JB: Jakie są najpoważniejsze zagrożenia dla budowy w regionie Bliskiego Wschodu wartościowego i rzeczywistego dialogu? Jak w tym kontekście ocenia Ksiądz Profesor rolę mediów? Z mojego doświadczenia kontaktów z Bliskim Wschodem wynika, że obawa przed światem Zachodu i chrześcijaństwem kształtowana jest tam dziś przede wszystkim za pośrednictwem obrazu medialnego. Z drugiej jednakże strony zachodnie media również nie prezentują rzetelnego obrazu świata muzułmańskiego. Powszechne są błędy i wypatrzenia, które często bardzo rażą muzułmanów. Czy zdaniem Księdza Profesora istnieje jakiś sposób wyjścia z tego zaklętego koła?

Ks. Prof. Kościelniak: Gdybym podał taką receptę zapewne byłbym geniuszem i kandydatem do nagrody Nobla. Nad tym problemem zastanawia się rzesza orientalistów i politologów. Mogę jedynie wskazać pewne przestrzenie, które wydają się być antidotum przeciwko temu kryzysowi. Chodzi tutaj o płaszczyznę dialogu religijnego i politycznego. Co się tyczy dialogu religijnego należy wypracować taką formułę, by nie odmawiać islamowi i chrześcijaństwu prawa do bycia religią uniwersalistyczną. Pojawia się tu wspominane już przeze mnie napięcie między misją i dialogiem. Misja oczywiście polega na nawracaniu, dialog na uszanowaniu drugiego człowieka. W misji pojawia się stwierdzenie, że ktoś nie ma racji. W misji chrześcijańskiej do świata pogańskiego stwierdzano to wyraźnie: politeizm jest błędem. Trudno chrześcijaństwu, czy islamowi odmówić prawa do misji, ponieważ to stanowi ich istotę. Myślę jednak, że misja niekoniecznie musi kojarzyć się z nachalnym nawracaniem, czy konfliktami. Powinna być propozycją, jaką religie uniwersalistyczne kierują do świata, ofertę z której dany człowiek może skorzystać albo nie. Podmiotem jest człowiek i jego wybór. Zatem na płaszczyźnie dialogu nie można oskarżać się o wzajemny prozelityzm.

Nieraz spotykam zarzut: działacie wśród muzułmanów i nakłaniacie ich do chrześcijaństwa. Nie, my głosimy chrześcijaństwo, a człowiek jako wolna istota ma prawo wybrać religię. Jeśli w historii czasem bywało inaczej, to należy pamiętać o powrocie współczesnego Kościoła do Ewangelii i przeprosinach Jana Pawła II w 2000. Nota bene nie spotkałem żadnego z przywódców religijnych, który by tak otwarcie przeprosił chrześcijan za olbrzymie rzesze męczenników z powodu prześladowań religijnych. Wracając do tematu, podobnie rzecz się ma z islamem w świecie Zachodu – może on głosić takie czy inne idee a dana osoba może je przyjąć albo odrzucić. Myślę, że porzucenie oskarżeń o prozelityzm jest szansą na wyjście z impasu. Jeżeli się będzie odmawiało uniwersalistycznych roszczeń islamowi, czy chrześcijaństwu, stanie to na przeszkodzie dialogu, gdyż będą powstawały bardzo silne, odśrodkowe tendencje osłabiające ten dialog, w obawie przed zatraceniem swojej tożsamości. Na tej płaszczyźnie musimy tą sytuację wyraźnie przezwyciężyć.

Niesłusznie moim zdaniem przeciwstawia się stosunek do dialogu Benedykta XVI, metodom Jana Pawła II, gdyż w Redemptoris Missio ten ostatni stwierdził wyraźnie, że dialog należy do misji ewangelizacyjnej Kościoła. Ma zatem na celu ewangelizację. W jaki sposób? Powtarzam: szanując godność człowieka, jako propozycja. Niemniej jest to misja Kościoła i Jan Paweł II wyakcentował to niezwykle klarownie, przy całym pozytywnym nastawieniu do wszystkich ludzi, również do wyznawców islamu. Był on misjonarzem chrześcijaństwa: jego wezwanie brzmiało : Otwórzcie drzwi Chrystusowi. Zatem biorąc pod uwagę nauczanie papieskie należy uwzględniać je uczciwie w całości. Do niego należy na równi dokument ekumeniczny Ut unum sint jak i Dominus Iesus. To są pewne wyznaczniki: konieczność otwarcia, a zarazem ukazanie granic. Po stronie muzułmańskiej mamy zresztą analogiczną sytuację.

