Stefan Wilkanowicz: Czego potrzebuje Białoruś od innych krajów europejskich, a co może i co chciałaby przekazywać innym?

Ihar Babkou: Dla większości krajów zachodniej Europy po prostu nie ma czegoś takiego jak Białoruś. Może istnieje jako polityczny fakt, ale nie jako przestrzeń kulturowa. Na początku, po odzyskaniu niepodległości w 1991 r. pojawiło się pragnienie, by rozpropagować w Europie ideę Białorusi, wprowadzić ją do Europy. W ten sposób wyobrażano sobie część zagadnienia europeizacji Białorusi. Po konkretnych próbach nawiązywania dialogu okazało się, że pomysł ten jest zbyt abstrakcyjny i jako taki nie może być realizowany tak, jak nam by się to marzyło. W istocie bowiem mitowi Europy nie odpowiada już jakaś jednorodna przestrzeń, są różne europejskie kultury, różne preferencje, również rozmaicie wygląda w ich obrębie potrzeba prowadzenia dialogu z historycznymi stereotypami. Na przykład bardzo trudno nam prowadzić taki dialog z kulturą francuską, ponieważ jej tradycyjna sympatia do Rosji i do Polski nie pozwala zauważyć czegokolwiek pomiędzy Rosją a Polską. Bardzo złożony jest też dialog ze światem anglosaskim, ponieważ sama idea kultury znacznie różni się od tej, jaką przyjmuje się na ogół na Białorusi i w Europie Środkowej.


W tym samym czasie udało się podjąć bardzo interesujący dialog nie tylko z Polską - on już wydaje się dosyć trwały - ale i z Macedonią. Pod Mińskiem miało miejsce spotkanie, które nazwaliśmy Konferencją Macedońsko-Białoruskich Postmodernistów. Ludzie na ogół się śmiali z tej nazwy, ale w gruncie rzeczy była to jedna z lepszych kulturalnych inicjatyw. Spotkali się w jej ramach białoruscy i macedońscy postmoderniści - i to najlepsi - przy czym okazało się, że ze względu na podobieństwa historycznego losu i analogiczną nieobecność w europejskiej narracji kulturalnej dialog między naszymi krajami bardzo łatwo został nawiązany. Dzięki Macedończykom mogliśmy teraz wejść w cały świat bałkański.


Następne spotkanie odbyło się już w Macedonii, przed trzema miesiącami. Zawiązała się tam grupa intelektualistów, która przybrała nazwę Innej Europy. Jest to grupa nieformalna, w skład której wchodzą nie państwa, ale osoby, jako że jej podstawę stanowi osobiste pragnienie dialogu. Ustaliliśmy skromny plan działań, w pierwszym rzędzie program wzajemnych tłumaczeń, ponieważ przekłada się głównie martwych "klasyków", a nie żywych współczesnych. My zaś chcielibyśmy przede wszystkim dać obraz sytuacji dzisiejszej. To niezwykle interesujące, jak dziś myśli się w Macedonii, co dzieje się w tamtejszej kulturze, jakie książki się czyta. Dialog europejski przebiega dziś na ograniczonym polu, jako że każda rozmowa musi wynikać z wzajemnego zainteresowania obu stron. Nie mamy wielkiej ochoty dostarczać jedynie samych informacji. Na przykład w dialogu niemiecko-białoruskim nie tylko Białorusini chcą coś zaproponować, ale i Niemcy chcą się czegoś dowiedzieć, coś odczuć.

S. Wilkanowicz: A kto z głośnych, wielkich europejskich pisarzy czy filozofów jest najbliższy Białorusinom?

I. Babkou: Nie chciałbym mówić, kto jest bliski Białorusinom, dlatego że nie umiem wziąć odpowiedzialności za wybory wszystkich. Mógłbym ewentualnie powiedzieć, kto jest najbardziej popularny wśród intelektualistów, wśród ludzi znaczących w kulturze. Jeśli chodzi o filozofię, to w sytuacja wydaje się frapująca, gdyż inaczej niż w Polsce, w której zakorzeniła się filozofia nauki, filozofia języka, a także antropologia kulturowa - w Mińsku zarysował się całkiem inny pejzaż filozoficzny. Głębokie korzenie ma u nas kontynentalna tradycja w jej czystej postaci, tj. ta linia, która wywodzi się od hermeneutyki Diltheya i rozwija się we francuski postrukturalizm, we wszystkie raczej awangardowe filozoficzne kierunki; z nazwisk mógłbym tu wymienić przede wszystkim Foucaulta i Deleuze'a. Niemiecka filozofia po Heideggerze jest u nas dotąd niepopularna, tj. na przykład Habermas z jego koncepcją "nie dokończonego modernizmu" nie został jeszcze dobrze przyswojony i zrozumiany. Pociąga nas więc tradycja krytyczna, ponieważ sama idea krytycznej pozycji intelektualisty jest nam bardzo bliska. Polityczne władze zmieniają się szybciej niż pory roku. Intelektualiści zaprzestają więc wypowiadania się w imieniu całego narodu na rzecz reform czy jakichś konkretnych działań. Lepiej pojmują zaś własną misję wobec narodu, która polega właśnie na mówieniu nie w imieniu narodu, ale w imieniu samego siebie, na uświadomieniu sobie swoich prawdziwych interesów i obowiązków.

