Jedziemy na Białoruś ...... drogą żelazną. W Kuźnicy Białostockiej Białostockiej dokładna kontrola celno-paszportowa. Zaraz potem pociąg, niesamowicie brudny i zniszczony, rusza powoli i po kilku minutach przekracza granicę. Kilkadziesiąt metrów za pasem granicznym zatrzymuje się i wsiadają białoruscy pogranicznicy ze swymi czapkami wielkimi jak lotnisko i przystępują do kontroli paszportów. Jedziemy tak do Grodna, gdzie na dworcu kolejowym czeka nas odprawa celna. Wprawne oko celnika oceniło, że jesteśmy turystami, a nie handlarzami, więc po krótkim pytaniu: Licznyje wieszczi? przechodzimy bez konieczności rozpakowywania bagażu.

 

Na równinach dobrze widać każdą budowlę, bo wyraźnie odcina się od otoczenia. Z odległości wielu kilometrów widać wieże różnych świątyń: kościołów, cerkwi, synagog. Często ze sobą sąsiadują i od razu wiadomo, że obok siebie mieszkają katolicy i prawosławni. Tak jest w wielu miejscach, ale najlepiej to chyba widać w stołecznym Mińsku, gdzie katedrę prawosławną od katolickiej dzieli niespełna trzysta metrów (notabene, wchodzę do katedry katolickiej, a tam ludzie odmawiają różaniec... po polsku; Polak-katolik). Dla przybysza z południa lub centrum Polski nie jest to widok codzienny. Polak u siebie musi dopiero wytężyć wzrok, by zauważyć, że ludzie mogą się inaczej modlić, obchodzić inne święta, śpiewać różne pieśni i w różnych językach. Zdaje się, że różnorodność religii jest bogactwem Białorusi. Jest jak wielokolorowy witraż.

 

Niestety, ten, kto na co dzień ma do czynienia z tym bogactwem, dostrzega na sąsiedztwie religii i mniej sympatyczne rysy. Bywa, że sąsiedztwo rodzi konflikty. Można je odczytać również w architekturze świątyń. Tak jest na przykład w wypadku lidzkiej cerkwi św. Michała Archanioła, w której modlili się kiedyś katolicy, potem prawosławni, znowu katolicy, a od kilku lat prawosławni. Katolicka kiedyś świątynia została zaadaptowana do potrzeb liturgii prawosławnej nosi na sobie ślady obu obrządków. Na szczęście, świątynie otwarte są dla wszystkich i każdy może do nich wejść, zachwycić się pięknem liturgii, a jeśli chce to i pomodlić się do tego samego Boga.

 

Ogromna większość świątyń na Białorusi to wiekowe już budowle. Powstają jednak i nowe, a stare i zniszczone remontuje się i oddaje po latach użytkowania na cele gospodarcze, rekreacyjne czy rozrywkowe, wiernym. Tak jest między innymi z mińską katedrą katolicką, która przez całe lata była salą gimnastyczną. Niestety, nie wszystkie świątynie doczekały się rekonstrukcji. Dotyczy to przede wszystkim synagog, o które po Holokauście nie ma kto zadbać. Piękna kiedyś synagoga w Grodnie dalej czeka na renowację.

Niektóre wreszcie wspólnoty religijne, na przykład baptyści, obywają się bez kamiennych świątyń, a ich świątynią staje się brzeg rzeki czy jeziora, gdzie sprawują swą liturgię.

Tekst
Jarosław SOŁTYS

 

zobacz galerię