Marek Isztok,  Romowie – spadkobiercy Woltera


Voltaire czyli François-Marie Arouet (1694 – 1778) – wielki francuski myśliciel, pisarz, filozof, jednych z ojców oświecenia, patron racjonalizmu na pozór ma zgoła niewiele wspólnego z romską kulturą, tradycją, mentalnością. Rudymentarna analiza jego dzieł i myśli wskazywałaby raczej, że obie strony reprezentują dwie skrajne postawy. Z jednej strony mamy umiłowanie racjonalizmu, „kult” rozumu, indywidualizm, krytyczny stosunek do religii po drugiej zaś umiłowanie tradycji, przesądy, mity, izolacjonizm. Dwa przeciwieństwa, ogień – woda. Jednak po dokładniej analizie możemy dostrzec pewne zbieżności, paralele w sposobie myślenia i pojmowania człowieka i otaczającego go świata między genialnym francuzem a romskim sposobem patrzenia na rzeczywistość.

 

Pojęcie romskość w tym przypadku jest pewnym rysem, skrótem myślowym, gdyż Romowie, jako społeczność, podobnie jak i inne większe wspólnoty ludzkie, są sumą indywidualnych jednostek, a każde z nich są jak wiadomo niepowtarzalnymi, niezależnymi, różniącymi się bytami. Również w kategorii romskiego dziedzictwa kulturowego mamy do czynienia tylko z pewnymi wspólnymi wyróżnikami, gdyż Romowie są społecznością w bardzo wysokim stopniu heterogeniczną, zróżnicowaną etnicznie, kulturowo, językowo i historycznie. Dodatkowo w chwili obecnej dzięki procesowi globalizacji i gwałtownego rozwoju technologii informacyjnych podlega ono gwałtownym zmianą, stąd kultura i mentalność romską jest dynamiczna, zmienna, plastyczna.

 

 

Pierwszym wspólnym punktem łączącym Woltera i romskość (Romów) jest kosmopolityzm, czyli pogląd negujący wszelkie podziały kulturowo-polityczne i terytorialne. W szerszym znaczeniu to wolność od wszelkich krępujących barier zarówno tych fizycznych (granice państwowe) jak i intelektualnych (religia, systemy polityczne, przesądy). To postawa wg której człowiek jest obywatelem całego świata. Dla Woltera postawa ta jest utożsamiana wolności jednostki, a kosmopolita to dla niego symbol wolnego człowieka. Wolności jednostki, jej prawą Wolter poświęcił całe swoje życie i twórczość, zwalczając szczególnie fanatyzm religijny, który w tym czasie był największym zagrożeniem dla wolności jednostki, jako narzędzie kontroli i represji. Tylko wolność jednostki jest gwarantem osiągnięcia szczęścia i dobrobytu, będących istotą egzystencji. Kosmopolityczną postawę Woltera doskonale odzwierciedlały były dobra Ferney, gdzie spędził ostatnie 20 lat swego życia, położone w pasie granicznym, częścią we Francji, częścią w Szwajcarii. Życie na granicy dawało poczucie wolności, swobodę działania, uwalniało do ryzów władzy, kontroli, fanatyzmu i purytanizmu, a w szerszym znaczeniu graniczność, bycie pomiędzy to „okno” na przekraczanie własnego „ja”, źródło inspiracji i zachęta do podejmowania wysiłku poznawczego.

 

Dla Woltera kosmopolita to także wzorzec osobowy - Racjonalista, erudyta, wolnomyśliciel, człowiek ogładzony. Światowiec o wykwintnych manierach, towarzyski, ele­gancki, uprzejmy, dowcipny. Obraz ten znakomicie zarysował w swoim dziele „Światowiec” (Mondain) z 1736 roku, będącego pochwałą „światła”, przyjemności doczesnych i postępu. Wolter przedstawił w nim nowa koncepcję szczęścia, opierającego się na doczesności, jego materialnym wymiarze „tu i teraz” w opozycji do wszech obecnie wówczas panującej idei szczęścia religijnego - „niebiańskiego”. Eksponowanie ziemskiego wymiary szczęścia nie oznacza, że Wolter tracił z oczu jego moralnej strony. Jest to wolnomyślicielstwo umiarkowane, „cnotliwe”. Wolter nie zapomina o przyzwoitości. Łączy przyjemność doczesną z moralnością. Nie wychwala rozpusty ani rozwiązłości obyczajów (w przeciwieństwie do markiza de Sade czy Pierre’a Choderlosa de Laclos’a ). Proponuje równowagę między przyjemnościami a cnotą. Jego model można sklasyfikować jako epikureizm umiarkowany.

