Marek Isztok, Quo Vadis?


Jak wygląda obraz Romów na początku XXI wieku w świetle faktów i liczb? Powszechnie znane jest powiedzenie, że statystyki nie kłamią, jednak w odniesieniu do Romów nie jest to twierdzenie jednoznaczne. Romowie jak niemal w każdym aspekcie wymykają się schematom i jasnym i klarownym ocenom. Po pierwsze nie wiadomo tak naprawdę jak liczna jest obecnie populacja romska w Europie i na świecie. Szacuję się, że w samej Europie mieszka od 8-12 mln Romów, co daje im status największej mniejszości spośród wszystkich innych zamieszkujących Stary Kontynent. Niestety dane te opierają się tylko na szacunkach i przybliżeniach.

 

Również w poszczególnych krajach szczególnie w krajach Europy Środkowo-Wschodniej istnieją duże rozbieżności dotyczące liczebności Romów jak np. w Rumunii gdzie oficjalne dane mówią o ok. 2 mln Romów, podczas gdy, w rzeczywistości najprawdopodobniej mieszka ich ok. 5 mln. Te nieścisłości i rozbieżności między danymi oficjalnymi a faktycznymi dotyczą niemal wszystkich danych statystycznych dotyczących społeczności romskiej. Taki stan rzeczy jest owocem wielowiekowej tradycji i historii Romów w Europie.

 

Od chwili postawienia stopy przez pierwsze grupy romskie, na ziemi greckiej byli oni eufemistycznie ujmując nie tolerowani. Zepchnięci na margines życia społecznego, kulturalnego i ekonomicznego; Romowie „zamykali” się coraz szczelniej i skuteczniej w swoim kręgu. Z czasem wytworzyli własny swoisty „mikroświat”, który pozwalał im przetrwać jako wspólnota i zachować własną i odrębną tożsamość. Z każdym dziesięcioleciem mur oddzielający Romów od społeczności osiadłych wzrastał tworząc tamę przed wzajemnymi kontaktami i związkami. Wszystko to powodowało, że po obu stronach „barykady” rosła wzajemna niechęć i stopniowo te społeczności oddalały się od siebie. Brak akceptacji dla Romów jako grupy wynikał z „inności” Romów od otoczenia. Należy pamiętać, że w chwili przybycia Romów na kontynent europejski, w Europie panował powszechnie system feudalny, którego podstawą był powszechnie obowiązujący system zależności i przypisanie ludności do ziemi. Ten uporządkowany i ujęty w sztywne ramy reguł społecznych świat nie był „gotowy” na przyjęcie specyficznych „gości”.

 

Romowie wyróżniający się odmiennym wyglądem, zachowaniem, językiem, obyczajami, osnuci aurą tajemniczości i magii okazywali się „wyłomem” w tym skostniałym i tradycyjnym systemie społecznym. Romowie jako lud wędrowny wymykali się systemowi, a przez to narażali się nie tylko władzom, ale i społecznością lokalnym. Ich wolność i odmienność stały w jasnej sprzeczności z obowiązującymi normami, a tym samym Romowie stali się nie po raz pierwszy ale nie ostatni elementem niepożądanym społecznie. Romowie niejako przy okazji „narazili” się wszechwładnie wówczas panującemu kościołowi. Parając się wróżbiarstwem byli podejrzewani o „diabelskie” kontakty i tym samym surowo piętnowani. Natura ludzka skrywa również swoją „ciemną” stronę. Jednym z jej przejawów jest zarówno w wymiarze indywidualnym jak i grupowym nie akceptowanie inności i odmienności. To zawsze dana grupa ludzka wykształcając dany model powszechnie przez nią akceptowanych wartości i atrybutów przynależności grupowej ma zawsze „racje” i to ona determinuje i jednocześnie weryfikuje daną jednostkę i lub inną grupę wg wypracowaną przez siebie modelu. Tworzy w swojej świadomości swoistą „średnią” i tym samym kreuję „przeciętnego” obywatela, który jest odbiciem tej „średniej. Wszelka odmienność rodzi lęk i strach, którego katalizatorem bardzo często jest nienawiść i agresja. To sięganie w „mrok” dziejów ma wbrew pozorom duże znaczenie dla obecnej sytuacji Romów. Jak wiadomo natura ludzka jest niezmienna, a raz wypracowane i zakorzenione w powszechnej świadomości modele i stereotypy niezwykle ciężko zmienić.

