JB: W kilku bliskowschodnich krajach np. w Turcji, ma w ostatnich latach miejsce pewna odwilż i liberalizacja życia społecznego, wiąże się to w dużej mierze z coraz większą aktywnością społeczeństwa, które poprzez rozmaite organizacje zaczyna walczyć o swoje prawa odmawiając swego poparcia dla reżimów ( w jakimś sensie o tego rodzaju aktywności można nawet mówić w krajach takich jak Iran). Czy widzi Ksiądz Profesor jakąś szansę dla tego procesu? I jaka powinna być w nim rola społeczeństw europejskich, „aktywne wsparcie”, czy też „wyczekująca rezerwa”?

Ks. Prof. Kościelniak: Oczywiście śledzę ten proces z wielkim zainteresowaniem, nawet wielkie międzynarodowe sympozjum, którego byłem głównym organizatorem po śmierci Prof. Kapiszewskiego pt.: Modernizacja islamu, wskazuje już na kierunek, który nas bardzo interesuje. Zresztą niektórzy autorzy muzułmańscy, nie tylko z Turcji, ale na przykład zamordowany przez współbraci w wierze Muhammad Taha z Sudanu, zmagają się z trudnym tematem uwspółcześnienia islamu. Ten ostatni myśliciel, stracony w latach 80, przez swoich współwyznawców uznany za heretyka, twierdził, że należy wyraźnie rozdzielić religię, od państwa, rozróżnić w posłannictwie Mahometa elementy polityczne, kulturowe, czy też historyczne, które należały do minionejj epoki, od tego co stanowi rzeczywiste przesłanie duchowe islamu. Autorzy tacy jak np. Asz-Szamawi, czy Al-Hanafi zwracają uwagę na niedostateczność pewnego modelu islamu. Ciekawe, że tym zdają się nie interesować niektórzy dialogiści, zadawalając się ogólnikami i wątpliwymi deklaracjami na temat złożonego fenomenu islamu.

W praktyce, Turcja rozpoczęła otwarcie wdrażać prawa człowieka. Państwa takie jak Syria, czy Niger, deklarują się jako laickie republiki, w których szariat nie jest źródłem prawodawstwa. Te wszystkie przejawy witamy z wielką nadzieją. Myślę, że właśnie o to chodzi w najgłębszej warstwie dialogu, by muzułmanie nie tracili swojej tożsamości, ale spróbowali zapytać się siebie, czy taka czy inna forma praktykowania islamu, jest tą, która została im zesłana przez Proroka Mahometa, czy to jest esencja islamu, czy o to chodzi?

Jeśli prawodawstwa niektórych republik poszły tak daleko, że uznały, iż wartości ogólnoludzkie, które zawiera Deklaracja Praw Człowieka, są im bardzo bliskie, i że dadzą się pogodzić z islamem, to tylko ten kierunek należy wspierać. Ale proszę pamiętać o tym, że wysiłek reformy poszczególnych społeczeństw, leży przede wszystkim na barkach danego społeczeństwa. Reformy nie można dokonać poprzez przysyłanie instrukcji z Zachodu. Z naszej strony powinniśmy w ramach dialogu aktywnie wspierać szkolnictwo, ruchy islamskie, które są alternatywne dla fundamentalizmów. Nie można tego dokonać na zasadzie ingerencji politycznej, czy nacisku ekonomicznego, lecz bardziej poprzez budowanie społeczeństwa obywatelskiego i odważne poddawanie refleksji negatywnych zjawisk.

Zadanie to jest tym bardziej pilne, gdyż świat w epoce globalizacji, która zbliża nas wszystkich, powoduje, że pewne anachroniczne praktyki nie są akceptowalne przez ogół opinii światowej. Dzięki technice i łatwej migracji świat stał się bardzo niewielki. Albo dane społeczeństwo godzi się na otwarcie i przyjęcie pewnych wartości, którymi żyje świat, albo skazuje się na swojego rodzaju getto, niebyt, anachronizm. Ja myślę, że islam jako system religijny stoi przed takim ważnym wyzwaniem, aby ze swojego duchowego dziedzictwa wybrać to wszystko, co jest w nim najpiękniejsze, co służy człowiekowi, a pozbyć się tych wszystkich naleciałości, które w ciągu wieków, być może nieraz w dobrej wierze, ale okazały się drogą niesłuszną, prawda? Zresztą islam w okresie akulturacji (VIII-IX wiek) pokazał światu, że potrafi być otwarty na myśl zachodnią.

