JB: Dialog bywa przez sceptyków nazywany rodzajem niebezpiecznej mieszanki, która prowadzi do rozmycia pojęć. Zwolennicy dialogu wskazują, że dialog prowadzi do lepszego wzajemnego poznania się. Co może być, zdaniem Księdza, przyczyną owego „zamieszania” czy też „rozmycia pojęć”? I czy dałoby się tego jakoś uniknąć?

Ks. Krzysztof Kościelniak: Na wstępie powiem, że autorzy, którzy na to zwracali uwagę, jeszcze dziesięć lat temu zostali okrzyknięci antydialogistami. Oczywiście sceptycyzm ma różne nasilenie u tych autorów, mamy tu całą gamę postaw, od totalnego odrzucenia po różne formy afirmacji. Uważam, że zjawisko sceptycyzmu wobec dialogu nie wyrosło bez przyczyn. Jedną z nich są działania pewnych zbyt liberalnych autorów w obrębie Kościoła katolickiego, którzy wprowadzili błędną interpretację Soboru i zaczęli głosić, że różnice nie mają znaczenia, albo częściej pomijając je jako drugorzędne elementy. Spotkałem takie postawy zarówno po stronie chrześcijańskiej jak i — choć zdecydowanie rzadziej — po stronie muzułmańskiej. Jeden z muzułmanów mieszkających w Europie twierdził np., że różnice między chrześcijaństwem, a islamem są właściwie drugorzędne, stanowią tylko 10%, a podobieństwa aż 90%. Zapytałem go, dlaczego zatem nie mogę odprawiać mszy św. w meczecie, skoro jest tylko 10% różnic. Taki prosty argument z przestrzeni praktyki sprawił, że dopiero wtedy rozpoczęła się uczciwa, pogłębiona debata. Ostatnio po stronie chrześcijańskiej skupiano się nadmiernie na wyszukiwaniu drugorzędnych aspektów, jako łączników w dialogu wstydliwie przemilczając realne różnice. Np. spotkałem się kiedyś i z takim wnioskowaniem, iż używanie przez chrześcijan i muzułmanów różańca świadczy o głębokiej identyczności. Ignorancja i bezkrytyczna ideologia dialogu nie pozwalała tej osobie na uczciwą refleksję, nawet choćby o pytanie, jakie ten różaniec pełni funkcje.

Proszę nie zapominać, że w świecie zachodnim działają tzw. pluraliści religii, którzy próbują stworzyć jakąś jedną ogólnoświatową religię. Wobec tego wszystkiego — jak już wspomniałem — przerzucenie dialogu na płaszczyznę życia byłoby najbardziej odpowiednią jego formą, a także zajęcie się tak niewygodnym problemem, jakim są prawa człowieka.

JB: Dlaczego uważa Ksiądz Profesor prawa człowieka za tak niewygodny temat?

Ks. Prof. Kościelniak: Dlatego, że po przyjęciu przez większość krajów świata, w tym również muzułmańskie deklaracji ONZ, nastąpił kryzys, gdy w 1981 roku kraje islamskie przyjęły własną Deklarację Praw Człowieka w Islamie. Ten ostatni dokument w zasadzie w wielu punktach jest zaprzeczeniem deklaracji ONZ, godząc się np. na zabicie muzułmanina przechodzącego na inną religię, łamanie prawa do wolności kultu dla mniejszości religijnych itp. Chrześcijaństwo i inne religie zasadniczo zaakceptowało idee Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. Kraje islamskie (z pewnymi wyjątkami) oparły swe konstytucje nie na rozdziale religii od państwa, ale na szariacie, co prowadzi do nieustannych waśni i problemów. Chrześcijanie, obywatele wielu krajów muzułmańskich nieustannie skarżą się na ograniczony zakres swobód. W Europie zaś podnoszą się słuszne zarzuty o brak wzajemności. Podczas, gdy muzułmanie cieszą się pełną, konstytucyjnie usankcjonowaną wolnością chrześcijanie w większości krajów muzułmańskich nie posiadają takich gwarancji.

