Marek Isztok, Wędrowy pokoju


Istota życia opiera się na ruchu – całym światem ożywionym kierują siły fizyczne, które warunkują jego mobilność. Ruch jest także integralną częścią świata definiowanego jako „nieożywiony” – skały, góry, powietrze znajdują się w stanie permanentnego - choć wykraczającego poza ludzkie zdolności percepcji - przemieszczania się. Jest on synonimem postępu, dynamizmu, aktywności, żywotności; antonimem inercji, amorfizmu i stagnacji.

 

Od chwili pojawienia się na naszej planecie naszych praprzodków stanowił fundament ewolucji i rozwoju gatunku ludzkiego. Do czasu „rewolucji neolitycznej” ludzkość nie znała pojęcia osiadłego trybu życia. Wraz z pojawieniem się w tym okresie na Bliskim Wschodzie pierwszych stałych ludzkich osiedli, których funkcjonowanie oparte było na uprawie ziemi i hodowli udomowionych gatunków zwierząt nastała nowa, historyczna era w dziejach naszego gatunku.

 

Od tego momentu istniały dwa odrębne światy, wzajemnie się przenikające i oddziałujące na siebie, ustawicznie rywalizujące i pozostające w antagonistycznych stosunkach. Symbolem tego podziału było powstanie począwszy od III w p.n.e wielkiego muru chińskiego, który w zamyśle miał za zadanie odgrodzić i chronić najwspanialszą ówcześnie „osiadłą” cywilizację świata przez zakusami ze strony koczowniczych plemion Środkowej Azji. Przez kolejne stulecia obie te zupełnie różne „szkoły życia” rozwijały się niezależnie o siebie. Chociaż na pierwszy rzut oka społeczność sedentarną i wędrowną dzielił: styl życia, system wartości, światopogląd, mentalność, kodeks moralny i etyczny, odmienne aspiracje i potrzeby, inne priorytety i pryncypia – to jednak obie te grupy były od siebie współzależne i „skazane” na wzajemny kontakt. Najwyższą wartością dla społeczności osiadłych była ziemia, na której opierał się ich system ekonomiczny, społeczny i religijny. Dla koczowników podstawą egzystencji stała się ekstensywna hodowla bydła i owiec. Wraz z postępem podziału i specjalizacji pracy, rozwojem rzemiosła, miast oraz pierwszych zorganizowanych systemów państwowo – prawnych warunkiem pomyślności i trwałości rozwoju okazała się wymiana handlowa. Dzięki swojej mobilności nomadzi byli idealnymi kandydatami na pośredników handlowych. Zaistniała paradoksalna sytuacja, gdyż ukształtowały się dwie przeciwstawne cywilizacje, które pomimo istnienia między nimi nieustannych konfliktów i napięć nie mogły bez siebie prawidłowo funkcjonować.

 

Cywilizacja rolnicza upatrywała w wędrowcach swoich największych adwersarzy – trasy ich wędrówek naznaczone były masowymi gwałtami, grabieżami, morderstwami i zniszczeniami. Warto nadmienić, że ówczesny świat generował rzeczywistość, którą cechował powszechny niedobór żywności. Liczna populacja ludów koczowniczych nie była w takich warunkach w stanie zdobyć dostatecznej ilości pożywienia koniecznej do przeżycia, stąd jedyną szansą na przetrwanie stanowiły dla niej rabunkowe najazdy na miasta i osady zamieszkane przez społeczności osiadłe, będące głównym źródłem zaopatrzenia w żywność. Taka strategia nie wypływała z żadnych fanaberii, lecz stanowiła konieczność warunkującą przetrwanie. W tych okolicznościach nie można była uniknąć zderzenia cywilizacji. Przez wieki trwały zmagania, często przybierające bardzo brutalną formę i mające krwawy charakter; naznaczone cierpieniem i morzem łez. Z czasem osiadły styl życia stał się dominujący – stworzona przez niego kultura triumfowała w skali globalnej.

