Pijemy bimber, pędzony przez mołdawskich Żydów w telawiwskich slamsach. Bimber przepijamy izraelskim piwem. Szlomo, który strzelił do palestynskiego chłopca, ma 35 lat. Kiedy wygłasza swoje wyznanie, patrzę mu prosto w wielkie brązowe oczy, otoczone długimi czarnymi mocno wywiniętymi w górę rzęsami. Szukam żalu, refleksji. Jest stanowczość. Jest pewność siebie.

 

- Słyszałam tę historię sto razy- mówi jego żona, Ryfka, amerykańska Żydówka, która na bazarze handluje rzeczami zostawionymi w prywatnych hostelach. Szlomo i Ryfka są małżeństwem od roku. Nie mają dzieci.

 

Czuję, ze bimber był swietnym pomysłem. Co więcej, nie wyobrażam sobie, że mogłabym go w tym własnie momencie nie mieć we krwi.

 

- Oni uzyli tego dzieciaka jako tarczy- opowiada Szlomo z butelką piwa w ręce, oparty o stół- Za nim stał terrorysta, miał pistolet pod pachą, na wysokości głowy tego dzieciaka. To był Nablus. Nablus to właśnie takie miejsce, w którym takie rzeczy to norma. Gość strzelał do mnie zza dzieciaka, więc zabiłem chłopaka, a potem tego faceta.

 

- Ile lat miało to dziecko?- pytam, jakby to miało jakieś znaczenie.

 

- Ze dwanaście.

 

- Miało broń?

 

- Nie, ale za nim był terrorysta. To typowe zagranie Palestyńczyków. Faszerują dziecko dragami i wystawiają na pierwszą linię ognia. Albo ja albo on, to jest wojna. Takie decyzje są konieczne, żeby przeżyć. A o nic innego nie chodzi w takim starciu. Pomyśl, co ty byś zrobiła na moim miejscu. więcej..>>

12/12/2011