Dobrze wiemy, że islam w dużej mierze opiera swoje szczegółowe wskazania na fatwach, na szkołach muzułmańskich, a są to orzeczenia wtórne w stosunku do Koranu, późniejsze, niejednokrotnie dyskutowane zapalczywie pośród samych muzułmanów. Myślę, że takie samo oczyszczenie przechodzi co jakiś czas i chrześcijaństwo, więc wydaje mi się, że tu ta wierność człowiekowi jest fundamentalna.

JB: Chciałabym jeszcze skierować to pytanie na taką drogę przyglądania się rozwojowi społeczeństw. To co ja obserwuję jeżdżąc na Bliski Wschód, to jest wzrost liczby organizacji i w ogóle samoorganizowania się ludzi w celu walki o różne swoje prawa. Wydaje mi się, że ta oddolna mobilizacja ogarnia Bliski Wschód i Azję coraz szerzej. Jak Ksiądz Profesor zapatruje się na tę kwestię, czy ten proces ma szansę w obecnej dobie?

Ks. Profesor Kościelniak: Myślę, że tak, choć muszę dodać tu kilka faktów historycznych, ale bynajmniej nie po to, by Państwa zanudzić. Mianowicie, przez wieki w islamie obowiązywała autorytarna koncepcja władzy. Występowało ścisłe powiązanie władzy z religią, nieustannie podbudowywano racjami teologicznymi teokratyczną wizję państwa, w której kalif był reprezentantem Boga na ziemi. Niektórzy odważni współcześni myśliciele np. wspomniany już Asz-Szamawi, uważają, że ta teokratyczna koncepcja państwa spowodowała wycofanie się muzułmanów w sferę prywatną i spowodowało brak inicjatywy. Rzeczywiście kalif był reprezentantem Boga na ziemi, a zatem należało się mu, w myśl koncepcji średniowiecznego prawnika i teologa Al-Mawardiego, bezwzględne posłuszeństwo. I to, zdaniem niektórych myślicieli, spowodowało, że przez wieki muzułmanie zrezygnowali z odpowiedzialności za społeczeństwo. Rzecz jasna pojęcie „obywatelskości” również w Europie jest obce epoce średniowiecza, stanowi twór epoki nowożytnej. Niemniej w Europie pojawiły się choćby państwa kupieckie, które stanowiły podwaliny przyszłej demokracji. Upadek kalifatu wraz z likwidacją Turcji osmańskiej spowodował, że obecnie nie ma w świecie islamu jednego duchowego przywództwa, nawet symbolicznego. W okresie międzywojennym nie brakowało kandydatów na to stanowisko, ale ostatecznie świat muzułmański pozbył się tej mrzonki i nic nie wskazuje, aby to dziś było możliwe. Po upadku kalifatu i po okresie kolonialnym w świat islamu wkroczyły demokracje. Jednak proces uczenia się demokracji (zresztą podobnie jak w Polsce, po upadku komunizmu) przebiega z różnym natężeniem i z różnym skutkiem w poszczególnych regionach świata muzułmańskiego. Te regiony świata islamu, które miały więcej kontaktów z Zachodem, bądź które posiadają dużą liczbę swoich obywateli na Zachodzie, szybciej podlegają procesom demokratyzacji. Następuje proces upodmiotowienia jednostki i myślę, że ten proces jest nieodwracalny. Jest on też związany z nowoczesnymi masmediami. Posiadając Internet w użyciu, mieszkańcy nawet takich krajów, które uważa się za zamknięte i tradycyjne, jak np. Arabia Saudyjska, Sudan, Mauretania, mają możliwość coraz lepszego kontaktu ze światem zewnętrznym. Nie wykluczone, że te mass media będą kruszyły mury granic, na co coraz częściej zwracają uwagę badacze demokratyzacji w świecie islamu. A zatem proces ten jest zapoczątkowany, trudno mi jest jednak powiedzieć jak on będzie wyglądał w przyszłości, uważam, że jest nieodwracalny. Tak jak inne procesy historyczne będzie on postępował wraz z technologią i przemieszczaniem się ludzi.

Nie bez kozery mówiłem o globalizacji, która jest trudna do zdefiniowania, ale generalnie polega na współprzenikaniu się najprzeróżniejszych kultur, zjawisk. Inne zjawisko – to emigracja, przedstawiciele różnych kultur i religii zaczynają żyć obok siebie, nie ma już społeczeństw homogenicznych, jak przed wiekami. Trudno powiedzieć, że jakiś świat jest bezwzględnie chrześcijański lub muzułmański, staje się po prostu wieloteniczny, wieloreligijny i wielokulturowy. Pytanie o kształt wzajemnych relacji będą nieustannie wracały jak bumerang i nie da się ich zbyć jakimiś teologicznymi rozważaniami, zwłaszcza, że w świecie Zachodu religia przeżywa swój kryzys.