S. Wilkanowicz: Wydaje się, że sytuacja kultury białoruskiej jest jednocześnie bardzo trudna, ale i obiecująca. Białoruś buduje swoją tożsamość w sytuacji przenikania się kultur i religii, wobec wpływów i rosyjskich, i polskich, i litewskich, i ukraińskich. To stwarza pewną trudność, ale też Białoruś jest niejako z natury krajem tolerancji i dialogu, to wyraźnie u was odczuwam. Różne elementy współistnieją łagodnie. Otóż to jest dość rzadki przypadek w Europie, czy w ogóle na świecie, by współistnienie różnych elementów kulturowych nie prowadziło do konfliktów czy sekciarstwa. To mogłaby być nadzieja i model dla innych. Co Pan o tym myśli?

I. Babkou: Po pierwsze w tożsamości Białorusinów zaszły po 1991 r. istotne zmiany. Białoruskość przechodzi, czy przechodziła od tożsamości etnicznej do świadomości obywatelskiej, tj. białoruskość uświadamiała się jako dalszy ciąg tradycji etnicznej, nacji chłopskiej, wiejskiej, która tworzy swoją przestrzeń i powoli przekształca się w tożsamość obywatelską, civic identity.

Czasy Szuszkiewicza były w pewnym sensie unikalne, jako że wtedy naprawdę próbowano dokonać takiego społecznego kompromisu i zbudowania takiej tożsamości białoruskiej, która zasadniczo zawierałaby w sobie całą wielokulturową tradycję, która istnieje na Białorusi; białoruskojęzyczną, nową białoruską kulturę, ale i starobiałoruską, polską i tatarską, żeby wszystko to mogło razem współistnieć. Oczywiście świadomość to troszkę schizofreniczna, zdecentralizowana. Niekiedy może ona wyglądać na niestabilną i niepełną. Ja czuję jednak, że to mogłoby być coś bardzo interesującego. To przesilenie, do którego doszło wraz z wyborem Łukaszenki, to cofnięcie się od jakiejś polifonii kulturalnej do świadomości kolonialnej. To osobliwy rewanż tej świadomosci. Białoruś zawsze była obiektem różnych strategii kolonizacyjnych. Dwa wieki panowania Rosji, dwa stulecia istnienia Białorusi jako kolonii, wytworzyły rodzaj zniewolonej świadomości - taki zniewolony umysł, przywiązany do Rosji, do rosyjskiej kultury, nie w postaci dialogu czy czerpania z niej, ale w kontekście przymusowej zależności, nawet podświadomej. To ta świadomość właśnie zemściła się w osobie prezydenta Łukaszenki, co w konsekwencji doprowadziło do załamania się owego społecznego kompromisu, który się zarysowywał, a dalej do bardzo silnej polaryzacji stanowisk. Z jednej strony więc pojawiają się nostalgiczne próby położenia fundamentów państwowych w oparciu o świadomość kolonialną - absurdalność tych prób widzą wszyscy, w tym także ci, którzy je podejmują. Te próby zresztą przeszkadzają samemu państwu, jako że nie może w ideologii państwowej być tak ogromnej zależności od innej kultury czy innej państwowości. Z drugiej strony jednak wytwarza się pole prawdziwie obywatelskiej wspólnoty, w której spotkały się w zasadzie wszystkie polityczno-kulturalne siły, jakie w okresie Szuszkiewicza były ze sobą w poważnym konflikcie. Dla rosyjskojęzycznych liberałów problem białoruskiego państwa i jego niezależności był naprawdę poważny i trudny, oni nie mogli zrozumieć zasadności takiego rozwiązania. Teraz natomiast wszystkie te siły opowiedziały się przeciw prowadzonej przez Łukaszenkę homogenizacji kultury, opowiedziały się po drugiej stronie.

S. Wilkanowicz: Jak Pan w tej sytuacji widzi możliwość, kierunek rozwoju białoruskiej kultury?

I. Babkou: Myślę, że kultura białoruska po upadku komunizmu przestała być homogeniczna i rozeszła się w różnych kierunkach. Do 1989 r. wszyscy ludzie mówiący i piszący po białorusku musieli istnieć w jednej przestrzeni, jeden o drugim wiedzieć, spotykać się, popierać wzajemnie, drukować w tych samych wydawnictwach itd. itd. Teraz już takiej sytuacji nie ma i w odpowiedzi na pytanie o białoruską kulturę ja mógłbym po prostu wyliczyć te wszystkie cząstki, na które się ona rozpadła i spróbować określić, w jakim kierunku każda z nich się porusza. Zostały więc resztki sowieckiej kultury, która, według mnie, po cichu zamiera, chociaż ma swoje wydawnictwa, swoje instytucje, ale one już nie znajdują się w polu uwagi ani społeczeństwa, ani czytelników; to jest tylko samopodtrzymywanie się. Z drugiej strony pojawiły się awangardowe ruchy w różnych kierunkach, pozostałości po pokoleniu lat osiemdziesiątych, po idei naszego modernizmu, tzn. dążenia do swoistej refleksji nad tradycją białoruską. Jest też najmłodsza generacja - bufonady, happeningów, wszelkich prowokacji, znana pod nazwą Bum-Bam-Litu. To młodzi twórcy, którzy realizują swoje pomysły w dość niezwykłej stylistycznej manierze. Jest także specyficzne zjawisko jak kultury polskich Białorusinów z Białostocczyzny. To takie cząstki, które istnieją całkowicie niezależnie, mając własną dynamikę. To także kultura Białorusinów Wileńszczyzny. Nie wiem, co z tego stanie się dominujące, jakie teksty staną się klasyczne, myślę jednak, że białoruska sowiecka kultura już się skończyła, już większej roli nie odegra.

S. Wilkanowicz: Dziękuję za rozmowę.

Tłumaczył z języka białoruskiego Radosław Okulicz-Kozaryn