Odbudowa dialogu z Niemcami wymaga zbiorowego wysiłku. Ważny jest nie tylko charakter oficjalnych kontaktów. Liczą się język i klimat spotkania. Polska toczy rozmowy z przedstawicielami państw, sąsiaduje jednak ze społecznościami.

 

Rząd Polski zrezygnował z priorytetu strategicznego partnerstwa z zachodnim sąsiadem. Mimo iż pogłębiająca się współzależność czynników wewnętrznych i zewnętrznych państwa sprawia, że ciągle poszerza się obszar problemów, których rozwiązanie wymaga ścisłej współpracy aktorów narodowych i międzynarodowych, po 2004 roku gotowość do kooperacji na płaszczyźnie politycznej w kraju i na zewnątrz wyraźnie osłabła. Pojawił się nowy ton w wypowiedziach na temat Niemiec; ton pełen niejednoznaczności, niekiedy zaś sprzeczności. Tymczasem w dobie społeczeństwa informatycznego wzrosła rola dyplomacji społecznej. Obywatele krajów demokratycznych, lepiej wykształceni i obyci ze światem, oczekują od wybranych przez siebie reprezentantów rzetelnej i kompetentnej informacji o relacjach Polski z otoczeniem zewnętrznym. Nie wystarczą już same hasła i slogany: „dobra ogółu”, „interesu narodowego”. Obywatel chce wiedzieć, jaka jest wykładnia tego dobra. Co się kryje za wspólnym interesem? Komu i czemu on służy? Czy interes rządzących partii pokrywa się z interesem różnych grup społecznych i zawodowych? Polityka zagraniczna zaczyna się we własnym domu. Stan państwa, jego sprawność instytucjonalna, spójność, kompetencja, wiarygodność i demokratyczna legitymizacja mają decydujące znaczenie dla strategii państwa na zewnątrz. Toteż trudności młodej polskiej demokracji, pozbawionej ciągłości myśli politycznej, wpisane są niejako naturalnie w proces wypracowania głównych kierunków polityki wobec Niemiec.

Brak busoli w polityce niemieckiej nowego rządu widoczny był w exposé zarówno premiera Kazimierza Marcinkiewicza z 10 listopada 2005 roku, jak i Jarosława Kaczyńskiego z 19 lipca 2006. Enigmatyczność sformułowań Kazimierza Marcinkiewicza, który zapewniał, że strategiczne priorytety Polski nie ulegną zmianie, a jednocześnie stwierdzał, iż „budowa IV Rzeczypospolitej oznacza również dokonanie istotnej zmiany w sposobie uprawiania polskiej polityki zagranicznej” utrudniała od początku znalezienie odpowiedzi na pytanie, w jakim kierunku zmierza polityka zagraniczna nowego rządu. Premier zapowiadał zmianę „filozofii dyplomacji”. Chciał „znaczącej poprawy pozycji Polski na arenie międzynarodowej”, czego warunkiem miało być „urealnienie polityki zagranicznej” i „jasno określone interesy narodowe”. W żadnym z dwóch exposé nie wspomniano o Niemcach, chociaż w obu dokumentach znalazło się miejsce na postulaty współpracy z odległymi krajami Azji i innych kontynentów. Kolejność pierwszych podróży zagranicznych prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego nie pozostawiała wątpliwości, iż Niemcy jako sąsiad znajdują się na odległym miejscu w hierarchii priorytetów współpracy naszego kraju.

Polityka wobec Niemiec sformułowana została nie na zasadzie pozytywnego programu rozwiązywania problemów i wypracowania mechanizmów dochodzenia do konsensu w kwestiach spornych, lecz poprzez negację dotychczasowej polityki zagranicznej III RP. W ten sposób stała się ona od początku elementem rozgrywki wewnątrzpolitycznej i zmagań o tzw. IV Rzeczpospolitą. Wyraża się ona w przeładowanej emocjami i bezprecedensowej nagonce na byłych ministrów spraw zagranicznych, przedstawicieli wszystkich dotychczasowych rządów oraz środowisk opiniotwórczych, do których zalicza się en bloc postkomunistów, część środowisk solidarnościowych, liberałów oraz elity refleksyjne, których stanowisko odbiega od oficjalnej linii rządu. Zakwestionowany został cały dorobek normalizacyjnej polityki wobec Niemiec, łącznie z wyborem zachodniego sąsiada jako adwokata w staraniach Polski o członkostwo w NATO i UE.

Wewnątrzpolityczne uwikłania, w stopniu niespotykanym od demokratycznego przełomu 1989/1990, rzutują na charakter postaw i poczynań wobec RFN. Tymczasem analiza sytuacji międzynarodowej w momencie załamania się komunistycznego systemu i jednoczenia Niemiec, gdy przedstawicielom pierwszego demokratycznego rządu: Tadeuszowi Mazowieckiemu, Krzysztofowi Skubiszewskiemu oraz Jerzemu Sułkowi, głównemu negocjatorowi polsko-niemieckich traktatów, przyszło pertraktować na temat ram porozumienia polsko-niemieckiego, nie pozostawia wątpliwości co do stopnia trudności, które musieli oni pokonać. Dla wynegocjowanych wówczas założeń i treści obu traktatów nie było bowiem alternatywy. Ci przedstawiciele obecnej władzy i związanych z nią środowisk, którzy szerzą opinię o „dyplomacji niemocy”, „serwilizmie” i polityce „na klęczkach”, przenoszą mechanicznie obecne warunki i doświadczenie w przeszłość. Zdają się oni zapominać, iż w trakcie ówczesnych rozmów Polska pozostawała jeszcze członkiem Układu Warszawskiego i RWPG, na ziemiach polskich stacjonowały wojska radzieckie, sąsiadowaliśmy nie z Niemcami, lecz Niemiecką Republiką Demokratyczną i obowiązywała nadal odpowiedzialność czterech mocarstw za Niemcy. Minister Skubiszewski wyznał po latach, iż obawiał się powtórzenia nowej Jałty. Dyplomacja jest sztuką osiągania tego, co możliwe. Priorytetem było wówczas dla Polski uznanie ostateczności granicy polsko-niemieckiej i temu zadaniu podporządkowano intensywne zabiegi dyplomatyczne w niezwykle trudnej i skomplikowanej sytuacji międzynarodowej, gdy wszystko nagle znalazło się w ruchu.