 

Pojęcie kosmopolityzmu jest bliskie kulturze romskiej od setek lat, właściwie jest jednym z jego fundamentów od chwili opuszczenia przez nich swojego indyjskiego matecznika w XIV wieku. Od tej chwili rozpoczyna się nieustanna wędrówka – poprzez kraje, regiony i kontynenty. Historia Romów zapisana jest w podróży. Dla Romów pojęcie granicy było zawsze terminem umownym. Cały ich styl życia wyznaczał mobilny styl życia. Nigdzie nie byli u siebie, każdy kolejne miejsce traktowali w kategoriach przystanku do następnej podróży. Romowie na długo przed pojawieniem się idei Europy bez granic, byli jej prekursorami. Na przestrzeni dziejów, przemierzając kontynenty azjatycki i europejski, przejmowali od ich mieszkańców różne elementy języka, kultury, tradycji, obyczajów i mentalności, tworząc w rezultacie wyjątkowy model kulturowy, będący prawdziwym tyglem cywilizacyjnym. Adaptując elementy obcych kultur, sami wnosili duży wkład w ich wzbogacanie.

 

Oprócz wolności terytorialnej, równie ważna była niezależność jednostkowa i zbiorowa – prawo do prowadzenia własnego stylu życia, pielęgnowania języka, kultury, obyczajów i tradycji. W tym aspekcie Romowie zawsze byli bezkompromisowi, niezależnie od panującego w danym czasie systemu władzy i represji jakie na siebie ściągali, trwali przy swojej kulturze i pielęgnowali własną odmienność etniczną. Pojęcie wolności było dla nich bezcenne. Warto podkreślić, że byli jedynym wolnym „ludem” okresu średniowiecza. Nie pozwolili się stłamsić systemowi feudalnego, który nie zostawiał, żadnego marginesu na istnienie kategorii ludzi wolnych. Wszyscy przypisani zostali do ziemi i do słynnego trójkąta władzy i sytemu zależności na linii panowie feudalni – poddani. Pomimo szeregu prób – specjalnych ustaw i dekretów antyromskich, wyjęcia spod prawa, masowych prześladowań, zamykania w więzieniach, domów prac przymusowych, urządzanych nagonkach i polowaniach, przymusowych deportacjach czy próbach zniewolenia, romskie tabory nie zniknęły z dróg i gościńców średniowiecznej i nowożytnej Europy. Nie pomogły w tej materii także represje ze strony kościoła katolickiego, dla którego Romowie ze względu za swoją odmienność i niezrozumiałe obyczaje oraz praktyki zostali uznani za zagrożenie porządku boskiego i byli z całą stanowczością zwalczani – wielu z nich w imię obrony wiary spłonęło na stosach w czasach szaleństwa świętej inkwizycji. Również w najnowszej historii, Romowie zachowali swoją kulturę i tradycję, pomimo próby wprowadzenia w życie planu ich fizycznego unicestwienia jaką podjęli naziści w trakcie II wojny światowej oraz po 1945 roku kiedy Romowie w Europie Środkowo-Wschodniej w krajach demokracji ludowej zostali poddani ponad 40-letniej intensywnej polityce przymusowej asymilacji i sedentaryzacji, nie zatracili swojej tożsamości etnicznej i kulturowej.

 

Jej podstawą, kamieniem węgielnym jest wolność. Umiłowanie dla niej jest największa romską cnotą. Zachowanie jej jest nakazem i obowiązkiem. Wycofanie i alienacja stały się sposobami na jej osiągniecie. Wielowiekowe zmaganie z próbami jej ograniczenia tylko zintensyfikowało ich wysiłki na rzecz jej zachowania.

