Konferencja



Około 800 gości z całego świata wzięło udział w międzynarodowej konferencji "Od Solidarności do wolności" w Warszawie i Gdańsku. Byli wśród nich intelektualiści, politycy i artyści. Konferencja stanowiła część obchodów 25-lecia powstania NSZZ "Solidarności".

Konferencję zorganizowały Centrum Solidarności oraz Instytut Lecha Wałęsy. Miała ona być próbą odpowiedzi na pytanie czym była "Solidarność" i jak wpłynęła na myślenie lewicy i prawicy europejskiej, działalność Jana Pawła II oraz kształt współczesnego chrześcijaństwa. Konferencja trwała trzy dni, a jej kulminacją nastąpiła 31 sierpnia podczas uroczystej sesji w Gdańsku. Wydarzenie obsługiwało blisko 450 dziennikarzy.

Sesja pierwsza
W pierwszej sesji głos w dyskusji zabrali między innymi profesorowie Zbigniew Brzeziński, Timothy Garton Ash, były minister spraw zagranicznych Francji Jean Bernard Raimond oraz Siergiej Kowaliow - rosyjski obrońca praw człowieka.

Uczestnicy dyskusji zgodzili się, że "Solidarność" odegrała niepodważalną rolę w burzeniu systemu komunistycznego i powstawaniu nowej zjednoczonej Europy. Były minister spraw zagranicznych Francji Bernard Raymond podkreślił, że zniknięcie ideologii komunistycznej i powrót wolności do Europy Wschodniej zawdzięczamy, między innymi, Lechowi Wałęsie i grupie związanych z nim intelektualistów. Raymond przypomniał również niezastąpioną rolę Jana Pawła II.

Z kolei Siergiej Kowaliow wyraził nadzieję, że w przyszłości Solidarność powstanie także w Rosji. Dodał jednak, że będzie to długi i żmudny proces.

Zdaniem profesora Zbigniewa Brzezińskiego, powstanie "Solidarności" to z kolei efekt dojrzałości politycznej Polaków. Były doradca prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa narodowego dodał, że skutki tego wydarzenia, to między innymi, przemiany polityczne w Gruzji i na Ukrainie.

Sesja druga
W drugiej części odbyła się dyskusja poświęcona roli Jana Pawła II w powstaniu "Solidarności" i obaleniu komunizmu. Swoje przemówienia wygłosili francuski kardynał Jean-Marie Lustiger oraz metropolita lubelski arcybiskup Józef Życiński. Spotkaniu przewodniczył były premier i doradca "Solidarności" Tadeusz Mazowiecki.

Kardynał Jean-Marie Lustiger przyznał, że pierwsze gdańskie wydarzenia zostały przyjęte we Francji ze zdziwieniem i równocześnie z obawami przed represjami. Dodał, że "Solidarność" rozbiła powszechne we Francji opinie, że imperium radzieckie jest trwałe. Dodał, że na zmianę francuskiego spojrzenia na sytuację w Polsce wpłynął wybór Jana Pawła II na papieża i jego pierwsza pielgrzymka do ojczyzny w 1979 roku.

Kardynał Lustiger zwrócił też uwagę, że "Solidarności" nie należy mierzyć wyłącznie jej rolą w obaleniu komunizmu. Według niego, ważne jest, by postrzegać ją jako coś więcej niż bunt przeciwko totalitaryzmowi.

Z kolei arcybiskup Józef Życiński skupił się na roli, jaką w powstaniu "Solidarności" i obaleniu komunizmu odegrał Jan Paweł II. Metropolita lubelski powiedział, że Jan Paweł II w obliczu największych wyzwań mówił do Polaków językiem nadziei, godności i zaufania Bogu. Podkreślił, że w słowach papieża - Polaka ludzie odnajdowali przekaz, który ich uskrzydlał, ukazywał ich godność i podmiotowość oraz czynił współodpowiedzialnymi za historię. Przypomniał, że w trudnych chwilach Jan Paweł II był zawsze z Polakami.

Sesja trzecia
Społeczność międzynarodowa powinna reagować na łamanie praw człowieka na świecie - uznali uczestnicy konferencji.

Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Janusz Onyszkiewicz powiedział, że 25 lat temu "Solidarności" chodziło przede wszystkim o godność człowieka, upodlonego i ograniczanego przez system komunistyczny. - Rewolucja "Solidarności" była temu głównie poświęcona - podkreślił Onyszkiewicz. Jego zdaniem nie można uznać, że kwestia ochrony praw człowieka została rozwiązana. W ocenie Onyszkiewicza teraz jest dobry czas, by o tym dyskutować.

Szef polskiej dyplomacji Adam Rotfeld powiedział, że nie ma pytania, czy działać na rzecz obrony praw człowieka, bo to oczywiste. Jest tylko kwestia - jak. Na to, jak zauważył, nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi. Minister podkreślił jednak, że dziś ani prawa człowieka, ani sposób rządzenia nie są wyłączną domeną władz, bo państwa mają uprawnienia i legitymację do zajmowania się prawami człowieka poza swoim terytorium. W jego opinii nie obowiązuje już zasada nie wytrącania się w sprawy wewnętrzne innego kraju.

Była amerykańska sekretarz stanu Madeleine Albright powiedziała, że bez międzynarodowej solidarności i pomocy demokracja w wielu krajach jest zagrożona. Według niej, prawa człowieka łamane są, między innymi, w Chinach, Korei Północnej, Zimbabwe i na Białorusi. Podkreśliła, że pomoc Zachodu powinna uwzględniać charakter każdego z narodów. Madeleine Albright podkreśliła również, że wiele narodów jest wdzięcznych Polakom za ich odwagę i decyzje. Odnosząc się do powstania i działalności "Solidarności", przyznała, że w chwili powstania związku czuła się bardzo związana z Polską. Powiedziała, że mimo, iż urodziła się w Czechosłowacji, w dniach "Solidarności" chciała być Polką i uczestniczyć w tym zwycięstwie.

Rzecznik Praw Człowieka w Kosowie Marek Antoni Nowicki ocenil z kolei, że jego misja jest kontynuacją idei ruchu "Solidarności". Powiedział, że w jego biurze w Prisztinie wisi plakat Solidarności. Ma przypominać, że Rzecznik Praw Obywatelskich w Kosowie z taką przeszłością wyrasta z Solidarności i reprezentowanych przez nią wartości. Marek Antoni Nowicki zastanawiał się nad niepewnością i kosztami interwencji międzynarodowych. Na przykładzie Kosowa uznał, że poza wysłaniem wojsk społeczność międzynarodowa nie może zapominać o wprowadzeniu na dane terytorium strukur cywilnych, które zajmą się ochroną ofiar konfliktu. Tak się nie stało w Kosowie, bo żołnierze sił pokojowych NATO nie byli przygotowani na zapobieganie porwaniom, zaginięciom i odwetom. W efekcie doszło do czystki etnicznej kosowskich Serbów i Romów.

Politolog i socjolog lord Ralf Dahrendorf powiedział, że transformacja w krajach postkomunistycznych była bardzo trudna i wymagała wiele wysiłku. Przypomniał, że o mówił o tym już 15 lat temu, po rozmowach z Wojciechem Jaruzelskim. Dahrendorf zwrócił też uwagę, że powstanie "Solidarności" okazało się początkiem końca totalitaryzmu, który upadł w 1989 roku. Dahrendorf podkreślił jednak, że Polska jest przykładem, gdzie doprowadzono do fundamentalnych zmian bez rozlewu krwi. Dodał, że "Solidarność" do dziś jest przykładem dla tych wszystkich, którzy cenią wolność.

Sesja czwarta
Uczestnicy dyskusji o wizerunku "Solidarności" w zagranicznych mediach zgodzili się, że wydarzenia na Wybrzeżu wywarły duży wpływ na zagraniczne media i ich dziennikarzy.

Redaktor francuskiego "L'Express", Bernard Guetta powiedział, że zagraniczni dziennikarze oddali ogromną przysługę "Solidarności". Dodał jednocześnie, że inne narodowości tyle samo zawdzięczają Polakom. Guetta podkreślił, że zagraniczni dziennikarze nauczyli się od Polaków wielu rzeczy. Przypomniał, że mnóstwo zachodnich dziennikarzy zafascynowało się Polską ze względu na "bogactwo inteligencji" jej obywateli. Według niego, można w niej było przede wszystkim odnaleźć tygiel, w którym - jego zdaniem - zebrano to co było najlepsze w trzech wielkich uniwersalizmach: katolickim, żydowskim i komunistycznym. Bernard Guetta przypomniał również o doświadczeniach poprzednich walk Polaków, które nakładając się doprowadziły do ostatecznego zwycięstwa.