 

Aktualny stan społeczności romskiej, jej światopogląd, stosunek do świata zewnętrznego i społeczności dominujących jest wynikiem wielowiekowego procesu historycznego, który zapoczątkowany został przed blisko ośmioma wiekami. Brak akceptacji dla Romów w Europie stopniowo ewoluowało w stronę rozwiązań siłowych i próby pozbycia się Romów z Europy. Jej kulminacyjnym punktem była obłędna wizja nazistów, którzy pragnienie ogółu, starali się zrealizować w najbardziej „skuteczny” sposób. W ich wizji „tysiącletniej” Rzeszy nie było miejsca dla Romów jako jednostek ludzkich. Eksterminacja i ludobójstwo dokonane na Romach przez nazistów podczas II wojny światowej były „lontem” zapalającym wcześniej nagromadzoną przez wieki „beczkę” nienawiści. Naziści byli katami i oprawcami, ale nie należy zapominać, że wiele innych społeczności europejskich włączyło się w ten niecny proceder jak choćby ustasze Pavelicia w Chorwacji czy też rzezie Romów dokonywane przez faszystów Łotewskich. Wcześniej również zdarzały się przypadki gdy odmawiano Romów prawa do życia w danych krajach. W XVIII stuleciu Portugalczycy przymusowo deportowali do swych kolonii w Afryce i Brazylii. W Rumunii do połowy XIX wieku Romowie byli niewolnikami, wszystko to było tylko bardziej „humanitarnymi” rozwiązaniami kwestii romskiej w Europie. Obecność Romów w Europie to ustawiczne zmagania się z przeciwnościami losu i walka o zachowanie swojej tożsamości. Koszmar holocaustu sprawił, że Romowie są społecznością traumatyczną, która od strony obcych nie oczekuję w większości tylko zła i kolejnych cierpień. Po piekle holocaustu ci spośród Romów, którzy przeżyli w dużej mierze znaleźli się na terenach krajów, gdzie doszło do transformacji ustrojowych, w wyniku których zapanowała „dyktatura proletariatu”.

 

Dla władz komunistycznych w tych krajach „problem romski” okazał się również żywotny i starano się go statystycznie „wymazać”. W Rumunii za czasów dyktatury Nicolae Ceauşescu oficjalnie nie było żadnych Romów, gdyż wszyscy oni w oficjalnych danych statystycznych figurowali jako Rumuni. W niemal wszystkich tych krajach próbowano w imię pomocy i niesienia cywilizacji zniszczyć romską kulturę i tożsamość romską. Akcje „produktywizacji” Romów spowodowały, że Romowie na tych obszarach zostali zmuszeni nakazami administracyjnymi do porzucenia tradycyjnego stylu życia jakim „od zawsze” dla Romów było wędrowanie. Umieszczani w osiedlach położonych na peryferiach miast tworzyli swoiste getta. Zapoczątkowało to proces atomizacji i degradacji kulturowej znacznej części społeczności romskiej. Zatrudnianie osiadłych już od dawna Romów karpackich przy najprostszych i nie wymagających żadnych kwalifikacji pracach, wiązało i tym samym uzależniało ich od systemu. Szumne hasła edukacyjne i zapowiedzi poprawy bytu Romów pozostały gołosłowne i najczęściej odbywały się za pomocą nacisków administracyjnych, co w rezultacie nie przyniosło żadnych zapowiadanych rezultatów.

 

Zniszczenie tradycyjnego, wykształconego przez wieki sposobu życia, krępowanie, a wręcz uniemożliwianie wszelkiej prywatnej działalności na niwie ekonomicznej, zwalczanie „wolnych” zawodów i profesji tradycyjnie uprawianych przez Romów, wszystko to powodowało, że dystans między państwem a Romami nie tylko się nie zmniejszył, ale wręcz się zdecydowanie pogłębił. Mimo, że pewna część wspólnoty romskiej, głównie w Polsce pomimo licznych nacisków i prób zniszczenia romskiej odrębności etnicznej, zachowała swoją odrębność kulturową i własną tożsamość; to jednak w innych krajach „demokracji ludowej” dziedzictwo rządów komunistycznych wywarło fatalny wpływ na tamtejsze środowiska romskie.