 

Drugim wspólnym wątkiem, zasygnalizowanym już przy okazji rozważań nad kosmopolityzmem jest koncepcja szczęścia doczesnego. Dla Romów nie istnieje koncepcja „życia wiecznego”, przeszłość ani przyszłości, istnieje tylko teraźniejszość. Jest to pokłosiem tego, że Romowie nie są „ludem księgi”. Pielęgnowanie przeszłości z reguły ogranicza się do kultywowania pamięci o przodkach do 3-4 pokolenia. Dalej rozciąga się już „królestwo” mitów i wyobrażeń. Kategoria przyszłości także nie odgrywa w tradycji romskiej dużej roli, co jest wynikiem zaszłości historycznej. Jako nomadzi, ludzie niezakorzenieni, ludzie prowadzący mobilny try życia, nie przywiązywali uwagi do przyszłości, do jej planowania, gdyż jest to domeną ludów o sedentarnych trybie życia. Dla Romów życie przedstawiało się w kategoriach dynamicznych, gdzie czynnik niestałości, zmienności i ryzyka odgrywał zasadniczą rolę, stad skupianie uwagi na teraźniejszości, na danej chwili. Romowie każdą stosowną chwilę pożytkują na manifestowanie radości życia, niezależnie od warunków i okoliczności życiowych jakie ich dotykają. Doczesne przyjemności – śpiew, taniec, zabawa, ucztowanie, jest jedyną drogą prowadząca do szczęścia. Szczęście bez tych przyjemności nie istnieje. Podobnie bogactwo materialne tylko wtedy daje Romom szczęście jeśli dzięki niemu mogą zaspokajać doczesne przyjemności. Wypływa to wolterowskiej cnoty, czyli skłonności do robienia dobrze sobie i innym, wynika z potrzeb uczuciowych i interesu społecznego. Szczęście dla Romów ma sens o tyle o ile zaspokaja potrzeby swoje i bliskich poprzez dawanie im przyjemności. Dzielenie się zdobytym bogactwem z najbliższymi i wspólnotą oraz wspólne celebrowanie przyjemności to warunek sine qua non poczucia szczęścia. Jest to czynnik sprawczy decydujący o tym, że szczęście nabiera głębszego, ponadindywidualnego charakteru. Nawet jeśli jutro jest niepewne, być może przyniesie smutek i niedostatek to jeśli Romowie w danej chwili mogą sobie pozwolić na sprezentowanie przyjemności to robią to bez wahania, bez analizowania co będzie w przyszłości – to esencja romskiego stylu życia, jakże bliskie zdaniu wypowiedzianemu przez Woltera – „Chwila szczęścia znaczy więcej niż tysiąc lat sławy”.

 

Jednocześnie przyjemności nigdy nie były uwolnione od bagażu moralności. Umiar, cnota są najwyższymi wartościami, wszelkie niemoralne praktyki są surowo sankcjonowane. Nie istnieje w romskiej obyczajowości miejsce na przyjemność amoralną. Przyjemności nie są zredukowane tylko do indywidualnego wymiaru, nie przybierają egoistycznej formy. Doświadczenia przyjemności prowadzą do szczęścia jednostki i pośrednio do budowania szczęścia zbiorowego.

 

Kolejną wspólną ścieżka gdzie spotykają się poglądy Woltera z romskim światopoglądem jest pojęcie tolerancji. Wolter był jej wielkim piewca i obrońca – przypisuje mu się wypowiedzenie słynnego zdania „Nie zgadzam się z tym co mówisz, ale oddam życie, abyś miał prawo to powiedzieć”. Filozof spędził całe swoje życie walcząc z wszelkimi przejawami fanatyzmu, który ograniczał wolność jednostki, ubezwłasnowolniał ją. Problemowi tolerancji Wolter poświecił szczególnie dużo miejsca w swoim utworze „Traktat o tolerancji” w 1767 roku, . Traktat pomyślany początkowo jak forma zadośćuczynienia pomyłki sądowej w sprawie Jana Calasa – protestanta, który fałszywie oskarżonego przez katolickich duchownych zabójstwo swojego syna, następnie torturowanego i skazanego na śmierć poprzez łamanie kołem – zyskał stopniowo coraz bardziej uniwersalny wymiar stał się stał się obroną na rzecz tolerancji. Wolter prowadził także kampanie – i to zakończoną sukcesem – na rzecz uzyskania rehabilitacji dla rodziny hugenockiej – Sirvenów, oskarżonej o zamordowanie córki, która dokonała konwersji na katolicyzm.