Brytyjski dziennikarz Neal Ascherson przyznał, że nie zdawał sobie do końca sprawy, co oznaczało powstanie "Solidarności". Powiedział, że sam dopiero po latach zdał sobie sprawę, że komunizm był wówczas w podobnej sytuacji jak tonący "Titanic". Podkreślił, że "Solidarność" była czymś nieprawdopodobnym. Ascherson zwrócił uwagę, że zagraniczni dziennikarze, którzy byli w Stoczni, musieli zrozumieć strajkujących. Podkreślił, że Polacy czuli wówczas nienawiść wobec polskich mediów, które uważali za kontrolowane przez reżim.

Z kolei dziennikarz "Washington Post" Jim Hoagland powiedział, że należy oddać hołd "Solidarności". Według niego, pomimo, że wydarzenia 80. i 81. roku trwały stosunkowo krótko, ich skutki były długotrwałe. Jim Hoagland przyznał, że początkowo nagłówki amerykańskich gazet mówiły o tym, jak wydarzenia w Polsce widzieli Amerykanie. Dopiero później zaczęto pisać o tym, co dzieje się w rzeczywistości - informowano o strajkach, spotkaniach oraz oczekiwaniach Polaków. Jim Hoagland dodał, że w ten sposób zaczęła się rysować długa historia "Solidarności" i odzyskiwania wolności przez Polskę.

Podsumowanie
Bronisław Geremek zaapelował o pamięć Europy i świata o zrywie solidarnościowym. W przemówieniu kończącym warszawską część międzynarodowej konferencji "Od Solidarności do wolności" przekonywał, że tak jak wówczas, tak i dziś nie może być zgody na świat, w którym nie ma miejsca dla słabych.

W jego opinii, "siła bezsilnych" może się okazać bardzo ważnym czynnikiem politycznym i prowadzić do fundamentalnych zmian ustrojowych w wielu krajach. Bronisław Geremek - były doradca Solidarności, dziś eurodeputowany - apelował o prawdziwą europejską solidarność. Przekonywał, że solidarność i otwartość nie niosą zagrożenia. Wskazywał na absurdalność straszenia Europy przysłowiowym polskim hydraulikiem. Jak to ujął, pierwszym polskim hydraulikiem była Maria Curie-Skłodowska, która przyniosła ze sobą do Francji wiedzę z polskiego uniwersytetu, a potem dwie nagrody Nobla.

Przewodniczący Komisji Europejskiej złożył hołd Solidarności, która umożliwiła zjednoczenie Europy. Jose Manuel Barroso wyraził nadzieję, że dziedzictwo "Solidarnośći" będzie świętowane także za sto i dwieście lat, ponieważ - jak tłumaczył - odwaga i determinacja przywódców Solidarności była inspiracją dla wielu innych, a jej wpływ sięga daleko poza granice Polski.

Przewodniczący Komisji Europejskiej powiedział, że Solidarność pokazała, że pod powłoką dyktatury komunistycznej istniała prężna demokracja. - Solidarność nie przeminęła, nie umarła, wręcz przeciwnie swe korzenie zapuściła głęboko i szeroko w życiu społecznym i gospodarczym w Polsce aż zakwitła w formie pokojowej rewolucji 1989 roku - mówił Jose Barroso. Tłumaczył, że dzięki Solidarności pojawiły się pierwsze rysy na gmachu komunizmu i było już kwestią czasu, by gmach ten załamał się w całym regionie.

Wybór nazwy "Solidarności" Barroso określił jako natchniony. Tłumaczył, że nazwa ta niosła ze sobą siłę, determinację i cel. Umożliwiła też różnym grupom społecznym - od robotników po intelektualistów - zjednoczenie się w jednej sprawie.

Krytykując obserwowane obecnie tendencje populistyczne Barroso apelował też do krajów Europy o większą solidarność i pomoc dla krajów uboższych. Tłumaczył, że poszerzanie Unii Europejskiej o nowych członków przyniosło ogromne korzyści Europie. Wspólny rynek, polityka regionalna - wyliczał korzyści płynące z istnienia we wspólnocie. - Poszerzenie jest sukcesem Europy, a Solidarność stanowi część tego sukcesu - powiedział przewodniczący Komisji Europejskiej.

Strony: 1 2 Następna »