Osama bin Laden został zabity. Nie ujęty, nie osądzony, ale zabity. Część świata wiwatuje, część płacze. Tak samo było w 2001 roku, tyle że ci, którzy płakali, teraz wiwatują, mówiąc, że sprawiedliwści stało się zadość.

 

Nie martwi mnie śmierć terrorystów.

 

Naturalna lub w czasie wymiany ognia.

 

Bardzo mnie natomiast martwią egzekucje. Może dlatego, że wiem, iż można inaczej. Karadzic został pochwycony i postawiony przed Trybunałem, żeby mógł odpowiedzieć za ludobójstwo. Tak, jest to kosztowne, tak trwa to latami, ale korzysci z takiego obrotu sprawy- wielkie. Moralne chociażby. To wspaniała satysfakcja.

 

W Norymberdze przed Trybunałem Wojskowym stanęlo 183 oskarżonych, w tym o zbrodnie przeciwko ludzkości. Niektórzy mieli tak skorumpowane umysły, że twierdzili, że „tylko wykonywali rozkazy”. Bin Laden nie wykonywał niczyich rozkazów (to znaczy od chwili, kiedy przestał był mudżahedinem, walczącym z Rosją – nieprawdą jest jednak, że miał kontakt z CIA, CIA szkoliła wówczas jedynie Afgańczyków). Sam był sobie sterem, żeglarzem i okrętem i, jak sądzę, interesującym by było postawienie go w stan oskarżenia i przesłuchanie (ale bez waterboardingu. Przesłuchiwany w ten sposob szejch Chalid Muhammad przyznał się już do wszystkiego, łącznie z tym, że jego babcia była mężczyzną. Po 183 waterboardingach mówi się wszystko. Opowiedział o tym Christopher Hitchens, pisarz angielski, który poddał się tej procedurze jeden raz, a włąściwie pół razu, zob.: http://www.youtube.com/watch?v=4LPubUCJv58). więcej..>>

 

02/05/2011 @ 18:47