Państwo neokomunistyczne

Jeszcze nie tak dawno temu Chiny były typowym, stalinowskim państwem komunistycznym, ukształtowanym na wzór Związku Radzieckiego. Wyznawały tradycyjną komunistyczną doktrynę walki klas – proletariatu i burżuazji – w której KPCh polegała na tej pierwszej, znajdując wsparcie wśród chłopów i robotników. W odróżnieniu od Mao i jego współpracowników, ostatni przywódcy Chin, Jang Zemin i Hu Jintao, odziedziczyli swą władzę po poprzednikach i uwiarygodniając swoje rządy, nigdy nie mogli podpierać się przeszłością rewolucyjną. Utrzymanie władzy przez KPCh stało się natomiast możliwe dzięki wzrostowi ekonomicznemu.

Dziś reżim łączy przymus z patronowaniem interesom biznesu, elit intelektualnych, przedstawicieli rządowej biurokracji oraz inwestorom zagranicznym – tak może zachować swój wpływ i znaczenie. Porzucił tradycyjnego partnera: liczącą 800 milionów klasę chłopów, z których, według danych Banku Światowego, ponad 150 milionów żyje za mniej niż dolara dziennie [3]. KPCh wcześniej zmonopolizowała i przejęła kontrolę zarówno nad bogactwami materialnymi, jak i środkami produkcji. Teraz chce dzielić część tego bogactwa z niektórymi Chińczykami, co w zamyśle ma być zastępczą formą dzielenia się samą władzą. Dążenie do pomnożenia bogactwa sprawiło, że pod rządami Deng Xiaopinga KPCh zliberalizowała chińską gospodarkę planową i porzuciła izolacjonizm na rzecz integracji ze światową gospodarką.

KPCh przez lata podkreślała znaczenie swojej filozofii zawartej w hasłach: „stabilność ponad wszystko” oraz „harmonijne społeczeństwo”, choć chińskie społeczeństwo nie jest ani stabilne, ani harmonijne. Szukała również sposobu na przedłużenie swojej długowieczności poprzez wpisanie zasady „Trzech Reprezentacji” do konstytucji [4]. Począwszy od 2005 roku trwa tzw. baoxian zundong – „kampania zabezpieczania osiągnięć partii komunistycznej”. Co ciekawe, w rozporządzeniach lokalnych struktur KPCh wciąż broni się idei „rozprzestrzeniania światowej rewolucji za pomocą przemocy”, w myśl zaleceń Marksa. Zaś trwająca wciąż bezwzględna rozprawa z niesubordynowanymi intelektualistami, prawnikami, praktykującymi falungong, Tybetańczykami i innymi grupami pokazuje, że Pekin nadal rządzi – bardziej nawet niż za czasów starego, komunistycznego państwa – przemocą, terrorem i cenzurą.

Co jednak najbardziej znaczące, KPCh wchłonęła teraz kapitalistów w szeregi swoich członków, pozyskując w ten sposób do obozu komunistycznego osoby zamożne. Firmy zagraniczne zaangażowane w spółki typu joint venture muszą zezwolić na otwieranie w swoich chińskich oddziałach komórek partyjnych. Deng Xiaoping, wprowadzając Chińską Republikę Ludową w epokę nowoczesności, wyciągnął wnioski z wydarzeń w innych krajach byłego bloku wschodniego: włączył lewy kierunkowskaz, ale skręcił w prawo. Manewr skończył się sukcesem i ocalił KPCh. Deng, by przetrwać, zdjął kurtkę Mao i założył zachodni garnitur – ale pod nim wciąż biło komunistyczne serce. Tak oto narodziło się prawdziwe neokomunistyczne państwo.