 

Filozof zaangażował się – niestety bez powodzenia - w uzyskanie ułaskawienia dla 19-letniego mężczyzny La Barre’a skazanego na spalenie na stosie za popełnienie kilku trywialnych aktów świętokradztwa (m.in posiadanie kopii Słownika filozoficznego autorstwa samego Woltera). Miał determinację i odwagę powiedzieć, że bardzo cieszy się ze swojej roli – obrońcy pokrzywdzonych, walczącego o sprawiedliwość i równe traktowanie wszystkich ludzi, niezależnie od wyznania, pochodzenia czy swojej odmienności. Swoją krucjatę na rzecz tolerancji i sprawiedliwości kontynuował w kolejnych swoich pismach, przybierających różne formy od tragedii przez krytykę biblijną i satyrę aż po beletrystykę. Wolter brak tolerancji utożsamiał z przemocą, sądził, że jej deficyt z natury rzeczy przekłada się na okrucieństwo i bestialstwo. Szczególnie w drastycznej formie podkreślił to w fragmencie traktatu o tolerancji o irlandzkich katolikach przez dwa miesiące składających w ofierze swoich protestanckich braci - grzebią ich żywcem, wieszają matki na szubienicach, przywiązują córki matkom do szyi i patrzą, jak one razem oddają ducha, otwierają brzuchy kobiet ciężarnych, aby wyciągnąć na pół ukształtowane dzieci i dać je na pożarcie wieprzom i psom, wkładają sztylet w rękę skrępowanych więźniów i kierują ich ramię w pierś żon, ojców, matek, córek, w mniemaniu, że czynią z nich zbrodniarzy, matkobójców czy dzieciobójców, że wycinając w pień wszystkich skazują tym samym wszystkich na wieczne potępienie..

 

Wolter dostrzega ponadto, iż tolerancja łączy się ściśle, wręcz nierozerwalnie z instynktem samozachowawczym i poczuciem własnego interesu. Wiąże tolerancję w sposób trwały z innymi formami moralnego zachowania i tym samym przyznaje temu pojęciu wyjątkowo szeroki zakres.

 

Autor traktuje tolerancję jako pojecie uniwersalne, przynależne dla całej ludzkości. Szczególnie dał temu wyraz w rozdziale XIII „traktatu o tolerancji” zatytułowanej „modlitwa do boga” w której odwołuje się do poczucia braterstwa z ludźmi całego świata, wzywa do porzucenia nienawiści „jednych wobec drugich”, wyraża zdanie, że wszyscy ludzie winni „używać chwili swojej egzystencji” i uświęcać je w równym stopniu używając „tysiąca różnych języków od Syjamu aż do Kalifornii” oraz cieszyć się dobrem danym przez Boga. Oczywiście odwołanie do Boga ma zabarwienie ironiczne i prześmiewcze, jednak najważniejszy jest uniwersalistyczne przesłanie tych słów, dostrzeżenie, że ludzie niezależnie od miejsce zamieszkania, pochodzenia, wyznania, koloru skóry, kręgu kulturowego z jakiego pochodzą mają prawo do wolności, szczęścia i pokoju. Wszelkie próby ograniczenia tych wolności są tyranią, złem, któremu trzeba się przeciwstawić, z którym trzeba aktywnie walczyć. Ten sposób myślenia, postrzegania człowieka widoczny jest choćby na przykładzie powiastki „Kandyd”, w której jednym z przyjaciół głównego bohatera i towarzyszy jego podróży był czarnoskóry Kakambo. „Obraca się i spostrzega Kakambę. „Tylko widok Kunegundy zdołałby go bardziej zdumieć i ucieszyć. Omal nie oszalał z radości. Chwycił drogiego przyjaciela w objęcia”. Dla Woltera „inny”, „obcy” to przede wszystkim człowiek, który może mieć zalety i wady, to właśnie przez ich pryzmat można ocenić człowieka, nie zaś na podstawie tego jak wygląda. W zrozumieniu drugiego człowieka, szacunku do niego, żarliwej obronie praw ludzkich Wolterowi pomagało także to, że sam poprzez swoją niezależność, odwagę, nonkonformizm, dowcip doświadczył represji, spędzając 11 miesięcy w więzieniu, w słynnej Bastylii (maj 1717 – kwiecień 1718) za utwór „Widziałem”, którego tak naprawdę nie napisał , oraz za pamflet „Puero regnante”, którego rzeczywiście był autorem. W murach bastylii znalazł się kolejny raz w 1726 roku na skutek niefortunnego zatargu z kawalerem de Rohan, skąd po miesiącu wyszedł jednak pod warunkiem, że na jakiś czas uda się na dobrowolne wygnanie do Anglii. Stąd jego wielkie wyczulenie na wszelkie przypadki niesprawiedliwości.

