JB: Chciałabym tu jednak jeszcze o coś Księdza Profesora dopytać. Wydaje mi się, że często humaniści badający region Bliskiego Wschodu i instytuty postrzegane są na zewnątrz jako zbyt hermetyczne. Jest to opinia tzw. ulicy, którą mam okazję nierzadko słyszeć. Z drugiej strony sama „ulica”, mam tu na myśli przede wszystkim dziennikarzy, którzy dokonują pewnych uproszczeń, o których tu już wspominaliśmy, albo też pewne fakty, które miały miejsce na Bliskim Wschodzie w niedalekiej przeszłości są im zupełnie nieznane. Patrzą na rzeczywistość w powierzchowny sposób. Wydaje mi się, że przepływ informacji z tzw. źródła, które ten temat bada, jest specjalistyczne, do sfery, która wiedzę szybciej popularyzuje, jak np. media, jest zbyt wolny i wydaje mi się, że odpowiedzialność za to leży po obu stronach. Z jednej strony, czy nie jest tak, że świat naukowy tak troszkę gardzi dziennikarzami i ich tendencją do uogólniania i upraszczania świata. A z drugiej strony, tamten świat uważa naukowców za takie hermetyczne twory, z którymi trudno wchodzić w jakąś relację i trudno ich zrozumieć, bo wiedza, którą uprawiają jest do niczego nieprzydatna. Pytam o to, ponieważ z takimi zarzutami spotkałam się po obu stronach. A wydaje mi się, że gdyby przepływ informacji i sferę kontaktów trochę udrożnić to sytuacja wyglądałaby lepiej.

Ks. Prof. Kościelniak: Myślę, że źródłem niechęci niektórych moich kolegów i moich własnych oporów przed światem massmediów, który przecież bardzo cenię (bo w końcu jest to źródło informacji, z którego codziennie korzystam) jest dość nagminna praktyka obcinania naszych wypowiedzi przez redaktorów. Nie chodzi już tylko o to, że ze względu na szczupłość serwisów informacyjnych często zmuszani jesteśmy do wyrażania się ogólnikami, ale również o nieelegancką praktykę wyrywania z kontekstu jakieś myśli, czy nadmierne nagłaśnianie jakiegoś niefortunnie sformułowanego zdania, które ze względu na osobliwość automatycznie staje się nagłówkiem całej wypowiedzi. Rozumie Pani jak łatwo tutaj o pewne przekłamania. Problem nie polega na tym, że się czegoś nie powiedziało, tylko, że drugorzędna informacja została wyakcentowana w nieproporcjonalny sposób sprawiając wrażenie, że ta poboczna informacja jest istotą problemu. Rozumiem też naszych kolegów dziennikarzy, broń Boże nie traktuję ich tutaj jako konkurencji. Wiem, że pragną oni zainteresować czytelnika, że tytuł musi być chwytliwy, że treść musi mieć tzw. ikrę, żeby ludzie to chętnie czytali. Myślę, jednak, że jako odpowiedzialni za przekaz, po stronie orientalistów ta niechęć do mass mediów jest też zrozumiała. Dziennikarze oczekują też od nas abyśmy mówili językiem jak najbardziej prostym i to też jest umiejętność i – jak już o tym wspominałem cytując prof. Tatarkiewicza – jest to możliwe, ale nie dla każdego. Myślę, że tego musimy się nieustannie uczyć. Dlatego potrzebne jest nieco wyrozumiałości pod adresem, jak to Pani ujęła tych „hermetycznych tworów”.

Korzystając z okazji chciałbym poprosić dziennikarzy o trochę więcej zrozumienia i cierpliwości, ale przede wszystkim o uczciwość i rzetelność. Nawet, jeżeli coś trzeba obciąć, a czas nagli, to warto byłoby zadzwonić i zapytać, przesłać tekst drogą emailową do autoryzacji. Nikt przecież nie chciałby spotkać się z sytuacją, że nagle widzi się swoją wypowiedź jakoś dziwnie spreparowaną. Przez cięcie można uzyskać w zasadzie dowolny wynik, a wyrywając fragmenty z różnych kontekstów bez przeszkód układa się nowe konfiguracje. Niemniej nie ulega wątpliwości, że tu potrzeba więcej współpracy.

