• Aizi Aliş
    Aizi Aliş

Wywiad z Azizem Alişem

 

Stefan Wilkanowicz: Pierwsze zupełnie zasadnicze pytanie. Kurdowie – są w czterech krajach, wyznają różne religie i mają różne opcje polityczne, ewolucyjną i rewolucyjną, mówiąc w skrócie. Jakie w tej sytuacji, niezwykle trudnej i ciekawej, widzi Pan drogi działania, drogi wyjścia, drogi, które by służyły Kurdom i które by służyły regionowi?

 

 

Aziz Aliş: Najpierw chciałbym bardzo podziękować za to spotkanie, za poświęcony czas i za ten wywiad. Bez wątpienia problem kurdyjski jest jednym z najważniejszych na Bliskim Wschodzie. Kurdowie to ponad 40 milionowy naród, nie posiadający własnego państwa, którego istnienie jako narodu jest wciąż negowane, sytuacja ta dotyka także kurdyjskiej kultury i języka.

Pod względem języka i kultury Kurdowie są odrębnym narodem, jednym z najstarszych na Bliskim Wschodzie. Ale dopiero od XX wieku istnienie narodu kurdyjskiego zostało zanegowane przez Persów, Arabów i Turków, a także przez ich państwa. Podzielenie Kurdystanu na cztery części jest dużym utrudnieniem. Sporą rolę w tym podziale odgrywa także islam, a także bogactwo Kurdystanu, w szczególności bogactwa naturalne, złoża ropy naftowej. Naród kurdyjski ma również bardzo bogatą kulturę, na którą składają się wpływy innych zamieszkujących Kurdystan mniejszości narodowych i religijnych. To bogactwo jest solą w oku Turków, Irańczyków i krajów arabskich. Wszystko to składa się na złożoność sytuacji Kurdystanu, jest przeszkodą w pozytywnym rozwiązaniu problemu kurdyjskiego. Można do tego dodać wagę ekonomiczną wód Tygrysu i Eufratu. Problemy te same w sobie stanowią przeszkodę, ale sytuację Kurdów należy oceniać odrębnie w każdym z państw.

Południowy Kurdystan w Iraku zyskał dziś już swój status. Uzyskanie autonomii jest na arenie międzynarodowej dowodem na to, że Kurdowie są w stanie sami sobą rządzić i administrować swym krajem. Ale sytuacja ta nie zadowala sąsiadów Kurdystanu, Turcji, Iranu i rządzonej przez baasistowski reżim Syrii, których celem jest wciąż podważenie istnienia narodu kurdyjskiego. Jest to polityka zaborcza i różni się między sobą co do szczegółów. Iran prowadzi swoją politykę, a Turcja swoją. Duże znaczenie odgrywa tu także przeszłość, spuścizna po Imperium Osmańskim i Perskim, które prowadziły względem Kurdów taką, a nie inną politykę. Jeśli spojrzymy na Iran, to przekonamy się, że chce on odgrywać na Bliskim Wschodzie rolę dominującą i wpływać na sytuację w wielu różnych regionach. Turcja gra podwójną rolę. Z jednej strony przedstawia się jako państwo muzułmańskie, które ma kontakty z innymi państwami na Bliskim Wschodzie. Z drugiej strony występuje jako państwo zsekularyzowane, europejskie. Ale z punktu widzenia Kurdów oba warianty politycznej działalności są wymierzone przeciwko nim. Jest to związane z panującą w Turcji ideologią kemalizmu, która sama w sobie polega na negowaniu narodu kurdyjskiego. W Turcji demokracja trzy cztery razy uchylała się pod presją przewrotu wojskowego. Kurdowie nie są przeciwni demokracji, chcieliby z niej korzystać. Ale państwa zaborcze, a w szczególności Turcja bardzo często pod pretekstem walki z terrorem i z terrorystami posługiwały się w Kurdystanie siłą. Twierdzono, że nie ma problemu kurdyjskiego jest tylko problem terroryzmu. Jest to brudna polityka, która nie mogła zakończyć się sukcesem. Znacznie lepszy byłby dialog, budowany metodami demokratycznymi, uznanie istnienia narodu kurdyjskiego i oparta na takich podstawach dyskusja na temat przyszłości tego regionu. Jak wszystkie inne narody mamy prawo uzyskać swoje prawa i sami sobą rządzić. Jesteśmy starym narodem, mamy także szacunek do wszystkich mniejszości zamieszkujących terytorium Kurdystanu. Dopóki problem kurdyjski nie zostanie pozytywnie rozwiązany, na Bliskim Wschodzie nie ma co liczyć na pokój i uregulowanie sytuacji.

Strony: 1 2 3 Następna »