Mój żydowski przyjaciel sprzed lat przeżył Holocaust. Pięćdziesiąt osób z jego rodziny zginęło w niemieckich obozach koncentracyjnych. Przez wiele lat nie mógł przyjechac do Polski, którą uważał za wielki cmentarz rodzinny i bał się bólu, z jakim musiałby się skonfrontować.

 

W końcu przyjechał. Poznaliśmy się i mocno zaprzyjaźnili. Wiele czasu spędzaliśmy razem. Opowiadał o tym, jak wyglądało jego życie jeszcze przed wojną. Przed wojną, podkreślam. Kiedy przechodził koło kościoła w Krakowie w święta wielkanocne, dostał kamieniem. Za to, że był Żydem.

 

Bernard, bo tak ma na imię znajomy, dobrze pamiętał antysemityzm, z jakim się spotkał. Bolał go on niemal tak samo, jak Holocaust. Antysemityzm jest bowiem przecież zbrodnią z nienawiści- hate crime. Badania socjologiczne mówią, że hate crime jest szczególnie źle przyjmowana przez ofiary, bo nienawidzi się je albo krzywdzi nie dla dóbr materialnych czy z powodu ideologii- krzywdzi się je za to, kim są, czyli krzywdzenie to dotyka bez pośrednio ich istoty, ich „ja”.

 

Inni żydowscy znajomi Bernarda (np. nieodżałowany Felek Szarf) opowiadali o getcie ławkowym, o tym, że na uniwersytetach na kierunkach prawa czy medycyny wprowadzono ograniczenia dla Żydów. Gwoli ścisłości dodam, że nie tylko w Polsce tak się działo. Podobne ograniczenia wprowadzili również Włosi przed drugą wojną światową. I inne kraje. I oczywiście, przede wszystkim, Niemcy. Antysemityzm przed wojną był wszechobecny. Teraz zreszta też się ma dość dobrze...więcej..>>

 

03/09/2011