Państwo neokomunistyczne jest tworem skomplikowanym. Zachowało typowy dla tradycyjnego państwa komunistycznego model, w którym jednostki są słabe, a ręka państwa – silna. Jego wojskowa i rządowa machina biurokratyczna nie przeszkadza, gdy przychodzi poradzić sobie z pojedynczą jednostką, grupą lub całym narodem. Potrafi działać szybko i skutecznie i nie powstrzyma się w tym działaniu przed niczym. Podczas gdy większość spośród wolnych państw świata to na ogół państwa „słabe”, w których uścisk państwowej ręki jest lekki, a jednostki lub zbiorowości są upoważnione do udziału w rządzeniu przez reguły prawa, państwo neokomunistyczne zawsze będzie dysponować środkami koniecznymi do zwyciężenia nawet najsilniejszych jednostek czy korporacji. Ethan Gutmann pisze, że niektóre zagraniczne korporacje usiłujące wejść na rynek chiński zostały zobowiązane do poczynienia na rzecz rządu chińskiego pewnych ustępstw w postaci transferu technologii lub kompromisu o charakterze politycznym [5]. Świat patrzył, często zupełnie obojętnie, jak Chiny zmuszały jedną wielonarodową korporację po drugiej do gry na własnych zasadach. Do tej pory ponad 300 międzynarodowych firm z branży IT, w tym Yahoo!, Google, Microsoft i Skype, podpisało „zobowiązanie dyscyplinujące” i zgodziło się tym samym na autocenzurę Internetu w Chinach.

Chińskie oblicze sukcesu ekonomicznego nie odzwierciedla sytuacji wewnątrz kraju. Podczas gdy chińskie rezerwy walutowe szacuje się na prawie bilion dolarów, zadłużenie kraju osiągnęło poziom 911 miliardów dolarów, co w przybliżeniu równe jest wartości 40 proc. chińskiego produktu krajowego brutto (PKB) [6]. Aby sfinansować swój dług, Chiny wydają od 25 do 30 proc. swojego rocznego PKB, podczas w 70 proc. źródłem wzrostu PKB są bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Pod koniec 2006 roku wyniki oficjalnego audytu wykazały, że ze środków liczącego 37 miliardów dolarów funduszu ubezpieczeń społecznych sprzeniewierzono 900 milionów dolarów [7]. Wykonane niedawno studium Azjatyckiego Banku Rozwoju (ADB) wykazało, że spośród wszystkich miast kontynentu najwyższy wskaźnik zanieczyszczenia powietrza – równy 142 mikrogramom na metr sześcienny – notuje się w Pekinie. Dla porównania: norma Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) wynosi 20 μ/m3, zaś wyniki pomiarów wskazują na zanieczyszczenie równe 27 μ/m3 w Nowym Jorku oraz 22 μ/m3 w Paryżu [8]. Oficjalne rządowe dane statystyczne pokazują, że bezrobocie w Chinach ma w 2007 roku osiągnąć swój rekordowy poziom, a równocześnie ponad 120 milionów rolników przenosi się ze wsi do miast, by tam walczyć o zatrudnienie z 15 milionami bezrobotnych mieszkańców i prawie 5 milionami absolwentów wyższych uczelni, którzy każdego roku wkraczają na rynek pracy. W rzeczywistości sytuacja może być nawet gorsza: John King Fairbank, sinolog z Harvardu, zauważył kiedyś, że Chiny są w tym sensie rajem dla dziennikarzy, ale piekłem dla badaczy, bo na większości oficjalnych danych nie można polegać.

Odbudowa wizerunku

Chiny świetnie zdają sobie sprawę z zagmatwanej natury swojego wizerunku w innych krajach i zaangażowały się również w przedsięwzięcia soft-power, które w nieco bardziej subtelny sposób mają poszerzać ich wpływ. Jedna z takich strategii obejmuje otwarcie do 2010 roku na całym świecie 500 Instytutów Konfucjusza. Celem tych – zorganizowanych na wzór niemieckich Instytutów Goethego – instytucji nie jest bynajmniej nauczanie filozofii konfucjańskiej, lecz promowanie uproszczonej wersji chińskiego „przesłania” dla świata, połączonego z socjalistyczną propagandą. Warto podkreślić, że rząd w Pekinie nie współfinansuje propagowania nauk Konfucjusza w samych Chinach, a nawet, jak doniósł „Financial Times”, zdecydował się niedawno zamknąć prywatną szkołę konfucjańską Meng Mu Tang w Szanghaju [9]. Oczywiście, ponad 10 milionom chińskich dzieci niemającym w ogóle dostępu (lub mających go w minimalnym wymiarze) nawet do podstawowej edukacji zamknięcie jednej szkoły nie zrobi różnicy, ale samo w sobie podaje w wątpliwość politykę wydawania przez Pekin milionów dolarów na otwieranie oddziałów Instytutu Konfucjusza za granicą i kształcenie cudzoziemców.