 

Świat nomadów nie przeszedł do lamusa historii. Jest on ciągle obecny w współczesnym pejzażu społecznym. Można by w tym przypadku parafrazować słowa zaczerpnięte z terminologii filmowej i określić go jako „off -owy”. Znajduje się na marginesie życia społecznego, politycznego, ekonomicznego i kulturalnego, na uboczu wielkim przeobrażeń dzisiejszego świata. Ludy hołdujące koczowniczemu stylowi życia uważane są za outsiderów. Stali się oni ucieleśnieniem zacofania, nędzy, zastoju, skostnienia, archaiczności. Nie pasują do wizji i uwarunkowań społeczeństwa „planetarnego”. Nie zawsze jednak tak było, w przeszłości „Travellersi” tworzyli prawdziwą „awangardę” postępu. Następstwem ich pojawienia się była nie tylko krew i pożoga, ale także nowe idee, myśli, poglądy i wynalazki. Byli krzewicielami zdobyczy cywilizacyjnych i ich posłannikami. Bez nich Europa nie poznałaby wielkich osiągnięć ludzkiej myśli takich jak papier, proch, porcelana i jedwab. Niszczycielskim instynktom towarzyszyła wielka elastyczność i zdolność do przyswajania osiągnięć pobitych ludów. Stanowili oni forpocztę dla nowych prądów intelektualnych stając się w ten sposób animatorami życia umysłowego, kulturalnego i artystycznego na wielu oddalonych od centrów cywilizacyjnych obszarach. Byli kreatorami największego w dziejach imperium, stworzonego przez Czyngis Chana. To koczownicze ludy zamieszkujące półwysep arabski stworzyły jedną z trzech wielkich monoteistycznych religii „świętej księgi”, a mianowicie islam, a następnie imponującą kulturę islamu rozciągającą się od terenów znad zatoki perskiej poprzez Afrykę północną po półwysep Iberyjski w Europie.

 

Z drugiej strony byli „autorami” zburzenia i rozpadu pierwszego na starym kontynencie uniwersalistycznego mocarstwa – cesarstwa rzymskiego, będącego kolebką współczesnej cywilizacji zachodniej. Ludy koczownicze wyróżnia zatem ambiwalentny stosunek do rzeczywistości opierający się na antytezie „konstrukcja – destrukcja”. Dzięki ich mobilności powstały nowe ośrodki cywilizacyjne – centra i peryferia uległy przesunięciu wraz z ich wędrówkami na zachód. Można zatem uznać nomadów jako zbiorowy odpowiednik Mr Jekylla i Mr. Hyde’a. Obecnie jedynym miejscem gdzie koczownicy stanowią nadal silną i wpływową populację jest kontynent afrykański. Rejon Sahary i Sahelu to ostatnie już miejsca na ziemi, gdzie panuje „królestwo wędrowne”. Na pozostałych obszarach naszej planety ludy wędrowne stanowią „niszę” społeczeństw masowych, przybierając niekiedy karykaturalną formę „żywego” skansenu.

 

W Europie żyje obecnie najliczniejsza populacja „pokojowych nomadów”. Są to Romowie – mityczny lud wiecznych wędrowców i tułaczy, dla których droga od zawsze stanowiła kolebkę życiową. Nie są to jednak „typowi” wędrowcy, gdyż poza – mobilnością oraz zdolnością adaptacji – nie wykazują oni wspólnych cech – wsporników łączących ich z ich „stepowymi” pobratymcami. Współcześni potomkowie tych ludów jak Tuaregowie czy Berberowie są ciągle wierni dawnej „wojowniczej” tradycji, stanowiąc zmorę dla zamieszkujących północną – zachodnią Afrykę rolniczych społeczności. W swoich działaniach nie stronią oni od stosowania przemocy i okrucieństwa. Na swoim „koncie” mają liczne rozbójnicze eskapady wymierzone przeciwko mieszkańcom stałych osiedli i wiosek, celem zdobycia łupów, głównie bydła, a do niedawna także niewolników. Spośród tych koczowniczych plemion rekrutowane były i często są nadal doborowe odziały wojskowe np. Nubijczycy stanowili filary brytyjskiej armii kolonialnej w Północno – Wschodniej Afryce, a także stanowili główny trzon armii ugandyjskiej w okresie panowania dyktatury Idiego Amina. W chwili obecnej to głównie spośród wędrownych plemion arabskich pochodzą członkowie należący do tzw. dżandżawidów – ochotniczej milicji arabskiej odpowiedzialnej za masowe mordy i gwałty dokonywane na południu Sudanu w rejonie Darfuru. W tej sytuacji aż trudno uwierzyć, że Romowie nalezą również do grupy ludów o wędrownej tradycji życia. Romowie, to bowiem naród „urodzonych” pacyfistów, odznaczający się chroniczną awersją do wszelkiego rodzaju przemocy, agresji i konfliktów zbrojnych. Nie zawsze jednak tak było w przeszłości.

