Twarzą w twarz

Renata Jarosz

 

Kiedy to było? Przed piętnastu, czterdziestu, sześćdziesięciu laty? Schyliłeś się po łopatkę, na placu zabaw albo na boisku, a może wszedłeś pod stół, żeby podnieść kredkę – i wtedy to usłyszałeś – słowa nieprzeznaczone dla ciebie, a ciebie dotyczące. Tomasz ma twarz jak tatarska dupa {1}. Szok. Pierwszy raz, dotychczas nieuświadomione, bolesne rozdarcie na to, co jest tobą, i to, co widziane jako ‘ty’. Więc ja i nie-ja, osobność. Dlaczego pomiędzy tym, co najbardziej własne, a najmniej przez ciebie poznawalne (nie łudź się, lustro odwraca, jego druga strona i unieruchamia, każąc oglądać twarz jak rzecz, i kłamie), swoją twarzą, a twarzą oglądaną przez innego jest przepaść? Czy inny widzi cię naprawdę, skoro musi postrzegać za pośrednictwem znaku, twarzy? Dlaczego twarz jest ci dana – i czy rzeczywiście jest dana, przeznaczona? Czy twarz to ty? Ale które ‘ty’, skoro oczy osadzone tak blisko wszak to on nie ja (...) {2} ? Które ‘ty’, skoro wystarczyło ci zmrużyć oczy, unieść podbródek, żeby udać kogoś, kim nie byłeś? Albo ubrać maskę, ukryć twarz w dłoniach?

 

Kiedy to było, gdy odkryłeś, że masz twarz. Swoją własną. Nikt nie może powtórzyć tej twarzy.

 

....nikt?

 

Twarze.

Miliardy twarzy na powierzchni świata.

Podobno każda inna

od tych, co były i będą.

Ale Natura – bo kto ją tam wie –

może zmęczona bezustanną pracą

powtarza swoje dawniejsze pomysły

i nakłada nam twarze

kiedyś już noszone.

 

Może cię mija Archimedes w dżinsach,

caryca Katarzyna w ciuchu z wyprzedaży,

któryś faraon z teczką, w okularach. (...)


Miliardy twarzy na powierzchni świata.

Twarz twoja, moja, czyja –

nigdy się nie dowiesz. {3}

 

Za mało form, za dużo ludzi. Myśli nawiedzające mnie na ruchliwych ulicach, jak pisze Szymborska. Twarze zatarte nie tylko przez wielość, powtarzalność, ale też roztapiające się w tle tracą swoją jedyność, niemożliwe do zauważenia i zatrzymania w kadrze spojrzenia, choćby przez chwilę. Codziennie mijasz ich więcej niż twój przodek widział przez całe życie, więc jak miałbyś je ogarnąć i wyodrębnić? Jeśli już, na moment, objawi ci się osobność, to jako jakaś twarz, nie ta szczególna, jakaś bryła inna od tamtych brył. Skazani jesteśmy na anonimowość w wielkim mieście. Marna pociecha, że dotyczy to każdego, że nie jesteś wyjątkiem.

 

Do NN ***


nagle

wycinasz się

z pomieszanych form ulicy

wypukłością nóg

twarzy

zbliżasz się – pół

mijam cię – pół


jakże mi szkoda

tej zawsze jednej strony nie widzianej!

odchodzisz – pół

ruch innych

kroi cię

w coraz drobniejsze

kawałki


nic mi z ciebie nie zostało

nagle {4}

Strony: 1 2 3 4 5 6 Następna »