 

Obraz zamieszkałych tam Romów oględnie rzecz ujmując nie wygląda najlepiej. „Żniwo” komunizmu niestety przyniosło obfite zbiory, choć niestety w negatywnym wymiarze. Oczywiście nie wolno generalizować i uogólniać niezwykle złożonej sytuacji Romów na tych obszarach. Należy pamiętać o wielkim konglomeracie zamieszkałych tam grup i klanów romskich. Jak wiadomo powszechnie Romowie nie tworzą jednego narodu, lecz są w fazie transformacji, niejako w fazie przejściowej między grupą etniczną a narodową. Proces ten w ostatnich kilkunastu latach przybrał na sile i wraz z budową wspólnej pamięci i tworzenia wspólnej symboliki opartej na wspólnych doświadczeniach z przeszłości Romowie przekształcą się w świadomy naród. Oczywiście jest to długotrwały proces, o zasięgu długofalowym i nie można od „zaraz” oczekiwać rezultatów. Proces ten będzie jednak musiał przezwyciężyć bardzo wiele poważnych trudności.

 

Stworzenie struktur narodowych wymaga oprócz posiadania powszechnie akceptowanej przez większość danej społeczności wspólnoty dziejowej, także wspólną płaszczyznę kulturową. To w obecnej sytuacji wielu lokalnych społeczności budzi wiele wątpliwości. My – Romowie nie tylko w Europie, ale i na całej świecie, od niemal tysiąca lat żyjący w diasporze musimy wykroczyć poza ramy struktur klanowych, aby zacząć myśleć w kategoriach jednej wspólnoty narodowej. Oczywiście bagaż doświadczeń z przeszłości, egzystowanie niemal od „zawsze” jako outsajderzy społeczeństw osiadłych opóźni ten proces dziejowy. Musimy uświadomić sobie, ze stoimy przed wielkimi wyzwaniami szansami, których nie możemy przeoczyć i zmarnować. Aby dobrze wykorzystać tą dziejową szansę przed jaką stoi nasza wspólnota niezbędne jest podjęcie szeregu kroków, które przybliżą nas do celu, jak niewątpliwe jest dla nas akceptacja naszej odmienności kulturowo-etniczno-obyczajowej ze strony społeczności większościowych oraz zmianę pejoratywnego wyobrażenia Roma zakorzenionego w powszechnej świadomości społecznej i historycznej pokutującego w niemal wszystkich społeczeństwach europejskich.

 

Po pierwsze należy przyjąć odpowiedzialność za losy swojej wspólnoty, szczególnie dotyczy to wykształcającej się elity romskiej oraz liderów stowarzyszeń, instytucji i organizacji zajmujących się problematyką romską. Odpowiedzialność ta powinna przejawiać, się w tym, że nie możemy bez końca oskarżać za swą złą, a niekiedy katastrofalną sytuację życiowa tylko i wyłącznie struktur państwowo-administracyjnych, a szerszych kontekście wszystkich gadziów. Oczywiście w zdecydowanej większości, ta obecna sytuacja i związana z nią przerażająca nędza, bezrobocie, analfabetyzm, marginalizacja, alienacja jest wynikiem negatywnego, czy wręcz wrogiego stosunku ze strony „białego” otoczenia. Nie można jednak dopuścić, by tak jak to ma miejsce m. in. we wschodniej Słowacji, czy niektórych miejscowościach na południu Polski popadać w apatię i bierność, która prowadzi do autodestrukcji, do stopniowej degradacji, a w krańcowym etapie do unicestwiania swej romskości. Mimo wielu przeszkód i trudności, nie można się poddawać, należy działać i tu wielka rola lokalnych organizacji. Przewartościowaniu musi ulec podejście do spraw edukacji i pracy. Te wartości winny zostać naszymi priorytetami na przyszłość i tylko właściwa polityka prowadzona wspólnie przez wszystkie organizacje romskie ściśle współpracujące ze sobą, a także właściwa polityka państwowa wspierająca te działania może stopniowo zakorzenić wśród Romów kult etosu pracy i edukacji. Musimy jako społeczność przejść przyspieszony kurs „nowoczesności” aby nie tylko przetrwać jako naród, ale móc normalnie funkcjonować w tym coraz bardziej skomplikowanym świecie, który „rzuca” nam coraz to inne wyzwania. Musimy się przeistoczyć z „maruderów” cywilizacyjnych w „pionierów” nowej rzeczywistości, aby sprostać wymaganiom nowego stulecia i móc podjąć dialog z kulturami innych narodów. Dialog to słowo klucz dla nas Romów, jedyna droga mogąca obalić nagromadzone przez wieki stereotypy pełne niechęci, wzajemnych podejrzeń, nienawiści.

