• fot. J. Bocheńska
    fot. J. Bocheńska

Krytyka

Stary Kurd, którego szanuję snuł mi dziś opowieść o swych rodakach, będących w jego przekonaniu najbardziej pozbawionymi moralności, nastawionymi tylko na własną korzyść, dla niej gotowych pokłócić się z rodzonym bratem, skorych do kłótni i nie mogących znaleźć jakiejkolwiek jedności i porozumienia. Dopóki oni sami nie nauczą się kierować wyższymi wartościami, nikt nigdy nie będzie w stanie zaprowadzić na ich ziemiach porządku, a jakakolwiek inwestycja zostanie w krótkim czasie rozdziobana…
Nielitościwe to słowa, niosące jednak mądrość doświadczonego człowieka, a co więcej człowieka, który stąd nie wyjechał i cały czas próbuje na swym małym poletku walczyć o ład i porządek w rozsypującym się w brudzie i bylejakości miasteczku.

Może jednak słowa te nie ujawniają całej prawdy.

Od kilku lat do Dogubayazit przyjeżdża pewien Holender, który, jak twierdzi uległ pod Górą cudownemu uzdrowieniu z choroby nowotworowej i postanowił jakoś się temu miejscu odwdzięczyć. Nauczył się tureckiego. Przy drodze do pałacu Ishaka Paszy wybudował kemping, kawiarnię pod gołym niebem i plac zabaw dla dzieci. Styl kawiarni nawiązuje do kurdyjskiej tradycji. Jest tu czysto i pracują tu tubylcy. Miejsce stało się modne i lubiane, odbywają się tu często weseliska i inne miejscowe imprezy. Trudno powiedzieć żeby Holender zbił na tym przedsięwzięciu majątek, zdaje się że musi nawet wciąż jeszcze do niego dokładać, ale ofiarowana inwestycja cechuje się szacunkiem i otwarciem na ludzi i ich kulturę. Być może ten biznes sprawia mu po prostu satysfakcję?

Języki

W moim kurdyjskim domu mieszają się trzy, a teraz to już nawet cztery języki: kurmandżi, sorani, turecki i polski. Dziwny to konglomerat. W pewnych momentach ulega wymieszaniu w istocie jednak w każdym wypadku zachowuje swoją strukturę gramatyczną. No może najmniej turecki, bo nosiciela tego języka nie ma tu żadnego.
Sinur, panna młoda która przybyła tu z Kurdystanu irańskiego nie uległa ani turkizacji, ani „kurmandżizacji”. Mimo, że upłynął rok od jej przyjazdu mówi dalej po sorani. Wplotła wprawdzie w swoją mowę trochę słów kurmandżi zastępując te mniej znane tu odpowiedniki sorani, np. mezin (duży) zamiast sorańskiego gewre, a także kilka słów tureckich, ale struktura gramatyczna i fonetyka są sorańskie i w sorani mówi też do swego maleńkiego synka Ferhada. W sorani rozmawia ze swym mężem i jego rodziną, którzy być może nauczyli się już ją rozumieć, a może po prostu robią tylko takie wrażenie….Rozumienie języka i rozumienie siebie nawzajem to jeszcze nie to samo.