Nieufność do oponentów politycznych w kraju przeniesiona została automatycznie na zewnątrz. Polityka wobec Niemiec opiera się na fałszywej diagnozie kondycji i rzeczywistości politycznej RFN. Państwu niemieckiemu przypisuje się dążenia hegemonialne, wzrost arogancji i nową politykę historyczną, utożsamianą z ucieczką przed odpowiedzialnością za zbrodnie III Rzeszy. Wiele wskazuje na to, iż politycy odpowiedzialni za wypracowanie priorytetów strategicznych wobec Niemiec zdają się nie akceptować demokratycznego pluralizmu zarówno u nas, jak i u naszego sąsiada, stosują selektywną ocenę niemieckiej opinii publicznej oraz historiografii na zasadzie pars pro toto, przywracając jednocześnie do łask myślenie w kategoriach zbiorowej odpowiedzialności.

To, co jest naturalnym elementem procesu historycznego, jego ewolucji, odbierane jest jako zagrożenie. Tymczasem naród niemiecki, podobnie jak polski, podlega w ostatnich dziesięcioleciach głębokim przeobrażeniom. Wraz z przełomem demokratycznym w Europie Środkowo-Wschodniej i zjednoczeniem Niemiec zachwiany został dotychczas stabilny podział ról na Starym Kontynencie. Nowe elementy w kulturze politycznej i świadomości historycznej Niemców związane są nie tylko ze zmianą generacyjną. Uwarunkowania globalne i europejskie początku XXI stulecia zmuszają państwa i narody do poszukiwania dla siebie miejsca. Nowe wyzwania i trudy reformowania państwa socjalnego powodują większą koncentrację Niemców na własnych sprawach. Integracja europejska utraciła nie tylko dla nich atrakcyjność pierwszych, pionierskich lat. Postulat obniżenia wkładu niemieckiego do budżetu unijnego do 1 procenta PKB, sformułowany przez kanclerza Gerharda Schrödera, popierany również przez obecną kanclerz, związany był m.in. z trudną sytuacją gospodarczą Niemiec, problemami z dotrzymaniem warunków Paktu Stabilności i Wzrostu, nieprzekroczenia deficytu budżetowego w wysokości 3 procent PKB. Skończył się również etap paralelnego wzrostu gospodarczego Niemiec i rozkwitu Unii Europejskiej. Nic jednak nie wskazuje na to, by Niemcy chciały podążać własną odrębną drogą lub narzucać partnerom własne egoistyczne interesy.

Nasz zachodni sąsiad zdał egzamin z demokracji w wymiarze państwowym i narodowym. W wymiarze indywidualnym dochodzą jednakże do głosu różne odczucia, resentymenty i stereotypy. Spotykamy się z nimi na co dzień nie tylko między Renem a Odrą. Proces rozrachunku z przeszłością nie ma końca. Każde pokolenie Niemców będzie w inny sposób zmagało się z własną historią. Również od nas zależy, czy refleksja nad wspólną przeszłością nie stanie się zarzewiem nowego konfliktu. Nie do przecenienia jest pod tym względem odpowiedzialność elit po obu stronach granicy polsko-niemieckiej.

W RFN trwa z różnym nasileniem debata na temat zarówno kierunków polityki zagranicznej, kwestii poszerzenia i pogłębienia Unii, jak i winy oraz odpowiedzialności za zbrodnie nazistowskie. Sporne tematy polsko-niemieckie, dotyczące m.in. rurociągu północnego, Centrum przeciw Wypędzeniom, pozwów Powiernictwa Pruskiego stanowią przedmiot głębokich kontrowersji niemieckiej opinii publicznej. Wielkie debaty historyczne prowadzone po zjednoczeniu, związane m.in. ze zmianą stolicy, budową pomnika dla żydowskich ofiar III Rzeszy, wystawą zbrodni Wehrmachtu na okupowanych ziemiach, uznane zostały przez jednych za obsesję historii, inni potraktowali je jako akt oczyszczenia. Nowe akcenty w dyskusji na temat patriotyzmu i tożsamości zbiorowej Niemców stanowią m.in. wyraz poszukiwań spoiwa dla integrującego się po latach podziału narodu, które nada sens nowej demokratycznej wspólnocie zjednoczonego państwa niemieckiego. Doszukiwanie się w tych zmaganiach wyłącznie mocarstwowych aspiracji i dążenia do podporządkowania sobie słabszych państw nie może służyć w żadnym razie ani poprawie stosunków polsko–niemieckich, ani realizacji polskich oraz europejskich interesów.

ANNA WOLF-POWĘSKA

Więcej na łamach majowego numeru „Znaku”
Miesięcznik ZNAK, 2007

 

ANNA WOLF-POWĘSKA, historyk, politolog, prof. dr hab., w latach 1990–2004 dyrektor Instytutu Zachodniego w Poznaniu. Autorka licznych publikacji na temat stosunków polsko–niemieckich oraz dziejów myśli i kultury politycznej w Europie.