 

W dziejach ludzkości trudno znaleźć inny naród, który bardziej cierpiałby niesprawiedliwość niż Romowie. Dotykała ich nie z powodu tego czego zrobili, z obiektywnych przyczyn, jedynym uzasadnieniem było to, że byli obcy, „inni” od otoczenia. Wyróżniali się strojem, językiem, zwyczajami, stylem życia, które w nijak nie wpisywały ich w obowiązujący model społeczeństwa. Z czasem z obcych przeistoczyli się w wrogów, zagrażających ładowi publicznemu i z tego powodu stali się obiektami dyskryminacji i aktów przemocy. W różnej formie piętno dyskryminacji, wykluczenia i nienawiści przetrwało do czasów współczesnych, co pokazuje, że podjęty przez Woltera temat tolerancji jest ciągle aktualny, pomimo, że od jego śmierci upłynęło ponad 230 lat i żyjemy obecnie w zupełnie innej Europie – ultranowoczesnej, demokratycznej, stojącej na straży praw i godności ludzkiej. Natura ludzka jest jednak niezmienna i Wolter doskonale zdawał sobie z tego sprawę podejmując ten wątek.

 

Głównym źródłem niesprawiedliwości i ograniczania wolności ludzkiej jest wg Woltera wszelki fanatyzm. Z uwagi na czasy w jakich przyszło mu żyć ostrze swojej krytyki skupił na ówczesnym głównym wrogu oświecenia, wolności i niezależności myślenia jakim był ówczesny kościół. Fanatyzm może przybierać jednak różne barwy i pod każdą postacią stanowi zagrożenie. Każda próba zawłaszczania na własny użytek prawdy, posiadanie monopolu na jej posiadanie zakłada nieomylność i w konsekwencji arbitralność w postępowaniu. Kiedy istnieje tylko jedna wyłączna prawda wykluczony zostaje dialog, wszelka argumentacja traci swój sens stając się martwym słowem, zamiera krytycyzm i racjonalizm. To staje się żyznym poletkiem dla wszelkich wynaturzeń, aberracji, szaleństw, zbrodni i deprawacji. Jedynym uczuciem które wówczas integruje i przemawia jest strach, który staje się suwerennym władcą świata opanowanego przez fanatyzmy. W swych rozważaniach Wolter podkreśla wagę i zaletę dialogu, którego forma ma wiele zalet, gdyż implikuje rozmówców do zabierania głosu, daje przestrzeń do ścierania się wzajemnych argumentów i obrony swoich idei i przekonań. Dialog opiera się zatem na przekonywaniu do swoich racji , podczas gdy fanatyzm wyklucza jakąkolwiek formę perswazji. Istnieje jedna wykładania wiary lub ideologii do której trzeba się dostosować i którą należy wyznawać. Nie ma miejsce na żadną refleksję, Wszelkie odstępstwa od ogólnie przyjętej prawdy kończą się represjami.

 

Jedynym argumentem jest stosowanie siły i przemocy co pokazuje na przykładzie działania świętej inkwizycji. W swych rozważaniach konkluduje, iż nietolerancja jest absurdum ponieważ używa siły, aby zapobiec herezjom. Naturalna tolerancja byłaby zaakceptowaniem różnych odłamów, jak różne są języki na świecie. Wolter wymienia rzeczy niesprawiedliwe i niedopuszczalne jak donosicielstwo, niemożność bronienia swoich racji, anonimowość oskarżyciela, brak możliwości wypowiedzenia się, prawo oskarżycieli do torturowania, bicia i mordowania, które są przedstawiane jako coś normalnego. Stosowana przez Woltera ironia unieważnia argumenty władzy, w tym przypadku utożsamianej z kościołem. Wskazuje na porażkę w płaszczyźnie argumentacji jako poniosła inkwizycja, gdyż uciekała się do motywacji aberracyjnych. Ta porażka służy strategii argumentacji Woltera, który próbuje odwołać się do argumentów zdrowego rozsądku, które mogłyby pozwolić jego interlokutorom na uznanie błędów, jakie popełniła święta inkwizycja.