Jeszcze na obronę swojego środowiska dodam, że jest nas zbyt niewielu i na ogół orientaliści są przepracowani. Stwierdzam to nie po to, by ubolewać nad sobą, ale bardzo często zdarza się, że pracujemy na dwóch etatach, i posiadamy jakąś niesamowitą liczbę studentów, magistrantów, doktorantów, sympozjów, posiedzeń… A tu nagle pojawiają się jeszcze ci dziennikarze…

Uważam, że właśnie dziennikarze powinni otrzymywać materiał jak najbardziej przemyślany, a ten właśnie jest najbardziej praco i czasochłonny. Jak już stwierdziłem, wykonanie rzetelnej syntezy, tak aby była prawdziwa, wymaga naprawdę dobrych przemyśleń. A czasami brakuje nam na to czasu i wtedy dziennikarze jawią się jako ci, którzy jeszcze zabierają te resztki czasu, jako natręci, którzy czegoś jeszcze chcą… To tak gwoli wytłumaczenia wzajemnych nieporozumień. Zgadzam się z Panią, na pewno więcej tych kontaktów i współpracy polepszyłoby jakość informacji o Bliskim Wschodzie i liczbę wyważonych komunikatów.

JB: Co może być dziś, zdaniem Księdza Profesora, najważniejszym elementem kształtującym porozumienie między światem zachodnim, a muzułmańskim Wschodem, ale w sposób, który nie polega na przygładzaniu i wyciszaniu problemów, ale skłania do ich wspólnego i aktywnego rozwiązywania w atmosferze wzajemnego zaufania?

Ks. Prof. Kościelniak: Tak – i to przedstawiłem za pośrednictwem swoich asystentów na niedawnej konferencji w Jerozolimie poświęconej tolerancji, i jak o tym dużo mówiłem – są to prawa człowieka. Napięcia, pomiędzy wyznawcami różnych religii, cywilizacji, społeczeństw pojawiają się zawsze tam, gdzie te prawa są łamane: prawo do wolności sumienia, do życia, fundament Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Jan Paweł II, który był niezwykle pozytywnie nastawiony do dialogu i otwartym na świat, stwierdził kiedyś, że jeżeli godzimy się na bierne łamanie jednego z praw człowieka, to godzimy się na łamanie ich wszystkich. Nie można po prostu dopuścić do tego, abyśmy biernie godzili się na krzywdę. Dlatego raz jeszcze stwierdzam – potrzebny jest nam dialog w prawdzie, mimo, że będzie długi, być może bolesny i, że będziemy oskarżani o nowy imperializm kulturowy, że próbujemy narzucić system wartości, który jest obcy światu. W moim przekonaniu na pewno tak nie jest, gdyż zasada nie czyń drugiemu, co tobie nie miłe jest uniwersalna. Spotkałem ją w wielu religiach, stanowi bazę, na której zasadzają się prawa człowieka, to najgłębszy poziom antropologiczny. Zresztą sam Koran mówi, że nie ma przymusu w religii (II, 256), więc dziwię się dlaczego istnieje taki upór w pewnych środowiskach muzułmańskich dla stosowaniu kary śmierci za apostazję. Jeżeli uregulujemy tę przestrzeń a zasada wzajemności będzie wdrażana, dotkniemy obrzeży prawdziwej tolerancji, a człowiek nie będzie pozbawiony swojej decyzyjności i godności. Gorzej, gdy będzie się ten niewygodny temat spychało na bok, co niejednokrotnie obserwuję po stronie katolickiej. W 2000 roku otrzymałem np. instrukcje z Lublina, jak mam pisać hasło do kalendarza ekumenicznego. Znajdowało się tam stwierdzenie, abym w żadnym wypadku nie umieścił tam jakichś kontrowersyjnych albo problematycznych tematów. Poprawność w najwyższym stopniu, która nie cierpi prawdy. To były moje początki tego, co niektórzy nazywają moim sceptycyzmem dialogicznym. Tak naprawdę nie jest to żaden sceptycyzm dialogiczny (mam wielu przyjaciół muzułmanów) tylko walka o prawdę i przyzwoitość. Nie chcę odkładać na później trudnych tematów. Może to maniera ze szkoły, gdzie uczono mnie, zawsze trzeba najpierw wykonywać najtrudniejsze zadania. Dialog i tolerancja są dla mnie - i jak myślę dla wielu ludzi – rzeczywistościami nierozdzielnymi.