 

Od chwili opuszczenia subkontynentu indyjskiego w X wieku rozpoczęli swoją wielowiekową wędrówkę. Dotychczasowe hipotezy wywodzące przodków Romów spośród tzw „nietykalnych” - pariasów pozostających poza obrębem panującego systemu kastowego na obszarze dzisiejszego Kaszmiru i Pendżabu są coraz w większym stopniu kwestionowane. W świetle nowych badań obraz społeczności romskiej w tamtym okresie uległ zdecydowanej zmianie. Jak wynika z zachowanych dokumentów spisanych w języku arabskim Romowie tworzyli zróżnicowaną strukturę społeczną w skład której wchodzili przedstawiciele różnych kast w tym także kasty wojowników tzw kszatrijów. Brali oni aktywny udział w walkach przeciwko nacierającym z północno - zachodnich obszarów państwa Ghaznawidów muzułmańskim wojskom, szczególnie w okresie panowania Mahmuda z Ghazni (998 – 1030r.). W wyniku podboju północno – zachodnich Indii przez wojska Mahmuda Romowie musieli opuścić swoją dotychczasową ojczyznę i zostali w większości przesiedleni do stolicy państwa Ghaznawidów – miasta Ghazni. W zamyśle Mahmuda miało ono przekształcić się w najwspanialszą stolicę świata. Po otrzymaniu z rąk kalifa abbasydzkiego tytułu sułtana Ghazni miało przyćmić - jako centrum kulturalne i intelektualne - Bagdad będący stolicą imperium Abbasydów. W planie przekształcenia swojej stolicy w „centrum” ówczesnego świata przewidywał miejsce dla ściągniętej, podbitej ludności romskiej. Wynikało to z faktu, iż wśród Romów wiele było znamienitości ze świata muzyki i kultury. W tym czasie na dworze Mahmuda tworzyli tej miary artyści co Ferdousi, który do dziś jest uznawany przez wielu za najwybitniejszego poetę muzułmańskiego w historii. Plany stworzenia najwspanialszej stolicy w dziejach nie powiodły się, a z czasem Państwo Ghaznawidów pogrążyło się w kryzysie. Jego rozpad zapoczątkowała śmierć Mahmuda w 1030 roku. Zachodnim obszarom stopniowo zaczęli zagrażać Turcy Seldżuccy. Wszystko wskazuje na to, że Romowie z czasem przeszli na stronę Seldżuków m.in. walczyli u ich boku w bitwie pod Manzikertem w 1071 r., w wyniku której wzięto do niewoli cesarza bizantyjskiego Romana IV Diogenesa. Wraz z przybyciem do Bizancjum Romowie zatracili swoje wojownicze inklinacje i porzucili swój oręż.

 

W przeciwieństwie do swoich „wojowniczych krewnych” Romowie, którzy przywędrowali do Europy odwiedzając na swojej trasie liczne i różnorodne obszary, stykając się z prawdziwym tyglem narodowości, języków, kultur i obyczajów ulegali raczej stopniowym zmianom kulturowym niż podejmowali działania z spod znaku „ognia i miecza”. W żadnym z krajów europejskich, do których dotarły ich tabory nie ma relacji ani dokumentów świadczących o przypadkach napadów, rozbojów, podpaleń, zabójstw, procederu handlu niewolnikami, których sprawcami byliby Romowie. To fascynacje a zarazem niezwykle tajemnicze jaką przeszli transformację - od członków kasty wojowników - uczestniczących w walkach z muzułmańskimi najeźdźcami nacierającymi na tereny dzisiejszego stanu Pendżab od VII wieku - po miłującą ponad wszystko pokój społeczność. Co spowodowało, że dawni, sławni wojownicy porzucili swój oręż i rzemiosło wojenne? Dlaczego nigdy już nie powrócili do swojej indyjskiej ojczyzny?

 

Jeśli przyczyną masowego exodusu była doznana klęska to dlaczego porzucili naturalną w tym przypadku chęć odwetu i rewanżu na agresorze? Czy utrata własnego matecznika i skazanie na wieczną tułaczkę przyczyniło się do wytworzenia zbiorowej, dziedzicznej traumy przed rozwiązaniami zbrojnymi? Są to fundamentalne pytania, które być może na zawsze pozostaną już w sferze domysłów i nierozwiązanych zagadek, funkcjonując w powszechnej świadomości w formie mitów. Romowie od czasu przybycia na obszary starego kontynentu unikali wszelkich sytuacji konfliktowych, punktów zapalnych i napięć, które mogłyby się przyczynić do zbrojnej konfrontacji. Jako społeczność stali się ewenementem, wyjątkiem potwierdzającym regułę wśród nomadów. Oprócz traumy i bolesnych doświadczeń związanych z wygnaniem, na porzucenie „wojowniczego” stylu życia z pewnością wpływ miała konieczność dostosowania się do realiów życia w ówczesnej średniowiecznej Europie.

