Sygnał z Kosowa

 

Najpierw jest to sygnał pokazujący nasz brak przygotowania, brak gruntownego przemyślenia szeregu problemów wiążących się z procesami integracji i dezintegracji, dekolonizacji i neokolonizacji, komunikacji i edukacji, solidarności i konkurencji, centralizacji i regionalizacji.

 

Nasze lekceważenie złożoności Europy i jej swoistej „bałkanizacji”. Sukcesy rozwoju Unii Europejskiej (mimo, że nieraz jest to rozwój przez mękę egoistycznej rywalizacji i wiecznych negocjacji) jakby nam przesłoniły wyzwania, które przed nami stoją.

 

Najpierw trzeba nam dostrzec, że mamy do czynienia z końcem epoki kolonialnej w Europie, że przynajmniej niektóre państwa nie przyjęły do wiadomości, że ta epoka się kończy. Myślę tu najpierw o Rosji, która traci swoje kolonie po rozpadzie ZSRR i nie może się z tym pogodzić. A równocześnie Rosjan jest coraz mniej w Federacji Rosyjskiej, za jakiś czas mogą już być mniejszością.

 

Rosja ma też do czynienia z cichą chińską kolonizacją wschodniej Syberii. Przecież to sytuacja dramatyczna – pusta Syberia i przeludnione Chiny. Rosyjska gospodarka opierająca się o niezbyt pewne ceny surowców i chińska dynamika gospodarcza (też bardzo ryzykowna, ale z innych powodów) oraz ekspansja polityczna. Dla niektórych krajów Unii Europejskiej niepodległość Kosowa jest też niebezpiecznym sygnałem, może wzmocnić tendencje separatystyczne (Hiszpania). A co z Belgią, stale u progu rozpadu?

 

Równocześnie rozwija się regionalizm, współpraca transgraniczna. W tym wypadku pozytywna, sprzyjająca poznawaniu się i współdziałaniu. Europa Zachodnia ma coraz większe problemy z neokolonizacją, odwrotną wobec poprzedniej – tym razem to biedni kolonizują bogatych, głównie przez nielegalną imigrację. Zaostrzając problemy społeczne, kulturowe i polityczne.

 

Nie ma innego wyjscia jak tylko „pluralizm ekumeniczny” wedle Richarda von Weizsaeckera – czyli docenianie bogactwa różnorodności i dążenie do wspólnej bazy wartości. Nie ma innego wyjścia niż masowa kampania informacyjno-edukacyjna, wszelkimi środkami. Konieczna jest tu „dyplomacja społeczna” czyli komunikacja i współpraca bardzo wielu organizacji społecznych. Także parafii. Potrzebny także ruch ekumeniczny. Także współpraca różnych religii, przede wszystkim chrześcijaństwa, judaizmu i islamu. To jest zadanie ogółu Europejczyków, politycy są za słabi (a czasem bardzo szkodliwi). Przede wszystkim powinni wspierać dyplomację społeczną.

 

Stefan Wilkanowicz