Dwa wieki wrogości


Ostatnie 200 lat stosunków polsko-niemieckich to wyjątkowo tragiczny rozdział wspólnej historii dwóch państw i narodów. Pruski zabór i hitlerowska okupacja utrwaliły w świadomości zbiorowej Polaków wizerunek Niemca - "teutońskiego agresora", naturalnego wroga całej Słowiańszczyzny, przy czym niemal zupełnie poszła w zapomnienie pamięć o wielowiekowym pokojowym sąsiedztwie. a bolesne wspomnienia ofiar i świadków nazistowskich zbrodni dodatkowo nałożyła się komunistyczna propaganda powojennych władz, które szukały legitymizacji naszej obecności na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Jednocześnie utrzymywanie poczucia zagrożenia "niemieckim rewizjonizmem" tłumaczyło obecność oddziałów radzieckich na naszym terytorium. Ówcześni przywódcy w antyniemieckiej retoryce straszyli nas "reakcyjnymi odwetowcami z Bonn", a społeczeństwo oddzielone od Zachodniej Europy "Żelazną Kurtyną" nie mogło się przekonać, że miejsce totalitarnej III Rzeszy zajęła w pełni demokratyczna Republika Federalna Niemiec.

W zimie 1945 r. w głąb Rzeszy uciekały z Prus Wschodnich, Pomorza Zachodniego i Śląska setki tysięcy Niemców. Władze hitlerowskie do ostatniej chwili ociągały się z wydaniem rozkazu ewakuacji, a kiedy do niemieckich granic dotarł front wschodni, ewakuacja przybrała postać panicznej ucieczki. Uciekinierzy, głównie kobiety, dzieci i starcy, uciekali z Prus Wschodnich przez zamarznięty Zalew Wiślany. Kto nie zamarzł lub nie utopił się w wodach Bałtyku, ginął od radzieckich bomb i pocisków. Żołnierze Armii Czerwonej, zachęcani przez swoje władze, brali odwet za hitlerowskie zbrodnie popełnione na terytorium ZSRR. Kto nie zdążył uciec, stawał się ofiarą masowych mordów, rabunków i gwałtów popełnianych przez Rosjan. Na mocy późniejszych uchwał poczdamskich ze wschodnich obszarów Rzeszy przesiedlono na zachód 5 milionów pozostałych Niemców, a sam proces przesiedlenia pochłonął liczne ofiary, pozostawiając w pamięci przesiedleńców częstokroć koszmarne wspomnienia. Należy jednak pamiętać, że wysiedlenia ludności polskiej, jakie przeprowadzali parę lat wcześniej okupanci, charakteryzowało nieporównanie większe okrucieństwo.

 

Po II wojnie światowej - rola ZSRR


Stosunki polsko-niemieckie po II wojnie światowej oparte były na nieufności, częstokroć przeradzającej się w otwarta wrogość, przy czym każdy z narodów uważał się za bardziej pokrzywdzony przez stronę przeciwną. Pozostające po dwóch stronach "Żelaznej Kurtyny", Polska i RFN nie mogły podjąć dialogu mogącego doprowadzić do pojednania. Główna osią niezgody w następnym półwieczu wzajemnych relacji była kwestia granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Zgodnie z rozdziałem IX umowy poczdamskiej z 2 VIII 1945 r., linia tych rzek stanowi "zachodnią granicę państwową" Polski. Przesuwając polsko-niemiecką granicę o kilkaset kilometrów na zachód, miano w ten sposób zrekompensować Polsce utratę Kresów Wschodnich. Zwycięskim mocarstwom chodziło jednak przede wszystkim o to, by okrojone Niemcy, odsunięte od Europy Wschodniej, będącej tradycyjnie obszarem ich terytorialnej ekspansji, już nigdy nie podjęły próby stania się mocarstwem.