Prawa człowieka, - raz jeszcze to podkreślę są bazą wyjściową – a nie mantrą o „dzieciach Abrahama”. Spotkajmy się na płaszczyźnie ludzkiej, respektujmy zasadę wzajemności a wtedy ewentualnie można będzie próbować robić następne kroki dalej.

JB: Bardzo dziękuję za rozmowę

 

Krzysztof KOŚCIELNIAK, ks., prof. dr hab., pracownik Katedry Bliskiego i Dalekiego Wschodu WSPiM UJ, kierownik katedry Historii Religii Bliskiego i Dalekiego Wschodu PAT, Absolwent PAT, student Uniwersytetu Jagiellońskiego, Ruprecht Karls Universität w Heidelbergu, Pontificio Istituto di Studi Arabi e d’Islamistica w Kairze, Franciscan Center of Christian Oriental Studies w Kairze, Arabic Teaching for Non—arabic Speakers — Ministry of Eduction SAR w Damaszku, członek UEAI (L’Union Européene des Arabisants et Islamisants), Komitetu Nauk Orientalistycznych PAN oraz Komisji Bizantynologicznej Polskiej Akademii Nauk. Zajmuje się relacjami chrześcijańsko—muzułmańskimi na przestrzeni wieków, interakcjami kulturowymi i politycznymi na Bliskim Wschodzie, historią religii i dziejami kościołów orientalnych. Autor kilkudziesięciu artykułów naukowych oraz m.in. książek: Złe duchy w Biblii i Koranie - wpływ demonologii biblijnej na koraniczne koncepcje szatana w kontekście oddziaływań religii starożytnych (Kraków 1999), XX wieków chrześcijaństwa w kulturze arabskiej, (Kraków 2000), Tradycja muzułmańska na tle akulturacji chrześcijańsko-islamskiej od VII do X wieku. Geneza, historia i znaczenie zapożyczeń nowotestamentowych w hadisach, (Kraków 2001), Dżihad. Święta wojna w islamie. Związek religii z państwem. Islam a demokracja. Chrześcijanie w krajach muzułmańskich, (Kraków 2002), Zło osobowe w Biblii. Egzegetyczne, historyczne, religioznawcze i kulturowe aspekty demonologii biblijnej (Kraków 2002), Chrześcijaństwo w spotkaniu z religiami świata. Podstawy religiologii. Prezentacja najważniejszych religii świata. Wybór tekstów źródłowych z komentarzami (Kraków 2002), Grecy i Arabowie. Historia Kościoła melkickiego (katolickiego) na ziemiach zdobytych przez muzułmanów (634-1516), (Kraków 2004); Christentum und Islam. Perspektive und Probleme des Dialogs, (Kraków 2005); Dzieje Azji Środkowej od VI do XII wieku, Dzieje Afryki od VI do XII wieku w: praca zbiorowa Wielka historia Świata, t. IV Kraków 2005; Sunna, hadisy, tradycjoniści. Wstęp do tradycji muzułmańskiej, (Kraków 2006); Tematyczna konkordancja do Koranu, (Kraków 2006).

Strony: « Poprzednia 1 2 3 4 5 6