 

Był to okres, który na starym kontynencie upływał pod znakiem miecza i krzyża. Jedyną szansą na przetrwanie w takich warunkach było przyjęcie „dyskretnej” pacyfistycznej postawy, która z czasem przeobraziła się w daleko posunięty izolacjonizm. W panującym ówcześnie systemie feudalnym cały światopogląd, mentalność, normy społeczne i obyczajowe determinowane były przez wszechmocny kościół katolicki. To on narzucał normy społeczno-obyczajowe ówczesnym mieszkańcom starego kontynentu. Był szafarzem życia i śmierci zarówno w wymiarze jednostkowym jak i zbiorowym. W ramach tego systemu opartego na piramidzie społecznej senior – wasal – poddany centralną rolę odgrywała własność ziemska. Całe ówczesne życie koncentrowało się wokół „manoru”. Feudalizm był ustrojem sankcjonowanym przez kościół. Pomiędzy władzą świecką a duchową istniał sojusz, którego spoiwem była religia. Chrześcijaństwo miała wszechmocny wpływ na wszelki aspekty życia, wyznaczało jego ramy i normy, Wykreowało sferę, w której życie ludzkie zostało wtłoczone w dokładnie zaplanowany i drobiazgowo realizowany scenariusz autorstwa samego Boga. Za jego skuteczne wykonawstwo odpowiedzialni byli boscy namiestnicy na ziemi tj. papież i cesarz. Coraz liczniej przybywający przybysze z Azji – Romowie coraz w większym stopniu zaburzali realizację „boskiego planu”. Reprezentowali oni cechy, które tworzyły antynomie ówcześnie panującego porządku społecznego. Poprzez swój wygląd zewnętrzny, niezrozumiałe dla otoczenia obyczaje, zwyczaje i tradycję, tajemniczy tryb życia, „diabelski” język i zamiłowanie do „zakazanych” profesji stanowili coraz realniejsze zagrożenie dla uświęconego porządku społecznego. Panujący wówczas władcy oraz wszechmocni hierarchowie kościelni dostrzegali w obecności „Egipcjan” wyłom dla systemu, mającego w ich przekonaniu niezmienny charakter, na skutek jego boskiego charakteru. Jako powiernicy i zarządcy samego Boga byli zobowiązani do zachowania społecznego status quo. Narastająca niechęć do Romów miała także bardziej prozaiczną przyczynę – ich mobilność utrudniała, a wręcz uniemożliwiała objęcie tej grupy systemem podatków. Powiedzenie „jak niewiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze” odegrała w tym przypadku nieocenioną rolę w przedsięwzięciu akcji represyjnych wobec romskich „pielgrzymów”. Kolokwialnie mówiąc Romowie dla ówczesnych demiurgów życia społeczno – politycznego byli bezużyteczni, na dodatek ich „rozpasany” i „nieokiełzany” styl życia zagrażał kontaminacją lokalnych społeczności, co w konsekwencji mogło skończyć się poważnymi reperkusjami dla ówczesnych feudałów. Romowie mogli zachęcić pospólstwo - utrzymywane od wieków w ryzach posłuszeństwa i obowiązku ciężkiej pracy – do naśladowania ich sposobu egzystencji, co stwarzało zagrożenie wybuchu buntów skierowanych wobec dotychczasowym ciemiężycielom. Swoją postawą Romowie zadawali kłam podstawowej zasadzie feudalizmu – „przypisania do ziemi”. Dla nich nie istniały żadne przeszkody natury przyrodniczej, religijnej czy prawnej, swoimi taborami docierali do miast, wiosek, gościńców należących do wielu krajów ówczesnej Europy. Czynniki te sprawiały, że w kręgach kleru, władzy świeckiej oraz panującej warstwy ziemiańskiej rodził się plan rozwiązania problemu romskich nomadów, który realizowany miał być za pomocą środków represji.