Stalin doskonale zdawał sobie sprawę, iż granica na Odrze i Nysie stanie się zarzewiem nowego konfliktu pomiędzy Polską a Niemcami. W interesie Związku Radzieckiego leżało jak najdłuższe podtrzymywanie takiego stanu rzeczy. Polska musiała utrzymywać przyjazne stosunki z ZSRR, którego siła polityczna i militarna stanowiła gwarancję nienaruszalności naszej zachodniej granicy. Natomiast rząd boński zdawał sobie sprawę, że klucz do zjednoczenia Niemiec znajduje się w Moskwie, a bez zgody Rosjan niemożliwa jest jakakolwiek rewizja granic w Europie Środkowej. Po II wojnie światowej Niemcy długo traktowali Polskę wyłącznie jako wasala ZSRR, a wszelkie traktaty podpisane między naszymi państwami były pochodną wcześniejszych niemiecko-rosyjskich porozumień.

 

Stosunki Polski z NRD i RFN

 

Inaczej, przynajmniej w oficjalnych deklaracjach, wyglądały stosunki z Niemiecką Republika Demokratyczną (NRD). Należąc do "bratniej rodziny państw demokracji ludowej", w rządowych komunikatach i państwowej propagandzie deklarowaliśmy wzajemną przyjaźń i porozumienie. Świadczyć miał o tym podpisany 6 VI 1950 r. układ zgorzelecki, potwierdzający granicę na Odrze i Nysie. Znaczenie tego traktatu osłabia fakt, iż został on podpisany tylko przez Niemcy Wschodnie. Trudno mówić o wybitnym osiągnięciu polskiej dyplomacji w sytuacji, kiedy Moskwa odgórnie układała stosunki pomiędzy państwami bloku wschodniego. Obywatele NRD nie mieli możliwości podjęcia dyskusji na temat zmian granicznych i wysiedleń. Równocześnie odcięli się od odpowiedzialności za zbrodnie hitlerowskie. Stworzono mit nowego narodu, Niemców demokracji ludowej, podkreślając na każdym kroku ich odrębność od społeczeństwa RFN. To właśnie na rząd w Bonn miała spaść hańba za zbrodnie Trzeciej Rzeszy i to on został obarczony koniecznością zadośćuczynienia ofiarom nazistowskiego reżimu. Było to oczywiste zafałszowanie historii, uniemożliwiające rzetelne rozliczenie się z przeszłością.

Stosunki z RFN kształtowały się równolegle do relacji pomiędzy dwoma przeciwstawnymi blokami. W szczytowej fazie Zimnej Wojny (l. 50), Polaków straszono rewizjonizmem niemieckim, szafując hasłami "neofaszystowskiego odwetu" i "imperialistycznego rewanżyzmu". Polityczna propaganda szła jednak w parze i powszechnymi odczuciami wielu Polaków, którym wspomnienia z okupacji nie pozwalały widzieć Niemców inaczej jak tylko w roli oprawców. Przełomowe, a zarazem społecznie kontrowersyjne, okazało się orędzie biskupów polskich skierowane w 1965 r. do biskupów niemieckich. Pamiętne słowa "wybaczamy i prosimy o przebaczenie" były dowodem wielkiej odwagi cywilnej i świadectwem chrześcijańskiej wiary, jednak ze strony władz komunistycznych spotkały się z ostra krytyką. Zarzuty, iż grupa duchownych nie może mówić w imieniu milionów ofiar Trzeciej Rzeszy zostały poparte przez znaczną część społeczeństwa. Niemniej jednak ten pierwszy pojednawczy gest z polskiej strony, odwzajemniony zresztą przez duchownych niemieckich, miał bezprecedensowe znaczenie w dotychczasowej historii pomiędzy naszymi państwami. Dopiero polityczna odwilż na linii Wschód-Zachód i polityka detente (odprężenie) lansowana w stosunkach radziecko-amerykańskich, przyniosła zmianę politycznego klimatu umożliwiającą podjęcie rozmów z Niemcami Zachodnimi.

Strony: 1 2 3 Następna »