• fot. J. Bocheńska
    fot. J. Bocheńska

Najbardziej byłam jednak pod wrażeniem jeszcze bardziej sympatycznego nauczyciela, który stwierdził, że II wojna światowa rozpoczęła się od ataku Hitlera na Francję. Może bardzo by mnie to nie zdziwiło, gdyby nie fakt, że nauczyciel ten wykładał w szkole historię właśnie. Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że do współczesności jeszcze z dziećmi nie dotarł, a nawet gdyby, to w sumie co z tego. Co tam odległe Polska czy Francja, tutejsza historia też pełna jest, powiedzmy sobie, nieścisłości.

Ponadto kolejny raz zdałam sobie sprawę, że historia jest tak naprawdę produktem o zupełnie dowolnych elementach w zależności od chociażby takiego nauczyciela. Czymże jest więc obalanie takich czy innych teorii, kiedy wszystko sprowadza się do elementów tak bardzo podstawowych, jak realizacja określonej wersji historii w szkole. Ten nosiciel kaganka oświaty jest przynajmniej dość miły i przystojny, może będzie chociaż obiektem westchnień jakiegoś podlotka.

Witalik

Przedmiotem mojego zainteresowania jest też ostatnio Witalik, obywatel Białorusi, mieszkający w Moskwie, student geografii i właściciel małej firmy, z zapałem podróżujący stopem i wykrzykujący słowa zachwytu pod adresem okolicznych wspaniałości. Witalik w swoim czerwonym kapelusiku wygląda tu dość niezwykle i w jakimś sensie jest niezwykły gdyż niewielu spotkałam Rosjan- turystów (nie wczasowiczów), a już na pewno nie wielu podróżujących stopem. Postanawiam więc potraktować go jako jaskółkę, która wprawdzie wiosny nie czyni, ale bywa jej zwiastunem. Dodajmy, że Witalik jest rodem z pogranicznego z nami Brześcia, a we wczesnej młodości fascynował się nadawanymi w polskiej telewizji Smerfami. Kiedy wkroczył do hotelu oświadczył że jest Rosjaninem, podróżuje zawsze autostopem i nie ma dużo pieniędzy. Wystrzelony jak z karabinu maszynowego, ten krótki komunikat stawał się czymś w rodzaju motta życiowego, stylu i intencji bycia.
Witalik mimo pewnej powierzchowności patrzenia i nastawieniu głównie na niezwykłość swojej podróży jest jednak sławnyj małyj. Pod czerwoną czapeczką skrywa się dość baczne oko, trochę wiedzy i jakaś pasja życia, manifestowana niechęć do polityki i również żywiołowa chęć zrobienia na swojej niezwykłej podróży dość dobrego biznesu. Dziś po południu roztoczył przede mną wizję wożenia Rosjan z Moskwy minibusem do Trabzonu, a potem dalej przez Turcję po Kurdystan, aby wszystkim zaserwować tę niezwykłą „prikolnost”.

Prikolno, superski i kłasno to naturalnie podstawowe słowa mojego Brześcio-Moskwianina, ale, choć uśmiecham się do nich z lekka ironicznie, to jednak ciepło i serdecznie. Spodobała mi się zresztą wizja „nowych ruskich” jadących w podróż swego życia – rozreklamowanej jako obóz przetrwania – minibusem do Kurdystanu. Jak znam Rosjan, to za włożone w tą „prikolnost” pieniądze i zgodnie z przyjętym postanowieniem i nastawieniem dojechaliby nawet do samego piekła. Postanowiłam się nawet przyczynić do tego biznesu i napisać coś o Kurdystanie do takiej rosyjskiej reklamówki-folderu.

Witalik w ramach pasji życia, z właściwą Rosjanom absolutnością lubi też ryzyko, więc gdyby nawet został porwany przez którąś terrorystyczną grupę, to by się nie zmartwił, bo byłoby to prikolno. A jeszcze bardziej prikolno byłoby jego zdaniem gdyby Łukaszenko, pod którego jurysdykcję Witalik podlega musiał pertraktować z terrorystami. O, ja też uważam, że byłoby to dość prikolno, ale poradziłam Witalikowi żeby poddał swoją pasję pod rozważną refleksję. Uważa on bowiem, że ugrupowania terrorystyczne, jako zabarwione ideologicznie nie są zainteresowane w robieniu krzywdy zakładnikowi, gdyż składają się z idealistów, a nie otmarozkow. Ta idealna wizja jest jednak moim zdaniem zbyt idealna, co też pospieszyłam Witalikowi wyznać. W zaufaniu jednak wierzę w ludzki charakter terrorystów, a to nie wyklucza jednoczesnego istnienia idealisty i złoczyńcy, nieraz nawet w jednej osobie. Lepiej zatem być świadomym dwóch ewentualnych możliwości, co wcale nie oznacza, że myśl taka ma zamknąć wrota podróży.