• obraz  Aborygena
    obraz Aborygena

"Reconciliation" znaczy "pojednanie". Słowo to zrobiło w Australii zawrotną karierę i żaden liczący się polityk nie może go dziś lekceważyć. Pojednanie stało się magicznym zaklęciem, które ma umożliwić zrealizowanie marzeń wielu Australijczyków o godnym życiu w sprawiedliwym, wrażliwym społecznie systemie.

Pojednanie dotyczy oczywiście stosunków pomiędzy białymi Australijczykami głównie pochodzenia anglo-saksońskiego i rdzennymi mieszkańcami kontynentu - Aborygenami, którzy w tzw. pionierskich czasach byli traktowani jak podludzie, czy wręcz zwierzęta. Zabierano im ziemie, mordowano ich, rozpijano, niszczono ich kulturę i tożsamość, gwałcono aborygeńskie kobiety. Często wygodnym pretekstem do grabieży było nawracanie tubylców na wiarę chrześcijańską.

Jeszcze do niedawna zarówno kultura, tradycja jak i szkoła w Australii przekazywały dorastającym pokoleniom heroiczną historię okresu pionierskiego, kiedy dzielni pierwsi osadnicy zmagali się z żywiołami ognia, wody i buszu. Celebrowane nie tak dawno hucznie z udziałem królowej Elżbiety obchody dwóchsetlecia osadnictwa białego człowieka na tym kontynencie uruchomiły efekt bumerangu. Społeczność aborygeńska zareagowała na oficjalne uroczystości oburzeniem i protestami przypominając, że dla nich ten czas był smutnym okresem poniżenia i upokorzeń.

Zdziwieni biali potomkowie osadników zaczęli pytać:
- Jak mogło się tak stać, że my nic o tym nie wiedzieliśmy?

Wśród bardziej wrażliwych społecznie białych Anglosasów zaczęło dojrzewać poczucie winy. Inni, podobnie jak konserwatywny premier John Howard, kategorycznie odrzucali możliwość poczuwania się do moralnej odpowiedzialności za grzechy przodków.

 

 

HAŃBA I MIT


Współistnienie dwóch skrajnych, wykluczających się nawzajem postaw, spowodowało mitologizację problemu i skutecznie utrudniło dialog pomiędzy społecznością aborygeńska i białymi Australijczykami. Przedstawiciele nurtu akceptującego moralną odpowiedzialność za krzywdy wyrządzone Aborygenom zorganizowali kampanię "sorry days" - dni przeprosin - i zachęcali współziomków do składania podpisów w "sorry books" - księgach przeprosin. Akcja przyniosła szeroki odzew w australijskim społeczeństwie. Razem z nią rosło zainteresowanie kulturą i sztuką Aborygenów, które przekładało się na ilość zer przy cenach ich dzieł na światowych aukcjach sztuki.

Kierowani poczuciem winy potomkowie tych, którzy tubylców prześladowali, w miarę odkrywania nowych kart z dziejów hańby, zaczęli teraz kulturę Aborygenów idealizować. W ich świadomości powstały oparte na wzorach antycznej Arkadii lub chrześcijańskiego raju wyobrażenia przedstawiające błogi żywot Aborygenów przed przybyciem białych. Ową mityczną krainę zasiedlali w ich głębokim przekonaniu łagodni, miłujący pokój płaskonosi, ciemnoskórzy ludzie o szczerości dzieci i duszach aniołów.

Operujący jakże skutecznym dzisiaj orężem pc (political correctness) - poprawności politycznej - działacze i politycy lewicowi oczywiście nie omieszkali uznać kwestii aborygeńskiej za ważną część swojego partyjnego dekalogu. To z kolei wywołało skrajne reakcje o podłożu rasistowskim. Na ich fali wypłynęli operujący agresywną, rasistowska frazeologią politycy tacy jak Pauline Hanson, którzy stworzyli partię One Nation.

Matka Ziemia

Pojawił się wreszcie problem najważniejszy, bo związany z tytułem prawnym do ziemi, która kiedyś została Aborygenom zabrana i na której dziś, ogrodziwszy ją płotami i drutem pod elektrycznym napięciem, gospodarują biali farmerzy. Stosunek Aborygenów do ziemi był zupełnie inny; ona była ich Matką, należała do plemienia i nie posiadała wymyślonej przez białego człowieka wartości handlowej (miała natomiast święte znaczenie rytualno-magiczne). Kluczem więc do rozwiązania kwestii pojednania - "reconciliation" - jest znalezienie wyjścia, które usatysfakcjonuje jednocześnie i skrzywdzonych Aborygenów i zaniepokojonych białych farmerów, którzy mogą łatwo stać się klientelą polityczną partii One Nation.

Premier John Howard, który naraził się już społeczności aborygeńskiej, robi dobrą minę do złej gry i przekonuje Australijczyków, że zamierza doprowadzić do pojednania białych i Aborygenów. Problem w tym, że zarówno labourzystowska opozycja, jak i sami Aborygeni Howardowi nie wierzą. Upolitycznienie i zmitologizowanie kwestii pojednania powoduje, że prawdziwe rozwiązania tego problemu wydaje się leżeć poza zasięgiem i możliwościami wszystkich uwikłanych w ten proces ugrupowań i sił.

Podobny problem mają do pokonania biali i czarni mieszkańcy Afryki Południowej oraz Amerykanie i Kanadyjczycy. Pojednanie potomków europejskich najeźdźców z potomkami ciemiężonych wydaje się stanowić test, który musi przejść współczesna zachodnia cywilizacja, by mogła dalej trwać i rozwijać się w pokoju.

Strony: 1 2 Następna »