 

W Europie skończył się okres chwilowej fascynacji i zauroczenia egzotycznymi gośćmi z „Egiptu”. W pierwszym okresie fali migracji do Europy Romowie posiadali poważny atut, a mianowicie mieli ze sobą prawdopodobnie autentyczne „listy polecające” od różnych władców, w tym Zygmunta Luksemburskiego, cesarza rzymskiego narodu niemieckiego, a nawet papieża Marcina V. Na podstawie tych listów Romowie początkowo spotykali się z przychylnym przyjęciem. Były to czasy, gdy Kościół katolicki podniósł dobroczynność do rangi cnoty, a więc i tych barwnych wędrowców objęła uniwersalna dobroczynność. Z czasem jednak Romowie, na skutek wyżej opisanych przyczyn, zaczęli być postrzegani jako przynależni do tak zwanych klas niebezpiecznych. Warto nadmienić, iż Europa w XV i XVI stuleciu to kontynent płonących stosów świętej inkwizycji. Romowie jako specjaliści od nauk tajemnych – alchemii, wróżbiarstwa i magii zostali napiętnowani przez kościół mianem „dzieci szatana”, „diabelskim plemieniem” zagrażającym życiu wiernych chrześcijan. Stanęli w jawnej opozycji wobec wszechpotężnej instytucji kościelnej, dla których Romowie stanowili śmiertelnych wrogów. Setki romskich kobiet parających się wróżeniem zakończyło swój żywot na stosie. Nie można zapominać, że na skutek niskiej kultury rolnej feudalna Europa była światem permanentnych niedoborów żywności, a głód był nieodłącznym elementem tamtejszej rzeczywistości. Europa nie zaleczyła jeszcze ran po wielkich epidemiach dżumy, które wytrzebiły i wyludniły znaczne połacie kontynentu. Reakcją szczególnie na zachodzie europy stały się prześladowania. Jako pierwszy zareagował król Hiszpanii Ferdynand. W 1492 roku skazał Romów na wygnanie. Każdy, kto nie poddałby się temu rozkazowi, miał być skazany na śmierć. Jean – Paul Clebert w „Les Tsiganes” pisze: Ludzie o osiadłym trybie życia, podejrzliwi, a jednocześnie łatwowierni, postrzegali ich prowadzących koczowniczy tryb życia przybyszów z dalekich krajów jako mających złe oko … każdy obcy był podejrzany, szczególnie jeśli śniade oblicze, kolczyki w uszach, mieszkał w domach na kołach i mówił językiem, który zdecydowanie nie należał do języków chrześcijańskich. Paryski parlament uchwalił w 1539 roku decyzję o wygnaniu, w 1560 roku Stany Generalne w Orleanie uchwaliły, że wszyscy ci oszuści, znani jako Cyganie lub Egipcjanie, muszą opuścić Królestwo pod karą zesłania na galery. W 1607 Henryk IV odnowił rozkaz wygnania. Dekrety antyromskie uchwalono również w pozostałych krajach Europy.

 

Pierwsze ustawy oraz idące w ślad za nimi procedury ich egzekucji stanowiły preludium dla praktyk ludobójstwa społeczności romskiej w Europie. Romski holocaust w okresie II wojny światowej współcześnie często rozpatrywany jest bez uwzględnienia jego historycznego kontekstu. Poprzedzała go blisko pięćsetletnia tradycja „antyromskości” silnie zakorzeniona w powszechnej świadomości europejskiej. Na długo przed masowym ludobójstwem Romów ich przodkowie byli poddawani masowym represjom, sprowadzani do rangi niewolników (Wołoszczyzna i Mołdawia), przymusowo zsyłani do kolonii w Afryce i Ameryce Południowej, zakuwani do przymusowej pracy w kopalniach i na galerach, paleni na stosie. Niejednokrotnie dostarczali oni rozrywki panom feudalnym, urządzającym w europejskich lasach krwawe polowania na Romów z użyciem psów myśliwskich. Romowie na wiele wieków przed narodzeniem się nazistowskiej ideologii traktowani byli w kategorii „podludzi”. Tylko ówczesnym ograniczeniom techniczno – logistycznym, brakom organizacyjnym, słabości instytucji państwowych oraz aparatu represji zawdzięczają Romowie przetrwanie na kontynencie europejskim. Romowie przetrwali tylko i wyłącznie dlatego, że XV i XVI stuleciu nie było możliwe przeprowadzenie skutecznej akcji eksterminacyjnej – „ostatecznego rozwiązania kwestii romskiej”. Potrzeba było wsparcia ogromnej machiny militarno – propagandowej oraz zastosowania przemysłowej „technologii śmierci”, aby pokusić się o skuteczną realizację projektu „Europy wolnej od romskich wędrowców i tułaczy”. Jednakże ziarna nienawiści trafiły na podatny grunt począwszy od pierwszych dekretów „antyromskich”. Nazizm zebrał tylko ich tylko obfity plon. W rzeczywistości represje i prześladowania nie miały charakteru stricte antyromskiego, odzwierciedlały tylko odwieczny konflikt na linii swoi – obcy. Jeśli w tym czasie do Europy przybyłaby inna grupa osób o koczowniczym stylu życia wyróżniająca się od otoczenia kolorem skóry, językiem, obyczajami to ostrze nienawiści i przemocy skierowane byłoby w ową grupę. Dla społeczności sedentarnych, żyjących według rytmu wyznaczonego przez cykle natury oraz surowych norm moralno – obyczajowych narzuconych przez porządek „boski” wszelkie odstępstwa od „średniej” uznawane były za inne. „Inny” to w zasadzie nie człowiek, to ktoś należący do innego świata, dla którego nie może być miejsca w ściśle zhierarchizowanym i uporządkowanym społeczeństwie. Średniowieczna Europa nie znała pojęcia tolerancji dla „innych”. Ten odwieczny atawizm jest również stale obecny w współczesnych społeczeństwach.

