Persak zwraca uwagę, że Jan Grabowski w swojej książce używa zobiektywizowanego, powściągliwego tonu. Przełamuje go w jednym rozdziale: gdy mowa jest o Sprawiedliwych i o ekstrapolacji ich niewyobrażalnego, nieopisanego bohaterstwa na całe polskie społeczeństwo przez ludzi, którzy ich czyny wykorzystują w ściśle ideologicznych celach. A przecież z przeprowadzonych przez niego badań wynika, że działanie Sprawiedliwych to rzadki wyjątek w morzu obojętności i zła. Kontrast pomiędzy ich postawą a resztą społeczeństwa jest większy – podkreśla Persak – niż zwykliśmy uważać.

Strony: 1 2 Następna »