 

Warunkiem dialogu jest dobra wola i rzetelne zamiary z obu stron, bez ukrytych myśli, aby dialogu nie nadużywać i przy jego pomocy nie wykorzystywać partnera. Fundamentami dialogu są cierpliwość, dalekowzroczność, wysoka kultura rozmowy, roztropność i wzajemne zaufanie. Rozpoczynać dialog należy od tego co łączy – wspólnych wartości i celów. Głębokie urazy, wciąż nie zaleczone rany należy na początek odłożyć na bok, lub w razie niemożności starać się potraktować je bardziej „ulgowo”. Każdy uczestnik winien okazać szacunek nie tylko dla własnego narodu, ale i dla narodu partnera. Arogancja i kompleks niższości muszą być przezwyciężone z obu stron. Nie należy gloryfikować tylko i wyłącznie własnego narodu i widzieć w nim wartości absolutnej. Idea dialogu zakłada wspólna odpowiedzialność, często trudną i niewygodną. Nad dialogiem ciąży cały czas przeszłość. Dla nas, Romów jest to pamięć o doznanych krzywdach, upokorzeniach, bólu, cierpieniu ze strony gadziów, zaś dla gadziów to zakorzeniony pejoratywny obraz Roma-Cygana, symbolizującego złodziejstwo, oszustwo, kłamstwo, „siły nieczyste”. Nie można zapominać, że chociaż nagromadzone po obu stronach barykady wzajemne stereotypy nie odpowiadają prawdzie i przyczyniają się do wypatrzenia rzeczywistości to nie można ignorować faktu, że jakiś procent winny za ten stan rzeczy leży po obu stronach, obciąża nas wszystkich. Jeżeli jakiś naród czuje się do tego stopnia wybrany, że uważa się za niewinny, to jest zwykły faryzeizm.

 

Droga dialogu zakłada by wroga zamienić w przeciwnika, a przeciwnika w partnera. Bowiem przeciwnik jest dlań wezwaniem od drugiego człowieka, który pragnie być zrozumianym przez innych. Dialog nakłada na jego uczestników podjęcie wielkiego wysiłku poznawczego. Dialog zachęca by spojrzeć na świat oczami swego partnera, aby zrozumieć jego sposób patrzenia na świat; jego mentalności, sposobu patrzenia na świat. Dialog wierzy w sens cierpliwości i dobrej woli, które służą usunięciu uprzedzeń; w sens perswazji, która pomaga rewidować stereotypy. Uczestnicy dialogu nie boją się prawdy, nie unikają jej, na pierwszym miejscu eksponując szacunek dla godności człowieka. Wierzą w możliwość takiej wzajemnej konfrontacji w której „ścierają” się argumenty, poglądy i oceny, ale obowiązuje specyficzną równość – partnerzy akceptują, że godność drugiego jest wartość niewymierną. Poszczególne strony potrafią pójść na kompromis i gdzie jest to możliwe, bez wyrzekania się siebie potrafią uznać i przyjąć cudzą rację i do zmiany własnego stanowiska. Uczestnicy dialogu wiedzą, w wyniku jego przebiegu ewoluują, stają się kimś nieco innym, niż przedtem. Dialogu nie można utożsamiać z kompromisem, lecz traktować go za metodę współżycia w społeczeństwie pluralistycznym. Należy pamiętać, że w wyniku dialogu Rom nigdy nie stanie się Polakiem, Węgrem czy Serbem ani odwrotnie. Wiemy natomiast, że jeśli ludzka potrzeba godności i sprawiedliwości czyni dialog możliwym, to ludzka skłonność do fanatyzmu i okrucieństwa czyni go koniecznym.

 

----------------------

Marek Isztok (1979) - historyk, publicysta, absolwent UJ, publicysta zajmujący się tematyką społeczną, w szczególności mniejszością romską. Autor artykułów i esejów poświeconych Romom, które ukazały się m.in. w „Jednocie", „Pro Memorii", „Dialog-Pheniben". Współpracuje m.in. z Romskim Instytutem Historycznym, Uniwersytetem Limerick, międzynarodowymi organizacjami romskimi z Hiszpanii i Wielkiej Brytanii m.in. Article12, Federacion Maranatha.