 

Na skutek fali represji, przemocy i pogromów jedyną szansą na przetrwanie było zejście do „podziemi”. Warunkiem biologicznego przetrwania było ograniczenie wszelkich kontaktów z światem zewnętrznym do niezbędnego minimum. Romowie musieli znaleźć bezpieczną niszę, w której mogliby w sposób w miarę normalny funkcjonować. Wyspecjalizowali się w usługach i handlu, profesjach, które zapewniały zachowanie niezbędnego dystansu do otoczenia oraz pozyskanie środków zapewniających im egzystencję. W każdej epoce niezależnie od panujących systemów światopoglądowych, religijnych, politycznych i ekonomicznych w ludziach tkwi naturalna potrzeba odreagowania i zabawy. Wędrowni nomadzi zaspokajali tą potrzebę, przedstawiając bogatą ofertę rozrywkową dla ówczesnych mieszkańców – popisy muzyczne, sztuczki cyrkowe, pokazy alchemiczne i predistigatorskie, wróżby, pokazy tresury niedźwiedzi. Przybycie taboru romskiego stwarzało dla odizolowanych mieszkańców wiosek i miasteczek szansę kontaktu z światem zewnętrznym, pobudzało wyobraźnie i fantazję, podsycało marzenia i odrywało od rutyny obowiązków życia codziennego. Naturalnym domem dla Romów stał się las. Zapewniał on bezpieczeństwo i anonimowość. To strach przed prześladowaniami zmusił ich do znalezienia kryjówki, która skutecznie chroniłaby przed zagrożeniami zewnętrznymi. Lasy zajmowały znaczny odsetek powierzchni Europy. Ich ogrom, trudności w jego eksploracji powodowały, że las zaspokajał w największym stopniu tą potrzebę. Dzięki temu, jak również poprzez swoją mobilność Romowie odkryli dla siebie oazę wolności. Las warunkował przetrwanie, Romowie odwdzięczyli się za gościnność szacunkiem i wielkim sentymentem, który ciągle jest integralną częścią romskiej wrażliwości i sposobu postrzegania świata. Poczucie jedności, symbiozy z lasem oraz umiłowanie natury jest obecne również wśród obecnego pokolenia Romów. Leśny gościniec stał się metaforą życia romskiego. Droga pokojowa, na którą weszli potomkowie dawnych wojowników warunkowała przetrwanie. Wszelki opór zbrojny nie miał żadnych szans powodzenia, byłby dla mniejszości romskiej prawdziwą katastrofą. Wobec przeważającego i wrogiego otoczenia jedyną alternatywą było wtopienie się w „otoczenie”, pozostanie „niewidzialnymi”, unikanie eksponowania własnej odrębności. Współczesna marginalizacja i alienacja społeczności romskiej w Europie bierze swój początek z wymuszonego przez czynniki zewnętrzne wycofania się Romów z życia społecznego, do którego doszło w na przełomie XV/XVI wieku. Pacyfistyczne usposobienie Romów jest skutkiem uwarunkowań historycznych, społecznych i przyrodniczych. To one ukształtowały charakter największej współczesnej mniejszości narodowej Europy – nadając mu etykietkę „wędrowców pokoju”.