Kanada postrzegana jest zwykle jako kraj, w którym panuje wielokulturowa zgoda i harmonia. Jest ostatnim miejscem, w którym można by się było spodziewać, że mniejszość religijna chwyci za broń, a dziennikarz oskarży rząd o tłumienie wolności słowa.

 

Jednak w ostatnich miesiącach taki właśnie jest ton kanadyjskiej debaty publicznej. W Kanadzie odpowiednikiem duńskich karykaturzystów lub Holenderki Ayaan Hirsi Ali jest otwarcie konserwatywny dziennikarz Mark Steyn. W 2006 r. posługując się argumentami demograficznymi napisał, że Zachód zostanie zdominowany przez muzułmanów. Artykuł, zatytułowany „Przyszłość należy do islamu” opublikował w znanym torontońskim czasopiśmie „McLean’s”. Pisze w nim, że Europa jest „zanadto osłabiona by oprzeć się nieuchronnej przemianie w Eurabię”. Światową przewagę wojującego islamu przepowiada posługując się takim oto prostym równaniem: „młodość + upór = nieszczęście dla każdego, kto znajdzie się na drodze”. Tekstem tym, według niektórych, Steyn przekroczył granicę pomiędzy ostrą nawet polemiką a islamofobią.

Khurrum Awan, student prawa z Toronto uważa, że spostrzeżenie, iż muzułmanie powinni sami przestraszyć się swojej własnej liczebności i wojowniczości, jest dla muzułmanów z gruntu obraźliwe. Awan wraz z innymi studentami urządzili rok temu demonstrację pod siedzibą „McLean’s”, żądając prawa do zamieszczenia w tej ogólnokanadyjskiej gazecie pełnoszpaltowej polemiki. „Mówiliśmy, że chcemy uczestniczyć w publicznej debacie, skoro porusza ona kwestie godzące bezpośrednio w nas” – relacjonuje Awan. Wydawca gazety zgodził się na zamieszczenie jedynie krótkiej notki. Stwierdził, że skoro opublikował 27 listów w odpowiedzi na artykuł Steyna, woli raczej zbankrutować, niż pozwolić, by z zewnątrz dyktowano mu, co ma się znaleźć w jego piśmie.

Studenci, przy wsparciu Kanadyjskiego Kongresu Islamskiego, zgłosili swoje żądania do federalnej Komisji Praw Człowieka oraz do podobnych instytucji lokalnych w stanach Kolumbia Brytyjska i Ontario. Spowodowało to z jednej strony nagłośnienie tego sporu, z drugiej zaś – zwróciło uwagę na mało wcześniej dostrzegany aspekt kompetencji komisji, a mianowicie możliwość tłumienia swobody wypowiedzi.

Komisje praw człowieka zaczęły powstawać w Kanadzie w latach 60-tych i na początku 70-tych, by odpowiadać na skargi dotyczące aktów dyskryminacji w pracy i w miejscu zamieszkania. Ale rozdział XIII uchwały o prawach człowieka z 1977 r. upoważnia je także do wysłuchiwania skarg dotyczących treści, które „mogą narażać osobę lub osoby na nienawiść lub pogardę” z powodu rasy, wieku, płci, niepełnosprawności, statusu materialnego, orientacji seksualnej lub religii.

Paragraf ten okazał się dla niektórych grup społecznych użytecznym narzędziem. „Jeśli ludzie czują się obrażani, muszą znaleźć jakiś sposób dochodzenia swego” – mówi Chaled Mouammar, prezes Kanadyjskiej Federacji Arabów, zdaniem którego artykuł w „McLean’s” propaguje nienawiść.

Do walki z komisjami praw człowieka ruszył między innymi Ezra Levant, wydawca z Alberty, na którego złożono skargę, gdy w 2006 r. w swojej (nieistniejącej już) gazecie opublikował duńskie karykatury Mahometa. Jego oskarżyciel, muzułmanin z Calgary, stwierdził, w skardze złożonej w komisji przytaczając argumenty z Koranu, że Levant szerzy nienawiść.

W styczniu Komisja Praw Człowieka w prowincji Alberta postawiła Levantowi oficjalny zarzut i zdecydowała rozpatrzyć tę sprawę przed specjalnym trybunałem. W nagraniu video, zamieszczonym na swojej stronie internetowej Levant nazwał to „głupim dowcipem” i najbezczelniej przyznał się do winy. „Nie zamierzam minimalizować tego, co zrobiłem i prosić o wybaczenie” – powiedział dziennikarzom. „Miałem prawo złamać te wszystkie koraniczne przepisy, ponieważ obowiązuje nas tutaj prawo królowej Elżbiety, a nie Mahometa”.

