Książka Sardara nie jest jednak gniewnym gromem ciskanym raz w jednych raz w drugich. Krytykując swoich oponentów pisarz za każdym razem umie pokazać ich jako zwykłych ludzi. Nawet jedno lub dwa zdania poświęcone wyglądowi, zachowaniu lub sympatiom i słabościom danej osoby pozwalają nam dostrzec w niej żywego i pięknego człowieka. Dlatego właśnie walka Sardara zdaje się tak wyjątkowa. Opanowując emocje, pisarz formuje słowo z rozwagą, miłością i poczuciem humoru, za każdym razem rozdzielając obraz człowieka od jego poglądów – fanatycznych, zwodniczych, czy po prostu głupich.

Jest to również, a może przede wszystkim książka o tych, których głos jest wciąż tak słabo słyszalny – wykształconych i skromnych, bohaterskich i niepozornych, ludziach walczących w imię dobra, w imię Boga Miłosiernego i Litościwego i przede wszystkim miłującego. Należą do nich członkowie ugrupowania Ijmal, współpracownicy Sardara redagujący czasopismo Inquiry, a także wielu ludzi napotkanych w trakcie podróży w różnych latach i szerokościach geograficznych.

11 września 2001 przeszywa Sardara, podobnie jak miliony innych mieszkańców globu. Jego przerażenie i smutek są tym większe, że towarzyszy im świadomość przejmującej porażki wynikłej z niemocy - stanu narzuconego przez okoliczności, którym mimo ogromnego wysiłku, wielkiej wiary i poświęceniu nie zdołał się skutecznie przeciwstawić.

Jego desperackie poszukiwania kierowane są jednak nie przez pesymistyczne widmo zagłady i nieuchronność jakiejś globalnej katastrofy, ale przez mocną wiarę, że wciąż można i należy przeciwdziałać okropnościom tego świata.

Umiejętność posługiwania się anegdotą i metaforą, precyzyjne konstruowanie całościowej struktury powieści, znajomość ludzkich charakterów, ogromne wyczucie słowa i wielka pasja i namiętność pisania czynią tę książkę lekturą wspaniałą i pod wieloma względami wyjątkową.

Na zakończenie najlepiej więc oddać głos samemu pisarzowi:
Moja podróż doprowadziła mnie do nieuniknionego wniosku: muzułmański Raj nie jest miejscem, do którego można dotrzeć, ale drogą do przebycia. Tak jak nie możemy przestać żyć, nie możemy przestać poszukiwać naszego raju. Ale poszukiwania te są nieustającym stawaniem się. Wszystkie nieudane Raje, które odkryłem zostały odnalezione na podstawie zwodniczej wiary w przybycie do nich. Wszystko, co wtedy pozostało ludziom to przeżywanie niekwestionowanych pewników. Ale podróż, ścieżka do źródła, która określa codzienną wędrówkę, sama w sobie jest drogą myślenia i zapytań. Wędrówka wymaga w szczególności stałej uwagi, obserwacji i pytań, w celu upewnienia się, czy podjęta droga jest tą właściwą, przy zmieniających się nieustannie: krajobrazie i otoczeniu.

(…) Potężne i odkrywane wciąż na nowo metafory Koranu służą mi jako przewodnik w kształtowaniu mej podróży. Dostarczają obrazów i idei, wśród których się poruszam i działam; metafor, za pomocą których uwalniam wyobraźnię i myślę; alegorii, za pomocą których szukam porównań, skojarzeń i zrozumienia. Dostarczają mi wizji lepszego świata, który należy zbudować. Ostrzegają przed tym, co się stać może i dają nadzieję na to, jak mogłoby być. I nawet jeśli przegrywam, podróż trwa. Wciąż szukam szeroko-okich hurys, mojej nagrody za dobroć w imię dobroci; i powtarzam za nimi Pokój, Pokój!
[25]
 

Joanna BOCHEŃSKA