O dialogu chrześcijańsko-muzułmańskim

 

Joanna Bocheńska: Od lat zajmuje się Ks. Profesor regionem Bliskiego Wschodu i światem islamskim. Czy można zapytać skąd u katolickiego duchownego i badacza zainteresowanie dla tej przestrzeni geograficznej i kulturowej?

Ks. Prof. Krzysztof Kościelniak: Myślę, że Bliski Wschód jest regionem, który powinien zainteresować każdego duchownego. Nie tylko ze względu na fakt, że dominuje tu obecnie kultura i religia islamska, ale również dlatego, że na Bliskim Wschodzie narodziły się wszystkie najważniejsze kultury i cywilizacje (oczywiście nie umniejszając tu znaczenia Chin i Japonii, cywilizacji dalekowschodnich), a także główne religie świata takie jak: judaizm, chrześcijaństwo i islam, które skupiają blisko dwie trzecie wyznawców całego świata. Moje zainteresowanie spowodował też splot innych czynników, żeby wymienić chociażby względy kulturowe i historyczne, a także fakt, że wydarzenia polityczne w tym regionie zawsze ogniskowały uwagę całego świata. Działo się tak zarówno w epoce średniowiecza - ze względu na połączenia handlowe, uzyskanie drogi do Indii, jak też potem kiedy w grę wchodziły kwestie kolonialne związane z obecnością ważnych strategicznych surowców jak ropa naftowa, czy wreszcie - powstanie państwa Izrael, które dla strony arabskiej było i nadal jest bardzo kontrowersyjne.

JB: A skąd zainteresowanie dla języka arabskiego, który Ksiądz Profesor zna. I jaką rolę przywiązuje Ksiądz Profesor do znajomości tego języka i możliwości kontaktu, które daje?

Ks. Prof. K. Kościelniak: Oczywiście z pewną rezerwą — cum grano salis, muszę przyznać, że język arabski znam i nie znam. Język arabski jest, jak to trafnie określają sami Arabowie, oceanem nad oceanami, wymaga nieustannego doszlifowywania przez całe życie, ale zarazem stanowi on klucz, po arabsku – miftah, do kultur, religii i źródeł Bliskiego Wschodu. Zresztą niemal każdy język spełnia tę rolę. Jeżeli ktoś pragnie zajmować się dogłębną analizą danej kultury i religii musi sięgnąć do tekstów oryginalnych. Jest to nie tylko postulat naukowy, ale również wymóg praktyczny. Nie ulega wątpliwości, że podróżując i przebywając wśród ludzi, lepiej rozumie się ich mentalność i kulturę w ich własnym języku i systemie myślenia niż poprzez angielski, czy francuski.

JB: Jak ocenia Ksiądz Profesor szanse Bliskiego Wschodu na rozwój i wdrażanie w życie dialogu, czy może lepiej trialogu? Tym słowem określamy relacje między trzema monoteistycznymi religiami: judaizmem, chrześcijaństwem i islamem. W wywiadzie udzielonym w 2006 roku Tygodnikowi Niedziela, o perspektywach dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego wyrażał się Ksiądz dosyć sceptycznie wskazując, że podczas gdy jedna strona uprawia gołosłowną „ideologię dialogu”, druga nie ma wcale ochoty dostrzegać własnej odpowiedzialności za uczynione wobec chrześcijan zło. Czy zdaniem Księdza Profesora od tego czasu coś się na Bliskim Wschodzie i na Zachodzie zmieniło?

Ks. Prof. Kościelniak: Tu delikatna apologia pro domo sua, tytułem obrony. Nigdy nie byłem przeciwnikiem dialogu, od czego pragnę zacząć. We wszystkich swoich publikacjach ukazywałem najpierw perspektywy dialogu, ale również prezentowałem jego manowce. Podkreślam realne trudności nie po to, by poszerzać szeregi przeciwników dialogu. Przeciwieństwem dialogu jest monolog, który do niczego nie prowadzi, albo jakieś konflikty, jeśli coś próbuje się rozwiązać za pomocą siły. Cały problem skupia się jednak na tym jak ów dialog rozumieć i jakie jego płaszczyzny są najbardziej fundamentalne. Zasada wzajemności jest podstawą w dialogu, podobnie zresztą jak we wszystkich relacjach międzyludzkich. Zawsze też zdaję sobie sprawę z pluralizmu religijnego, islam nie jest monolitem, ani chrześcijaństwo nie stanowi jednorodnej rzeczywistości. Nigdy zatem nie pozwoliłem sobie na oskarżenia pod adresem wszystkich muzułmanów. Zresztą realizm mówi, że po stronie chrześcijańskiej spotykamy również niepoprawne postawy. Mój sceptycyzm dotyczył dialogu religijnego, który w zupełnie nieuzasadniony sposób nadmierne skupia się na stronie dogmatycznej, a takie ujęcie nie rozwiązuje zasadniczych problemów. Takie ujęcie obserwuję czasem u niektórych teologów naszej uczelni, którzy sprawiają wrażenie, iż nie chcą porazić sobie oczu sytuacjami łamania praw człowieka w niektórych krajach świata islamu.

