Czy wybiera się Pan na niedzielne wybory?

Uchowaj Boże! Ja chcę żyć. Czego ja mam jechać? Żeby mnie zbili po mordzie?

Ale jest Pan Białorusinem...

I co z tego? Mieszkam w Polsce. Nie jestem obywatelem Białorusi. Białoruś jest, niestety, państwem do szpiku kości sowieckim. To państwo, które nienawidzi nas, Białorusinów. Które nienawidzi białoruskiej kultury. Które dostaje palpitacji serca na dźwięk białoruskiego języka.

Nie za mocne słowa?

Nie, bo to jest państwo białoruskie tylko w pojęciu geograficznym. Dla sowietów jest ich krajem. To są wszystko ich kraje: Ukraina, Litwa, Białoruś... U sowietów nie ma poczucia ojczyzny. To zjawisko imperialne. Wszędzie tam, gdzie kiedyś sięgała władza Związku Radzieckiego, byli sowieci. To przypomina mi starożytny Rzym i obywateli rzymskich prowincji, którzy nawet po łacinie nie umieli mówić. Oglądam telewizję białoruską. Oni krzyczą: „Niech żyje Białoruś!”, ale dla nich nie jest to pojęcie narodowe. To resztówka Związku Radzieckiego, zachowująca godło sowieckie i sztandar sowiecki. Teraz nawet śpiewa się tam pieśń zaczynającą się od słów: „My Białorusini zostaliśmy stworzeni przez Związek Radziecki”. Łukaszenka nie jest Białorusinem. To sowiet.

Ale wygra wybory. Mówi się nawet o 90 proc. poparcia dla niego...

Przypuszczam, że oni ustalili je na 70-80 proc., bo zgodnie z obyczajami imperialnymi, wybory już się odbyły. Są protokoły, są podpisy, wszystko jest gotowe. W niedzielę będzie tylko widowisko.

W połowie lat 90. przeciwników Łukaszenki zaczął prześladować pech. Nagle umarł na wylew wiceszef Rady Najwyższej Hienadź Karpienka, wcześniej okaz zdrowia. Śmiertelny wypadek samochodowy miał politolog Anatolij Majsienia. Wiktor Hanczar, Anatol Krasowski oraz Dymitr Zawadzki, którzy dużo wiedzieli na temat działalności prezydenta, zaginęli. Bez śladu zniknął też były szef MSW Jurij Zacharenko. Jak to wytłumaczyć?

Oni wszyscy są w ziemi. Oni wszyscy zostali wymordowani. Niedawno czytałem opowiadanie Wasilija Bykowa pod tytułem „Integracja”. Otóż sens tego opowiadania sprowadza się do tego, że wybito Białorusinów i dzięki temu dokonano integracji.

Czy elementem tak rozumianej integracji jest też likwidacja szkół białoruskich, o której donoszą media? Rzeczywiście ich nie ma?

Nie ma, nie ma. Szkół średnich też nie ma. Tam język białoruski jest traktowany jako przejaw zachowania antypaństwowego. Należy go zniszczyć, bo oni już dawno uświadomili sobie, że dla budowania komunizmu potrzeba rusyfikacji. I to kompletnej. W tej chwili przygotowuje się – a wiem o tym dobrze – ustawę rządową zakazującą języka białoruskiego. To chore. Jest to jakaś odmiana choroby psychicznej – rodzaj nienawiści do samego siebie.

Jak długo to będzie trwało?

Dopóki stara generacja nie wymrze. To jest tak, jak w przypadku Mojżesza, który wodził Żydów po pustyni, by zeszło pokolenie pamiętające egipską niewolę i niezdolne do samodzielnego bytu. Więc dopóki nie odejdzie z życia pokolenie sowietów, dopóty będzie Łukaszenka.

Kim jest człowiek, którego media na naszym kontynencie obwołują ostatnim dyktatorem Europy?

Pochodzi z białoruskiej rodziny spod Mohylewa. Ja go psychologicznie rozumiem, on ma kompleks sieroty. Jest zawzięty jak wszyscy, którzy wychowywali się w niepełnych rodzinach. Czasami w mediach można go usłyszeć, gdy mówi, że może być tylko prezydentem. To jedyne, co umie robić. Ma swoje obsesje. Kiedyś chciał wskoczyć na Kreml, by rządzić Rosją, ale kto by go do Moskwy wpuścił...

