Garść danych statystycznych

Mieszkańcy posiadający obywatelstwo australijskie - 88%
Aborygeni - 1,5%
Urodzeni w Australii - 76%
Urodzeni poza Australią - 24%

W tym urodzeni:
¤   w Kanadzie, Irlandii, Wielkiej Brytanii, Nowej Zelandii i USA - 9%
¤   w innych państwach - 15%

Posługujący się na co dzień angielskim - 84,5%

Posługujący się na codzień innym językiem - 15,5%
Osoby, które zmieniły miejsca zamieszkania w ciągu ostatnich 5 lat - 45%
Małżeństwa mieszane (różne pochodzenie narodowe małżonków) - 52%


LICZY SIĘ DIALOG

Wywiad z profesorem Jerzym Zubrzyckim

Sądzi Pan, że w XXI wieku możliwe są wojny religijne?

Jerzy Zubrzycki
Jestem przerażony samą myślą o krucjacie. Z tym pojęcie wiążą się najgorsze wydarzenia w historii. Całkowity brak moralności. Dzisiaj znów słyszę o krucjacie przeciwko muzułmanom. Wydaje mi się to zupełnym szaleństwem.

Dlaczego ludzie mordują się nawzajem tylko dlatego, że pochodzą z innego kraju, wyznają inną religię, mają inny kolor skóry?

Zło tkwi w każdym z nas. Jednak można je wykorzenić poprzez dialog. Możliwość i umiejętność dialogu to podstawa, ale tego w szkołach nie uczą, nie uczą też kapłani. W Polsce katecheza poświęca szczególną uwagę, temu co ja określam jako religię narodu, zamiast religii dnia codziennego. Tymczasem religia dnia codziennego umożliwia dialog, zrozumienie, że dla pojęć "my i obcy" nie ma miejsca w współczesnym świecie. Jestem wyznawcą tych ideałów, zdefiniowałem to jako edukację wielokulturową.

To dosyć ogólna definicja.

Polityka wielokulturowości to wyraz szacunku dla innego człowieka, dla ludzi pochodzących z innej kultury, reprezentujących inną religię, rasę. Nie oznacza to, że trzeba się wyrzec swojej tradycji i stać się podobnym do większości. Wręcz przeciwnie każdy powinn mieć szansę zachowania swojej tożsamości narodowej, języka. Ta polityka odrzuca żądanie asymilacji polegającej na obowiązkowym, natychmiastowym wchłonięciu nowej kultury i odrzuceniu własnej.

Jest Pan uznawany za autora wielokulturowości w Australii. Czy natrafił Pan na opór proponując wdrożenie tego programu?

Pierwszy raport w 1968 roku spotkał się z zupełnym brakiem zrozumienia. Nawet politycy o wielkich horyzontach nie rozumieli go, traktowali go jako herezję. Trzeba było ich przekonać, że różnorodność jest bogactwem, a nie czymś złym. Ale opłaciło się, dziś w Australii nie ma tego rodzaju konfliktów jak są np. w Wielkiej Brytanii, USA, czy Kanadzie.

Ile czasu zajęło Panu "przerobienie" Australijczyków?

W dalszym ciągu trwa. Przekonaliśmy polityków, program jest przyjęty przez partie, poparty uchwałami parlamentu. Ale na efekty trzeba poczekać. Przenoszenie tych wartości na masy jest powolne. Przekonałem się o tym, gdy rząd nie zezwolił na wejście statku Tampa z uchodźcami na wody terytorialne Australii. Większość społeczeństwa poparła tę decyzję. Także Polacy w Australii, a przecież 20-30 lat temu oni sami byli uchodźcami.

 

 

WIELOKULTUROWOŚĆ W POLSCE

 

Chce Pan zaszczepić wielokulturowość w Polsce, gdzie opór materii będzie chyba większy niż w Australii. Trzeba będzie przekonać polityków do dialogu, także tych którzy nie wiedzą, że takie słowo istnieje.

Ksenofobia w Polsce kwitnie i spotkałem się z tym osobiście. Ale nie jest źle. Projekt został przedstawiony na wyższych uczelniach w Polsce, zapoznali się z nim naukowcy, niektórzy politycy. Konsultowany był m.in z Kancelarią Prezydenta RP. I nikt nie odrzucił jego idei. W Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim powstał Wydział Studiów Narodowych i Politycznych, którego główną osią jest wielokulturowość.

Ale to jest dla wąskiego grona intelektualistów żyjących we własnym świecie.

Kiedyś to trzeba zacząć. Program żyje. Dominikanie w Gdańsku zajmują się nie inteligencją, ale robotnikami, uczniami. Istniej dziewięć Dominikańskich Domów Pojednania. Jestem zbudowany tym co widziałem w MEN - nowe podręczniki, szkoły na pograniczu wschodnim i zachodnim. Tam ludzie wyciągają rękę do swoich sąsiadów. Teraz chcemy dotrzeć do nauczycieli i proboszczów. Oni są najważniejsi!

Czy nie boi się Pan, ze może wyrządzić Polakom i Polsce niedźwiedzią przysługę. Po wejściu polski do UE, możemy spodziewać się, że u nas będą chcieli osiedlić się sfrustrowani Turcy, których nie chcą Niemcy; Algierczycy i Marokańczycy mający dosyć Francuzów itd.

Chcę żeby Polska, Polacy byli przygotowani. Żeby edukacja wielokulturowa z góry przełamywała uprzedzenia. Jest ważne w jakiej kondycji moralnej Polacy wejdą do UE.

Wierzy Pan, że kiedyś ludzie przestaną się zabijać tylko dlatego, że mają inny kolor skóry, wyznają innego boga?

Chciałbym żeby do tego doszło. Ale czy ludzie w ogóle chcą wysłuchać chociażby naszego papieża, który niedawno mówił o pokoju? W Polsce widzę nowe partie i jestem tym przerażony, że coś takiego może dojść do władzy. Niestety nie widzę możliwości aby to szybko nastąpiło, ale musimy pracować.

Rozmawiał Daniel Szafruga