 

 

Zdiagnozowanie źródła fanatyzmu i jego konsekwencji jest doskonale widoczne w przypadku historii Romów, szczególnie na przykładzie ideologii faszystowskiej, która jako jedyna pretendowała do roli prawdy objawionej. Stworzyła nową wizję świata i człowieka, w której nie było miejsce na „elementy podejrzane” do których zaklasyfikowano Romów. W sposób czysto arbitralny krok po kroku odzierano ich z praw i godności ludzkiej, by w ostatniej fazie zakwestionować ich człowieczeństwo. W efekcie zdegradowano ich do roli „bezosobowej masy szkodników”, który należy wyplenić, co też z całą stanowczością usiłowano zrobić. Zanim jednak doszło do masowej eksterminacji, na początku był fanatyzm, ideologia która zaślepiła społeczeństwo, która zaszczepiła w ludziach strach, która wykluczyła debatę, wolność słowa i sumienia, wroga wszelkim objawom autonomii myśli, dla której tolerancja oznacza słabość, a jedyną skuteczną metodą działania jest siła i przemoc.

 

Z podobnym mechanizmem, choć nie tak ekstremalnym i krwawym były działania władz komunistycznych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej na rzecz przymusowej asymilacji i sedentaryzacji Romów. W tym przypadku nie stosowano co prawdy fizycznej przemocy, jednak próbowano poprzez ideologie indoktrynować Romów i za pomocą „miękkich” metod, często nawet nagród zmusić do porzucenia wielowiekowego trybu życia, rezygnację z własnej tożsamości, wtopienie się w społeczeństwo. Podczas, gdy nazizm zmierzał do fizycznej eliminacji Romów, komunizm do unicestwienia ich odmienności, do zniszczenia odmienności kulturowo-etnicznej, do zagłady tożsamości romskiej.

 

Mechanizm funkcjonowania fanatyzmu, choć zupełnie w innych uwarunkowaniach społeczno-polityczych odnajduje w twórczości Woltera, zwłaszcza w jego „Traktacie o tolerancji”. Przedstawiona diagnoza na temat tolerancji i jej braku jest ciągle aktualna, żywotna i gdyby Wolter żył w naszych czasach byłby zapewne gorącym orędownikiem walki z dyskryminacją, ksenofobią i przemocą wobec Romów, gdyż w jego opinii sprawiedliwość jest wartością uniwersalną, ponadczasowa, przynależna każdej istocie ludzkiej. Wg Woltera tolerancja winna się zakorzenić w powszechnej świadomości ludzkiej i zachęcać nas do rozwijania ducha braterstwa.

 

Wspólne podobieństwo można także znaleźć w recepcji otaczającego świata i stosunku wobec natury ludzkiej, a mianowicie postawie opartej na zdrowym rozsądku, racjonalizmie, odrzuceniu idealizmu. Pogląd ten najwyraźniej zarysował w powiastce filozoficznej „Kandyd”, będącej satyrą na ówcześnie optymistyczna filozofie Leibnitza, jego uosobieniem w utworze jest postać Panglossa, który pomimo całego szeregu nieszczęść ciągle utrzymuje, że „wszystko jest najlepsze na najlepszym ze światów”. Wolter obala metafizykę sprowadzając ją na ziemie przy użyciu ironii i komizmu. Ostrze satyry jest nie tylko zwrócone przeciw filozofii Leibnitza, lecz także wobec niesprawiedliwości jako dokonywana jest w imię - w tym przypadku wyznawców opatrzności dobroci – którzy zapatrzeni w „górę”, świat metafizyki i ducha nie dostrzegają cierpienia i niedoli ludzkiej na ziemi, wręcz przez swoją obojętność je potęgują. W Kandycie mamy do czynienia z całą galerią osobliwości – fanatyzmem religijnym, zabobonami, chciwością, gorączką złota, okrucieństwem, szaleństwem, które dotykają człowieka. Wolter nie ma złudzeń co do ludzkich zachowań – „czy wierzysz – rzekł Kandyd – że ludzie zawsze mordowali się wzajem, jak dziś czynią? że zawsze byli kłamliwi, chytrzy, przewrotni, niewdzięczni, drapieżni, słabi, zmienni, tchórzliwi, zazdrośni, chciwi, łakomi, opoje, skąpi, ambitni, krwiożerczy, obmowni, rozpustni, fanatycy, obłudni i głupi?” Ta wymiana przywar ludzkich jest tego doskonałym przykładem.