Co prawda wielokrotnie powtarza się po stronie chrześcijańskiej i muzułmańskiej, że każdy winien pozostać przy swojej tożsamości, ale niewystarczająco uczciwie akcentuje się też fakt, iż obie te religie należą do systemów uniwersalistycznych. Każda z nich uważa, że głosi ostatnie i ostateczne przesłanie Boga dla ludzi, a zatem rozwija misje. Powtarza się tu napięcie miedzy misją i dialogiem. Zatem myślę, że trzeba pozostawić muzułmanom prawo do bycia muzułmanami, chrześcijanom do bycia chrześcijanami według swoich przekonań. Natomiast całą aktywność dialogiczną, albo przynajmniej zasadniczą jej część należy przerzucić na dialog życia. Dialog ten ma wzmacniać dobrosąsiedzkie relacje, bronić wyznawców jednej czy drugiej religii przed przemocą i łamaniem praw człowieka. Winniśmy bardziej szczerze dzielić troski niż powtarzać do znudzenia slogan „dzieci Abrahama”. Uważam, że tylko autentyczny dialog życia, z pełną wzajemnością ułatwi wzajemne działania.

Jak słusznie zauważył Lewis, często mówimy o podobieństwach, o religiach Abrahama. Ale tak na prawdę to, co często umyka opinii publicznej, to pozorne szczegóły, które są najważniejsze i stanowią „teologiczny kamień niezgody”, żeby wspomnieć chociażby bóstwo Chrystusa, czy wiele innych ujęć antropologicznych. Tego wszystkiego nie można „wmiatać pod dywan” ponieważ taka pragmatyka sprzyja nieuczciwości i ostatecznie zerwaniu dialogu. Ogólnie mówiąc jesteśmy wyznawcami monoteizmu, jednak całkowicie odmiennie go rozumiemy. Wracając jednak do dialogu działania, myślę, że chodzi w nim o to, aby różnice dogmatyczne, czy kulturowe, które są ewidentne, nie stały na przeszkodzie do wspólnych działań, takich jak walka o pokój, ekologia, przezwyciężanie ubóstwa. Wreszcie w tym dialogu kulturowym religia ewentualnie mogłaby dostarczać pewnych przestrzeni doświadczenia duchowego. Zarówno wyznawcy chrześcijaństwa, judaizmu, jak i islamu winni wynajdywać w swojej tradycji te elementy, które rozwiązywałyby wspomniane już palące problemy.

Nieustanne powtarzanie, że w aspekcie takim, czy innym mamy wspólne to lub tamto, przypomina — jak to określił jeden z moich kolegów — „zaklinanie węża”. Równie dobrze można skupić się na ukazywaniu całych litanii różnic, które konstytuują te religie. W dialogu też zapomnieliśmy, że tożsamość, o której tak chętnie się mówi, buduje się dzięki różnicom. Rozpoznaję swoich studentów dzięki różnicom, a nie dzięki podobieństwom. Islam, chrześcijaństwo i judaizm są odmiennymi fenomenami dzięki różnicom, a nie podobieństwom. Gdyby były tylko podobieństwa wówczas istniałaby na świecie tylko jedna religia. Nie możemy tracić z oczu różnic.

Pragnę jeszcze dopowiedzieć do tej bardzo szerokiej kwestii jeden aspekt. Jest to przepiękna, ale zarazem w pewnym sensie „niebezpieczna” przestrzeń w dialogu religijnym. Wkraczamy w przestrzeń wiary, na niezwykle intymną i wrażliwą przestrzeń naszego istnienia, która konstytuuje chrześcijanina, wyznawcę islamu, czy wierzącego Żyda. Jest to coś co się wymyka racjonalnemu, czy empirycznemu doświadczeniu, jest jakimś wewnętrznym wyborem. Tym bardziej ta sfera powinna być zostawiona w spokoju, a należałoby się skupić na aspektach działania.

Strony: 1 2 3 4 5 6 Następna »