Jeśli chodzi zaś o polityczny wymiar dialogu, należy pamiętać, że same zachodnie kraje niejednokrotnie wykorzystywały chrześcijaństwo jako swoistą forpocztę swego panowania kolonialnego. Dość powiedzieć, że Francja jeszcze w 1905 roku dokonywała potężnej sekularyzacji Kościoła i zwalczała katolicyzm, a w Chinach każdy napad na misjonarza był pretekstem do mieszania się Francuzów w wewnętrzne sprawy tego państwa. Kościół już od dobrych stu lat poprzez obecność lokalnej hierarchii stara się oczyścić chrześcijan od powiązań politycznych. Dziś należy zrobić wszystko, by walka o prawa człowieka, czyli o to co nas może autentycznie połączyć, nie kojarzyła się z westernizacją. Zachód ze swoją ekspansywną ekonomią, czy i niejednokrotnie kontrowersyjnym światem wartości niekoniecznie musi odpowiadać mieszkańcom Bliskiego Wschodu.

Zatem pozostaje otwarta kwestia: jak wprowadzić te ponadczasowe wartości, aby były odciążone od balastu politycznego? Nad tym się zastanawiamy. Na to nie ma jednej odpowiedzi ponieważ w człowieku nie można wyodrębnić niezależny abstrakt religijny od politycznego, itd. Światopogląd składa się z wielu elementów. Natomiast w polityce należałoby unikać tych wszystkich działań (tu można podać za przykład Irak), w których postrzegano by daną wojnę lub konflikt, jako nową krucjatę, nową ofensywę Zachodu itp. Na to trzeba by moim zdaniem położyć bardzo silny nacisk, żeby nie powtarzać pewnych błędów. Niemniej posiadamy – jak wspomniałem - dwie płaszczyzny religijną i polityczną.

JB: Czy nie odnosi Ksiądz Profesor wrażenia, że kryzys wiary w możliwość porozumienia wyznawców różnych religii wiąże się też w jakimś sensie z kryzysem tożsamości i systemu wartości przeżywanym zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie (mam tu na myśli przede wszystkim świat islamu)? Gdyby miał Ksiądz porównać system wartości kierujący wyborami ludzi na Wschodzie i na Zachodzie, to czy zauważyłby Ksiądz jakieś istotne różnice, mające wpływ na jakość kontaktu ze światem zewnętrznym?

Ks. Prof. Kościelniak: To pytanie znów posiada dwie warstwy. Jeśli chodzi o kryzys tożsamości, to na pewno w świecie zachodnim sprawił on, że wielu chrześcijan nie widzi już różnic między religiami. Nad tym załamują ręce gorliwi duchowni katoliccy i protestanccy. Utraciliśmy swoją tożsamość – wszystko wydaje się dobre, religia zaczyna się zamieniać w swego rodzaju market. Człowiek zaczyna być podmiotem, który wybiera i tworzy kompletnie nowy, czasem hybrydalny zestaw wygodnych dla niego idei i zachowań religijnych. Nie jest to światopogląd anty religijny, ale jest po prostu eklektyczny. Z tego punktu widzenia chrześcijaństwo jest zaniepokojone, po części zainfekowane, i nie godzi się z taką rzeczywistością.
Czy w islamie istnieje analogiczne zjawisko? W mniejszym stopniu, ponieważ układ społeczny wspiera islam a pewne normy i wartości uważane są za święte i niepodważalne. Niemniej w Syrii spotkałem się z podejściem muzułmanów, którzy kompletnie nie rozróżniali różnic między szyitami, sunnitami, druzami i alewitami klasyfikując ich wszystkich ogólnie jako muzułmanów wyznających jedną postać islamu z nieistotnymi różnicami. Podobną tendencję można też zaobserwować w Turcji, gdzie oficjalnie alewici uznani są za sunnitów, wbrew opinii samych wyznawców tej mniejszości. Stąd rodzą się też wielkie utyskiwanie wielu imamów, twierdzących, że islam narażony jest na niebezpieczny eklektyzm.

Niemniej różnica między Wschodem, a Zachodem polega na tym, co odkryłem blisko 12 lat temu, przebywając w Egipcie. Po prostu na Wschodzie religia jest czymś ważnym, nie jest dodatkiem do życia, jak broszka, którą się przypnie albo odepnie, lecz jest częścią życia, tak samo ważną jak praca, jak zdobywanie pokarmu, jak rodzina. Albo ważniejsza. Świat ten odkryłem od środka mieszkając w bardzo biednej dzielnicy ‘Ataba w klasztorze franciszkanów. W tej dzielnicy Kairu religia była najistotniejszą częścią życia, a świat dzielił się na muzułmanów i chrześcijan. Nie było tam w zasadzie przestrzeni dla niewierzących (ateiści nie są łatwo akceptowalni w islamie). Poprzez szariat pierwiastek sacrum jest tam znacznie bardziej obecny.

Należy pamiętać, że prawo islamskie – szariat jest w wielu państwach muzułmańskich jednym z filarów prawodawstwa. Siłą rzeczy, ze swej natury wnosi do całej przestrzeni życia społecznego i prywatnego element sacrum – i to jest ta zasadnicza różnica między tymi światami. Niejednokrotnie próba rozdzielenia religii od państwa postrzegana jest przez muzułmanów jako zamach na islam.