Na początku roku 2007 Chiny ogłosiły, że uruchomiły już 123 oddziały Instytutu Konfucjusza w 49 państwach, średnio co trzy dni otwierając nową szkołę [10]. Ponad 2 tysiące „specjalnych chińskich instruktorów” zostało wysłanych do wszystkich zakątków globu, by pomagać niektórym spośród 30 milionów ludzi, którzy uczą się chińskiego. Jonathan Zimmerman, historyk z New York University, zwrócił uwagę na podobieństwo modelu Instytutu Konfucjusza do finansowanych ze względów propagandowych w latach 30. XX w. przez faszystowskie Włochy Mussoliniego włoskich szkół językowych w Ameryce [11].

Jak zauważyła Xu Lin, szefowa Confucius Institute Project w Pekinie, „silny naród przychodzi z silnym językiem” [12]. Pozostaje jednak pytanie, czyj język powinien być silny:
język partii czy zwykłych Chińczyków?

Wraz z coraz wyraźniej odczuwaną w całym świecie obecnością neokomunistycznych Chin – zarówno w aspekcie ekonomicznym, politycznym, jak i kulturalnym – problemy, przed którymi stajemy, sprowadzają się do dwóch pytań: W jakim stopniu Chiny, jako państwo autorytarne, zmieniają nasz styl życia? Jak wiele my sami, w zachodnich społeczeństwach demokratycznych, czynimy, by zmienić ten kraj w społeczeństwo bardziej otwarte? Pierre de Coubertin, założyciel nowożytnego ruchu olimpijskiego, znany jest ze stwierdzenia: „najważniejszą rzeczą w Igrzyskach Olimpijskich jest nie zwyciężyć, ale wziąć w nich udział, podobnie jak w życiu nie jest ważne triumfować, ale zmagać się z samym sobą”. Jednak Pekin nawet nie próbuje stwarzać pozorów gry fair, czego przykładem są doniesienia o zakazie udziału w przygotowaniach i obsłudze igrzysk, który obejmuje 43 kategorie osób oraz grup – w tym m.in. „wrogie” media, członków podziemnych Kościołów, praktykujących falungong, aktywistów prodemokratycznych i innych „niepożądanych”. Takie działania, jak wsparcie udzielane przez Pekin współodpowiedzialnej za ludobójstwo dyktaturze w Sudanie czy pobieranie organów do przeszczepów od uwięzionych członków ruchu Falun Gong, spowodowały, że znane osobistości życia publicznego na Zachodzie, takie jak aktorka Mia Farrow czy były członek parlamentu Kanady David Kligour, zaczęły wzywać publicznie do bojkotu igrzysk olimpijskich w Pekinie; bojkotu podobnego temu, który niektóre państwa zastosowały w czasie igrzysk odbywających się w 1936 roku w Berlinie pod rządami Hitlera. Inni z kolei chcieliby wykorzystać igrzyska jako okazję do przekonania Chińczyków, że w związku z olimpiadą należałoby lepiej przyswajać i wypełniać standardy dotyczące poszanowania praw człowieka oraz międzynarodowych konwencji, których są stroną.

Zwolennicy obozu „chińskiego wyjątku” i „chińskiego zagrożeniu”, pod każdym innym względem zantagonizowani, podchodzą do igrzysk w Pekinie ze wspólnym przekonaniem, że Chiny muszą stać się bardziej odpowiedzialnym członkiem wspólnoty międzynarodowej. Choć mogą występować różnice zdań co do tego, w jaki sposób ten cel może być osiągnięty, każdy z nas ma tu swoją rolę do odegrania. Igrzyska olimpijskie 2008 roku dają nam niebywałą szansę, której nie możemy przegapić.

Artykuł powstał na podstawie odczytu wygłoszonego na Internationale China Konferenz 2007 w Koenigstein, Niemcy, 30 marca 2007. Drukiem ukazał się w czasopiśmie „China Rights Forum” (nr 3/2007)

Erping ZHANG
Tłum. Marcin Żyła

ERPING ZHANG, dyrektor Association for Asian Research w Nowym Yorku, w latach 2004–2007 pracował społecznie jako rzecznik Falung Gong.
Strony: « Poprzednia 1 2