W częsci naukowej, prof. Józef Maroszek z Uniwersytetu Białostockiego omówił ślady osadnictwa tatarskiego na Podlasiu, dr Katarzyna Warminska z Uniwersytetu Jagiellonskiego przedstawiła swoje refleksje nad tatarską kulturą tu i teraz, dr Aleksander Miskiewicz (Uniwersytet Białostocki) zaprezentował udział Tatarów w Wojsku Polskim, a dr Artur Konopacki (Uniwersytet Białostocki) zajął się analizowaniem zawartosci tatarskich testamentów.

 

W godzinach popołudniowych z tatarskimi pieśniami i tańcami zapoznali się mieszkancy Krynek, zaś w niedalekich Kruszynianach trwał już I Festiwal Tradycji i Kultury Tatarów Polskich. Podobnie jak w ubiegłym roku przygotowała go Dżenneta Bogdanowicz z „Tatarskiej Jurty”. Pobocza szosy – daleko przed i daleko za wioską – zastawione były samochodami. Ludzie odwiedzali meczet i miziar, ale przede wszystkim rozgościli sie na całym placu przed „Tatarską Jurtą”. Miejsca przy stołach były bezustannie zajęte: jedzono, tańczono, śpiewano, kupowano, najzwyczajniej w świecie rozmawiano.

 

Wsród pobratymców, przybyłych tego dnia do Kruszynian, byli m.in. Halina Szahidewicz, Maria Aleksandrowicz-Bukin, Melika Czechowska i Michał Czechowski, Adam Szczęsnowicz, Joanna Bocheńska.Ogromnym powodzeniem cieszyły sie, jak zawsze zreszta, warsztaty kulinarne.

 

Tym razem zainteresowani wprawiali sie nie tylko w przyrządzaniu przysmaków tatarskiej kuchni. Można było zapoznac sie również ze specjałami tureckimi oraz śląskimi. Na chętnych cierpliwie czekały wierzchowce, w powietrzu śmigały strzały z tatarskiego łuku, baszkirscy Tatarzy uczyli swych tanców, zaś Indianin w pełnym ceremonialnym stroju nie odmawiał ustawienia sie do pamiatkowej fotografii.

 

Interesujacy pokaz działania dali funkcjonariusze Straży Granicznej. Dostojny przedstawiciel szlachty godnie przechadzał sie wsród tłumu. Wiele osób odwiedzało kruszynianski meczet, gdzie Dżemil Gembicki opowiadał o Tatarach, muzułmanach oraz o islamie. Potem, droga prowadziła zazwyczaj dalej, na miziar.

 

Gdy zapadł już zmierzch i zapłoneły ogniska, ucichła muzyka, by na chwilę dać miejsce poezji. Chyba dobrze wpisały sie te wiersze z tatarskimi (i nie tylko) odniesieniami w gorący wieczór, bo głoszący je aszyk uszedł przecie cało... Potem były jeszcze tańce, jeszcze rozbrzmiewał śpiew, aż niebo rozgorzało od wspaniałych, mieniących sie kolorowymi skrami sztucznych ogni. Tak bawiono sie niefrasobliwie tego pieknego dnia we wspólnej małej ojczyznie Polaków i Tatarów.

 

Nastepnego zaś dnia na stadionie w Sokółce czekały kolejne atrakcje: pokaz uzbrojenia i sposobu walki tatarskiej oraz strzelanie z łuku. Te niedzielne emocje na sokólskim stadionie opatrzono hasłem „Koń w tradycji tatarsko-polskiej”. I rzeczywiscie konie było akuratne, a na nich dzielni zbrojni mężowie. Co jakis czas grzmiały wystrzały oraz rozlegał sie szczęk oręża. Oczywiscie, najwiekszą frajdę miały z tego wszystkiego dzieci, chociaż w oczach wielu statecznych mężczyzn można było dostrzec momentami błysk tęsknoty za kulbaką i szablą...Tak mineły trzy udane dni w pieknej Sokółce i Kruszynianach. Gospodarze mają pełne prawo do zadowolenia, bowiem zadowoleni byli goscie. Każdy chce powrócić tu za rok.

 

Musa Czachorowski

Strony: « Poprzednia 1 2