Na tym tle – zdaniem niektórych autorów występuje jeden z największych rozziewów między cywilizacją zachodnią (nie tylko chrześcijaństwem!) i światem islamu (nie całym zresztą). Turcja, czy Syria usiłują być państwami laickimi o nowoczesnych postawach prawnych, ale i tam pojawiają się problemy. Zarzuty jakie podnoszone są pod adresem państw muzułmańskich dotyczą: zakazu małżeństwa muzułmanki z niemuzułmaninem, wspomniany już zakaz zmiany religii, zaś nie uznawanie podmiotowości człowieka i jego możliwości wyboru tak ważnej kwestii jak światopogląd, uważa się za jeden z zamachów na wolność i godność człowieka w świetle współczesnych zachodnich standardów antropologii. Różne raporty Komisarza Praw Człowieka powszechnie dostępne w internecie ukazują moim zdaniem niepokojąco dużą liczbę negatywnych przykładów.

Uważam, że strona katolicka w Polsce prowadzi dialog międzyreligijny nieco naiwnie, wierząc, że uda się wybudować dom od komina. Nie zwracano dostatecznej uwagi na prawa człowieka, co spowodowało, że niektórzy dialogiści nadal pozostają na poziomie banalnych ogólników. Skupiając się na podobieństwach dogmatycznych, zostawiono na boku człowieka, z jego dramatami. Milczący księża dialogiści, gdy mordowano miliony chrześcijan nie tylko nie wykazali solidarności ze swymi braćmi w wierze, ale po prostu pozwolili zamilknąć sercu. Dla tzw. poważnych dialogicznych racji. Uważam, że mimo tzw. ważnych dialogicznych racji, rację ma tylko ten, który umie pochylić się jak miłosierny Samarytanin nad tragedią każdego człowieka.

I tu dochodzimy do odpowiedzi na pytanie, które Pani mi zadała: nastąpił tak wielki rozdźwięk między praktyką, a tym co nam mówiono w ramach poprawności dialogicznej. Chyba dlatego dzisiaj paradoksalnie łatwiej rozmawia mi się o tym z młodymi ludźmi świeckimi, nową generacją orientalistów niż z niektórymi zasklepionymi w swoich poglądach księżmi - dialogistami epoki Jana Pawła II. Wypaczają oni nauczanie Kościoła, dość powiedzieć np. że nie liczą się z całym dokumentem soborowym Nostra aetate i dokumentem nauczania Jana Pawła II Dominus Iesus

Chciałbym dodać, że dyskusja została dzisiaj przesunięta na najbardziej zasadniczy poziom. Istnieje spór, czy prawa człowieka są absolutne i uniwersalne, czy też należą do kontekstu kulturowego. To wyzwanie, jak wspomniałem rzuciła przede wszystkim strona muzułmańska. Niektórzy wyznawcy islamu uważają, że przyjęcie Praw Człowieka narzuca im zachodni punkt widzenia. Chrześcijanie i zasadniczo większość świata zachodniego nie chce uprawiać żadnego dyktatu kulturowego. Po prostu uważa się, że takie wartości jak prawo do życia, prawo do wolności przekonań są wpisane w człowieka, należą mu się przez sam fakt urodzenia, a więc są ponad kulturowe.

Wracając wprost do pytania, uważam, że jeżeli zaniedbamy antropologię i nie spotkamy się najpierw jako ludzie, zamieniając dialog w nowomowę pseudodogmatyczną dojdziemy do absurdu. Przypomina mi się tu konferencja dla duchownych w seminarium, kiedy nasz ojciec duchowy przestrzegał:: bądźcie księża po pierwsze ludźmi, a dopiero potem księżmi. Tylko tak możecie być wiarygodni. Dlatego właśnie uważam, że powinniśmy się spotkać najpierw na płaszczyźnie kulturowej, praw człowieka, a dopiero później budować ewentualnie drugi poziom – religijny, nie zaś na odwrót.