 

Wolter uważa, że charakter ludzki jest stała, która jest niezmienna w każdym czasie. Z drugiej strony ludzie posiadają wolną wolę i mogą się kształtować, zmagać z swoimi słabostkami. Akceptacja ułomnej natury ludzkiej nie jest u Woltera równoznaczną z przyjęciem biernej postawy wobec ludzi i życia. Przeciwnie zakłada podejmowania wysiłku, gdyż Człowiek jako istota rozumna musi sam dążyć do kształtowania własnego losu i rozwoju dzięki wiedzy, technice, sztuce i dobremu ustrojowi społecznemu. Istnienie zła i niesprawiedliwości nie argumentem na to, aby się poddać ich dyktatowi. Człowiek winien wykorzystać rozum do tego, aby ograniczać jego skutki.

 

Stąd bezrefleksyjny optymizm może być szkodliwy, gdyż „konserwuje” przekonanie, że wszystko jest lub będzie dobrze bez analizy i racjonalnych przesłanek, które mogłyby ten stan rzeczy potwierdzać

 

- „Co to takiego optymizm? – spytał Kakambo

- Ach – odparł Kandyd – to obłęd dowodzenia, że wszystko jest dobrze, kiedy nam się dzieje źle.”

 

Romska recepcja świata zawsze była wolna od niepoprawnego optymizmu. Romowie wyznają „umiarkowany optymizm”, który pozwolił im przetrwał setki lat prześladowań i wrogiego stosunku otoczenia. Cała seria niegodziwości i brutalności jaka ich spotkała, zmienne koleje losu, niepewność, ciągłe poczucie zagrożenia, wykształciły w nich mechanizm obronny. Romowie nie ulegają iluzji, że świat jest wolny od zła, nie postrzegają też go w kategoriach „piekła”, odrzucają skrajności na rzecz naturalnego biegu rzeczy, który przynosi zarówno dobro jak i zło. Pogodzenie ze światem, z jego mroczna stroną nie oznacza apatii i poddanie się jego woli. Odpowiedzią jest życie zgodne z swoimi przekonaniami, pozorny eskapizm od świata, skupienie się na swoich sprawach i troskach. To realizacja w praktyce konkluzji głoszącej, iż ostateczną mądrością jest „uprawiać swój ogródek” tzn. zajmować się swoimi doczesnymi sprawami, dbać o nie, kształtować los swój i bliskich, działać lokalnie, w najbliższym otoczeniu, nie pretendować do wielkich czynów, odrzucić megalomanie i chęć uzdrawiania całego świata. Ogródkiem może być dom, pole, praca, aktywność, dzięki którym jesteśmy aktywni i za która jesteśmy odpowiedzialni. Tylko ona może nam przynieść harmonie i satysfakcje.

 

Doskonale obrazuje to końcowy fragment powiastki:

„- Musisz posiadać – rzekł Kandyd do Turka – rozległe i wspaniałe majętności?

- Tylko ten kawałek ogrodu: uprawiam go z dziećmi, praca oddala od nas trzy wielkie niedole: nudę, występek i ubóstwo

Wracając na folwark Kandyd głęboko zastanawiał się nad słowami Turka, po czym rzekł:

 

 

- Zdaje mi się, że ten dobry starzec stworzył sobie los o wiele lepszy niż wszyscy ci królowie, z którymi mieliśmy zaszczyt wieczerzać”.