Ale analizując prawny przebieg tej sprawy Levant i inni zwrócili uwagę na interesujący aspekt tej debaty. Nie koncentruje się ona bynajmniej na dobrze znanym problemie „islam vs. Zachód”. Kanadyjska uchwała o prawach człowieka nie jest wszak dziełem islamu; rozmaite organizacje - żydowskie i inne - składają skargi powołując się na jej przepisy. Wnoszący skargi przeciwko McLean’s i Levantowi również deklarowali wierność wolności słowa i odżegnywali się od radykalnego islamu.

Zatem istotą sporu nie jest zderzenie cywilizacji, ale świadczy on o wewnętrznym konflikcie Zachodu. Stare, liberalne wartości uświęcające prawa jednostki stają do walki z nowym nurtem, kładącym akcent na ochronę praw grupowych.

Levant uważa urzędników z Komisji za „nowomodnych politycznych krzyżowców” chcących obalić odwieczne prawo powszechne (Common Law). Kanadyjskie Trybunały Praw Człowieka są, jak podkreśla, ciałem quasi-sędziowskim, nie skrępowanym, jak ma to miejsce w przypadku prawdziwych sądów, ścisłymi standardami proceduralnymi, służącymi ochronie podsądnych. Każda skarga, złożona z paragrafu XIII, jest przez federalny Trybunał Praw Człowieka rozpatrywana. Oskarżeni zaś zmuszeni są ponosić ogromne koszty postępowania, nawet gdy skarga zostaje odrzucona. Rachunek Levanta wyniósł 100 tys. dolarów kanadyjskich.

Członkowie komisji odrzucają zarzut działania inkwizycyjnego i twierdzą, że jedynie ściśle stosują się do przepisów. „Mamy prawem określony obowiązek wysłuchania wszystkich skarg, które do nas trafiają, jeśli tylko odnoszą się do choćby jednego z zakresów dyskryminacji opisanych w ustawie” – mówi Carmen Gregoire, rzeczniczka Kanadyjskiej Komisji Praw Człowieka. Ale zdaniem krytyków, fakt, że Komisja działa zgodnie z prawem nie stanowi wielkiej pociechy.

Alan Borovoy, emerytowany prawnik, który zaangażował się w akcję na rzecz zrewidowania sposobu działania komisji jest zdania, że ich gotowość, by wysłuchiwać skarg dotyczących wypowiedzi opiera się na wadliwym prawie. Uważa on przepisy mówiące o „nienawiści i pogardzie” za odstępstwo od właściwego celu ustawy o prawach człowieka i chciałby ich usunięcia. „Ustawy o prawach człowieka miały służyć walce z aktami dyskryminacji, nie z dyskryminującymi słowami” – podkreśla. Borovoy uważa, że dążenie grup mniejszościowych do równości, które on popiera, prowadzi obecnie do lekceważenia tradycyjnych swobód. „Na razie inne względy przebijają się ponad wartości swobody wypowiedzi, ale mam nadzieję, że w niektórych przypadkach uda się nam odwrócić ten nurt” – twierdzi Borovoy.

(Tłumaczenie i opracowanie: Anna Pawlikowska/Magazyn Forum: Żydzi-Chrześcijanie-Muzułmanie)

Henri Astier, Speech row rocks multi-ethnic Canada,
BBC News 24 March 2008,

Wielokulturowość jest podstawową cechą charakterystyczną kanadyjskiego społeczeństwa. W przyszłości cecha ta ulegnie nasileniu. Już dziś około dwóch piątych mieszkańców Kanady ma inne pochodzenie niż brytyjskie, francuskie lub wywodzące się od rdzennej ludności kraju.

W 1971 roku Kanada stała się pierwszym krajem na świecie, który wprowadził politykę wielokulturowości. W 1986 roku rząd przyjął Employment Equity Act (Ustawa o równości szans w zatrudnieniu), zaś w 1988 roku Canadian Multiculturalism Act (Ustawa o wielokulturowości).Sięgając do długiej tradycji kanadyjskiego ustawodawstwa o prawach człowieka, polityka wielokulturowości potwierdza fakt, że Kanada "uznaje i ceni" swoją ogromną różnorodność etniczną i rasową. Canadian Multiculturalism Act określa kierunek, w jakim powinien zmierzać rząd federalny, by osiągnąć równość obywateli w życiu gospodarczym, społecznym, kulturalnym i politycznym kraju. Wprowadzając politykę wielokulturowości, rząd pragnie pomóc w budowie społeczeństwa jednoczącego obywateli, opartego na wartościach wzajemnego poszanowania, równości i pełnego uczestnictwa w życiu społecznym niezależnie od rasy, pochodzenia etnicznego, języka czy wyznania. W ostatnim raporcie World Comission on Culture and Development UNESCO stosunek Kanady do wielokulturowości przedstawiony jest jako wzór do naśladowania dla innych krajów. Kanada uznawana jest za światowego lidera na tym polu.

źródło: Internet