Krawędzie przepaści nie są jednak wzniesione tylko po stronie muzułmańskiej. Poświęcając swoją uwagę światowi muzułmańskiemu Sardar za wszelką cenę stara się nie demonizować Zachodu, działanie takie uznając za jedną ze słabości strony muzułmańskiej. Ale wiele zachodnich demonów zdaje się wypełzać zupełnie samodzielnie, prezentując się czytelnikowi bez udziału „muzułmańskich podszeptów”.

W rozdziale The delights of secularism droga wiedzie pisarza do zeświecczonej na podobieństwo europejskich doświadczeń Turcji, której władze używają represji wobec muzułmanów pragnących poznać swą tradycję i swobodnie praktykować religię. Sardar oddaje głos swoim rozmówcom: oponentowi oficjalnej polityki, profesorowi Stambulskiego Uniwersytetu Technicznego Feruhowi Alptekinowi i przypadkowo napotkanemu oddanemu wyznawcy Kemala Atatürka - Bayanowi Muhibowi. Dla Alptekina islamska tradycja jest nośnikiem wielu ważnych wskazówek, które mogą być pomocne w rozwiązywaniu współczesnych problemów, a wyniesiony na piedestał w postaci kemalizmu turecki nacjonalizm i pragnienie dorównania Zachodowi zdają się być przesycone kompleksem niższości i głęboką wewnętrzną frustracją. Muhib zaś, mówi szczerze o swojej fascynacji i uwielbieniu dla Atatürka, który stał się w jego życiu najwyższym autorytetem. Oba stanowiska mają swoje racje, obaj mężczyźni emanują mądrością i dobrocią. Odpowiedź nie może być więc jednoznaczna. Ale refleksja Sardara nie popada też w relatywizm. Słuchając Muhiba, szanując mądrość starego człowieka, pisarz dostrzega, że jego miłość do Atatürka jest przeniesieniem uczuć, jakie wielu muzułmanów żywi wobec Proroka, a krytyka muzułmańskiej tradycji efektem braku wiedzy i smutną świadomością, że wiele zła dokonano w imię islamu. Czy ten fakt może być jednak decydujący, aby całkowicie odrzucić religię? [21]

W rozdziale The Satanic Verses w całości poświęconemu reakcji na publikację Szatańskich wersetów Salmana Rushdiego, Sardar w przejmujący sposób mówi o swoim buncie wobec zawartego w tej książce przekazu, populistycznego, nieprawdziwego i agresywnego:

Czułem jak gdyby Rushdi splądrował wszystko, co było mi drogie, zniszczył wewnętrzne sanktuarium mojej tożsamości. Każde słowo było skierowane do mnie, wszystko dotyczyło mnie osobiście. Tak – pamiętam moje myśli – musi się czuć osoba zgwałcona. [22]

Jest to również krzyk sprzeciwu muzułmanina wobec głoszącej śmiertelną zemstę odpowiedzi ajatollaha Chomeiniego. Ale paradoksalnie wykształcony Zachód również chce słuchać tylko skrajności. Napaść na religię dokonana przez człowieka pochodzącego ze Wschodu i agresywna odpowiedź ajatollaha są wodą na młyn dla rzeszy dziennikarzy i intelektualistów, którzy jeden przez drugiego starają się dorzucić do tego pandemonium swoje ziarnko niechęci i uprzedzeń. Sardar wraz z przyjaciółmi kołacze od drzwi do drzwi różnych redakcji, ale prawie żadna z nich nie chce publikować muzułmańskiego głosu rozwagi. W imię bardziej lub mniej świadomie przyjętych w danym momencie założeń islam ma utożsamiać zło i zacofanie. Interesująco brzmią słowa napisane w kontekście afery Rushdiego, jak bardzo odpowiadają one również rzeczywistości po publikacji karykatur Proroka w 2005 roku:

Dla nas wolność słowa okazała się drogą jednokierunkową. Walczyliśmy pisząc książkę za książką, ale nasze słowa były uciszane i marginalizowane. W świecie zachodniego sekularyzmu wolność słowa należy do tych, którzy posiadają władzę, lub dostęp do niej i możliwość jej użycia. To jest właśnie problem sekularyzmu. Jako dominująca prawda i doktryna Zachodu pozbawia ona znaczenia i skrywa, wszystko co znajduje się poza jej klarowną perspektywą, potencjał i możliwości pozostające poza schematem jej działania. Sekularyzm maskuje pragnienie władzy i jak wszystkie autorytarne ideologie kultywuje niebezpieczne tendencje [23].

Jak proroctwo brzmią słowa przyjaciela i współpracowniczki Sardara, brytyjskiej muzułmanki Merryl Davies wypowiedziane w obliczu obalenia muru berlińskiego:
Teraz, kiedy imperium zła legło w gruzach, kto zajmie jego miejsce?
(…) To będziemy my, islam będzie następną zmorą, nowym imperium zła. Zachód, w szczególności przemysł zbrojeniowy wciąż potrzebuje diabelskich Innych, by potwierdzić swoją tożsamość i swoje ja, by podtrzymać żywotność swojej polityki. Powróci do swojego pierwotnego Diabła. Sprawa Rushdiego była tylko preludium wskrzeszającym stare uprzedzenia i język pogardy.
[24]