 

Romowie od zawsze uprawiali „swój ogródek”, niezależnie od okoliczności, trwali przy swoich zwyczajach, tradycji, języku, pielęgnowali swoją odmienna tożsamość – to właśnie w tych wartościach znajdowali ukojenie, spełnienie, sens życia, to na nich opiera się romskość (Romanipen) – czyli zbiór ogół romskiej tradycji, niepisany kodeks postępowania oraz wzajemnych relacji w tradycyjnej społeczności romskiej. To jest fundament, dzięki nim mogli znosić zmienne koleje losu, przynoszące im ogrom cierpienia, rozpaczy i bólu. Skupienie się na własnych sprawach, pozorna izolacja od świata zewnętrznego jest z jednej strony mechanizmem obronnym przez zagrożeniami otoczenia, z drugiej praktyczna realizację postulatu osiągnięcia szczęścia. Szczęście dla Romów to życie w wspólnocie, pielęgnowanie i przekazywanie dziedzictwa kulturowego, solidarność z członkami własnej zbiorowości, używanie języka romani. To zapewnia im poczucie bezpieczeństwa. Skupienie się na skali mikro, zgodnie z lansowanym przez Woltera poglądem człowieka jako maleńkiego trybiku, cząstki wszechświata, obrazowo przedstawionego jako mrówka, pozwala na samorefleksje, na realny wpływ na życie swoje i najbliższego otoczenia. Wszelkie wielkie, uniwersalne idee traktują ludzi jako wielką, bezkształtną masę, pretendują do globalnego rozwiązywania problemów. Ta perspektywa oddala od spojrzenia na pojedynczą jednostkę. Kiedy z oczu tracony jest człowiek, jego indywidualność i niepowtarzalność mamy do czynienia w wypaczeniami, niesprawiedliwością, krzywdami, które nie dotykają konkretnego człowieka, lecz jednego z bezimiennej zbiorowości. To zachęca do bezkarności. Stąd wielka rola posiadania „swojego ogródka”, który daje schronienie, wytchnienie, jest oaza.

 

Takim azylem w którym można ukryć się przed światem dla Romów jest kultura, zwyczaje, tradycje. Z nich czerpią siłę do zmagania się z niełatwą rzeczywistością. Świadectwem żywotności romskiej kultury jest fakt, iż pomimo setek lat prześladowań przetrwała i ciągle się rozwija. Nikt i nić nie zmusiło Romów do wyrzeczenia się siebie, pozostali wierni sobie, swoim przekonaniom, własnym korzeniom, zachowali indywidualizm i własny światopogląd.

 

Romowie, zapewne nieświadomie czerpią z myśli Wolterowskiej odnośnie sceptycyzmu wobec instytucji i mechanizmów władzy, autorytetów i ideologii. Brak zaufania jest oczywiście pokłosiem zaszłości historycznej, lecz także związane jest z tym, iż Romowie jako społeczność o tradycji nomadycznej od zawsze związani byli z naturą i jej cyklami. To od niej byli uzależnieni. Ona warunkowała powodzenie lub klęskę, często decydowała o życiu i śmierci. Stąd Romowie kierowali się praktycyzmem i zdrowym rozsądkiem, wolterowskim filarem na którym osadza się ludzka egzystencja i recepcja rzeczywistości.

 

Romowie to wreszcie realizatorzy wolterowskiego poglądu „Poznanie kształtuje się przez doświadczenie; wszystko poza tym jest hipotezą”. Romowie nie należą do ludów księgi. Tradycja, kultura, normy moralne i etyczne, język, prawa zwyczajowe były przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie. Nie istniała tradycja spisywania własnych dziejów, nie prowadzono żadnych dzienników, kronik, itinerariów, nie dokumentowano w żaden sposób przeszłości tak wymiarze indywidualnym jak i zbiorowym. Całą swoje wiedzę i umiejętności Romowie czerpali z doświadczenia, w interakcji z otoczeniem, przymusową adaptacją do zmiennych warunków życia, przechodząc swoisty „uniwersytet życia”.

 

-----------

Marek Isztok (1979) - historyk, publicysta, absolwent UJ, publicysta zajmujący się tematyką społeczną, w szczególności mniejszością romską. Autor artykułów i esejów poświeconych Romom, które ukazały się m.in. w „Jednocie", „Pro Memorii", „Dialog-Pheniben". Współpracuje m.in. z Romskim Instytutem Historycznym, Uniwersytetem Limerick, międzynarodowymi organizacjami romskimi z Hiszpanii i Wielkiej Brytanii m.in. Article12, Federacion Maranatha.