Tak na marginesie – on nazywa się Łukaszenka czy Łukaszenko?

To pierwsze jest jego rodowym nazwiskiem. Ale ono go wkurza. I chce, by nazywać go tym drugim, brzmiącym z rosyjska. Jego zdaniem, lepszym. Łukaszenko nienawidzi Łukaszenka.

Mimo tych śmieszności, starsze pokolenie Białorusinów go popiera. Natomiast nie bardzo wiadomo, co z młodzieżą. Czy zdołał ją przyciągnąć?

On to próbuje robić. Tylko jest to skazane na niepowodzenie, bo każde następne pokolenie jest pokoleniem innego losu, innego widzenia świata. Młodzi już nie wiedzą, że może być gułag, że może być Sybir. Jak by się Łukaszenka nie starał, młodzież mu to powie. Oni teraz nocą wywieszają na ulicach Mińska transparenty – „Zbrzydłeś nam”. Jak długo może utrzymać się w europejskim otoczeniu wyspa sowietyzmu? Jak długo? Ja daję Łukaszence z dziesięć lat. Góra. Więcej nie wytrzyma, nawet gdyby chciał. Ale teraz wygra, bo jeszcze ciągle przeraża, jeszcze w kraju dominuje ten homo sovieticus.

A część mieszkańców Białorusi ciągle jeszcze jest mu wdzięczna?

Szperka, kielich, dupa – i cham jest szczęśliwy. Bo sowiecki cham nic lepszego nie widział i nie poznał. Jest w tym także i zasługa Polaków, którzy w okresie międzywojennym prześladowali białoruskie język i kulturę. Robili doskładnie to samo, co potem sowieci.

Kiedyś powiedział Pan, że młode pokolenie nie pamięta głupiej szlachty i bijących polskich policjantów. Ani księży, którzy przed wojną najbardziej zwalczali język białoruski...

Ale tak było. Chodzi o to, że Białoruś jest obszarem kolonialnym, o który zawsze toczyła się walka między dwoma imperiami: imperium rosyjskim i Polską, mającą wspomnienia imperialne.

Czy dopuszcza Pan możliwość, że jeszcze za życia Łukaszenki ten system zacznie się walić? Że Białorusini odzyskają dumę narodową i poczucie podmiotowości we własnym państwie?

Gospodarka zawali się dopiero wtedy, gdy Rosja odmówi jej finansowania. Białoruscy sowieci mają gaz i ropę naftową z Rosji na warunkach cen wewnętrznych. A ponieważ o wszystkim decyduje cena ropy, to kiedy ona spadnie... Na razie jest szalenie wysoka i akcje Rosji są mocne. A w światowym handlu Białoruś praktycznie nie istnieje. Eksport opiera się na wywozie tamtejszych produktów do najbardziej zacofanych byłych republik radzieckich. Białoruś to taka utrzymanka Rosji, a jej ekonomika to tylko cztery proc. ekonomiki Rosji.

Swego czasu wspomniał Pan, że gospodarka sowietów nie obchodzi.

Tak jest. Dla nich najważniejsza jest władza. I to za wszelką cenę. Czy rynek załamie się, czy też nie – ich to nie interesuje. A za kilka lat będzie tam gospodarcza pustynia, bo Białoruś się nie rozwija.

Wróćmy do wyborów. Jaki los może spotkać po nich niezależnych kandydatów: Aleksandra Milinkiewicza i Aleksandra Kazulina? Czy Łukaszenka i jego zwolennicy dadzą im spokojnie żyć?

Nie dadzą. Oni muszą uciekać. Może ich nawet zamordują, cholera wie. To trochę tak, jak w hitlerowskich Niemczech, gdzie kiedy Hitler doszedł do władzy, to jego opozycjoniści musieli emigrować. I to szybko. Myślę o tym ze smutkiem, bo ci dwaj niebawem znajdą się w sytuacji wrogów ludu. Na Białorusi jest ustrój niemający dla takich ludzi litości. Na ich miejscu uciekłbym.

 

Wybory na Białorusi - raport Instytutu Badań nad Stosunkami Międzynarodowymi