Jan Piekło - krakowski dziennikarz, absolwent polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, zaczynał karierę w "Gazecie Krakowskiej". Po 13 grudnia 1981 przez sześć lat pracował jako nauczyciel i terapeuta w Klinice Psychiatrii Dzieci i Młodzieży; publikował i pracował w prasie podziemnej. Po 1989 r. pracował w "Tygodniku Powszechnym", relacjonował wydarzenia rewolucji w Rumunii. W 1990 podjął staż zawodowy w USA, w teksaskim dzienniku "Fort Worth Star-Telegram". Swoje reportaże z targanej wojną Jugosławii publikował m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Przekroju", nowojorskim "Nowym Dzienniku", oraz prasie amerykańskiej i szwedzkiej. Wydał książki "Epitafium dla Jugosławii" i "Moje odkrywanie Ameryki".

 

Dla www.tolerancja.pl napisał:

 

Epitafium dla Jugosławii


Kiedy po raz pierwszy udałem się w reporterską podróż do objętych nacjonalistycznym szaleństwem krajów byłej Jugosławii, wiodła mnie tam chęć zrozumienia, dlaczego tak się stało, dlaczego wybuchła tam wojna. Przez parę lat, podróżując do Serbii, Chorwacji, Macedonii, Kosowa i Bośni, szukałem odpowiedzi na to pytanie. Rozmawiałem z prostymi ludźmi, wieśniakami, żołnierzami i dziećmi, z dziennikarzami z Belgradu, Chorwacji i Sarajewa. W wyniku tych rozmów powstał zbiór reportaży, które wydałem pod tytułem "Epitafium dla Jugosławii".

Napisałem je dlatego, że narastało we mnie coraz bardziej krytyczne nastawienie wobec tego, jak media przedstawiały konflikt na Bałkanach. Gdybym mediom zawierzył, prawdopodobnie nie przeszłoby mi przez myśl, by jechać na tereny objęte wojną. Tam zrozumiałem, że politycy i media postawili mieszkańców poszczególnych republik byłej Jugosławii wobec faktu dokonanego - kazano im określić się etnicznie, właściwie nie pozostawiając możliwości wyboru. Zobaczyłem, jak media okazały się bezradne w przekazywaniu złożonej prawdy o konflikcie na Bałkanach i jak przysłużyły się do tego, by zantagonizować żyjące tam grupy narodowościowe. Ujrzałem mechanizmy wzniecania wzajemnej nienawiści i budowania postaw rasowej nietolerancji. Szybko pojąłem, że w naszej okaleczonej dwiema wojnami Europie na ruinach systemów komunistycznych łatwiej przychodzi stworzyć nacjonalistyczną dyktaturę zamiast stabilnej demokracji. Wystarczy tylko czerwony sztandar zamienić na barwy narodowe a pojęcie socjalizm na ideę Wielkiej Serbii, Chorwacji czy islamskiego państwa. Reszta może pozostać ta sama, nie trzeba żmudnie przebudowywać całej filozofii rządzenia krajem ani zmieniać mentalnych nawyków obywateli...

 

 

Nacjonalizm a komunizm

 

W powojennej Europie Środkowo-Wschodniej komunizm, posługując się przemocą, terrorem psychicznym i fizycznym, zamroził wszystkie nabrzmiałe w poprzednich latach konflikty narodowościowe. Zgodnie z doktryną marksistowską samo pojęcie nacjonalizmu było czymś zakazanym. Czasami jednak komunistyczni dyktatorzy używali nacjonalizmów jako narzędzia do osiągnięcia stawianych sobie celów politycznych. Tak np. postępował Nicolae Ceausescu w Rumunii czy później Slobodan Milosević w Serbii. Również polscy komuniści - Bolesław Bierut, Władysław Gomułka, Edward Gierek czy Wojciech Jaruzelski - używali nacjonalistycznej retoryki do zapewnienia sobie społecznego poparcia.

Analizując zagadnienie nacjonalizmu, który jako termin został zohydzony przez komunistyczną, promującą ideę internacjonalizmu propagandę, należy przeciwstawić mu pojęcie patriotyzmu. Patriotyzmem możemy nazwać pożyteczną formę nacjonalizmu występującą przeważnie wśród narodów uściskanych lub podporządkowanych innym, stojącą w opozycji do skrajnych odmian postaw nacjonalistycznych takich jak szowinizm, faszyzm (narodowy socjalizm) czy rasizm. Rzadko zdarza się, żeby wymienione wyżej postawy występowały w swojej czystej postaci (jak np. w faszystowskich Niemczech), często wątek patriotyczny przeplata się z bardziej radykalnymi formami nacjonalizmu lub je generuje. Należy także podkreślić, że nacjonalizmy w znacznym stopniu przyczyniły się do rozmontowania systemu komunistycznego. Po runięciu muru berlińskiego i rozpadzie Związku Sowieckiego odżyły wszystkie zamrożone przez komunizm, nierozwiązane, nabrzmiałe konflikty narodowościowe, niespełnione idee i nacjonalistyczne tęsknoty. Kompleksy i problemy, które wydawały się historycznym folklorem, zaczęły kształtować scenę polityczną krajów byłego bloku komunistycznego. Pierwszą ofiarą tego procesu stała się Jugosławia, następną w kolejce nieuchronnie jest Rosja. Radykalizujące się nacjonalizmy tworzą liczącą się siłę polityczną także w innych krajach, również i w Zachodniej Europie. Potraktujmy przypadek Jugosławii jako ostateczne ostrzeżenie przed grożącym Europie efektem domina.

 

 

Media w Jugosławii

 

Gdyby dziesięć lat temu ktoś powiedział nam, że w Jugosławii wybuchnie wojna, zareagowalibyśmy uśmiechem niedowierzania. Może także odpowiedzielibyśmy:
- Nie, to niemożliwe, to nie może się zdarzyć w powojennej Europie.
Dlaczego więc do tego doszło? Zadajmy bardziej konkretne pytanie: dlaczego media w byłej Jugosławii rozpoczęły tę wojnę?

Odpowiedzi jest więcej niż jedna. Tak jak w innych komunistycznych krajach, tak i tu dziennikarze byli podporządkowani władzy. Kiedy komunistyczni politycy - tacy jak Slobodan Milosević w Serbii czy później Franjo Tudjman w Chorwacji - pragnąc pozostać przy władzy włożyli na siebie nacjonalistyczne kostiumy, większość dziennikarzy wykonała ten sam manewr, pragnąc utrzymać swoje stanowiska. Media, zamiast uprawiać propagandę komunistyczną, zaczęły promować idee nacjonalistyczne. Retoryka i środki pozostały te same, zmienił się tylko cel. Zabroniona w czasach Tity ideologia nacjonalistyczna była dla ludzi atrakcyjniejsza, gdyż oferowała im coś nowego (lub przynajmniej nowe opakowanie dla w gruncie rzeczy tego samego totalitaryzmu). Media podgrzewały nacjonalistyczne nastroje zagrzewając ludzi do nienawiści, przygotowując ich do wojny i zabijania siebie nawzajem.

Zarówno prasa, jak radio i telewizja relacjonowały wydarzenia z perspektywy poszczególnych republik. Zabrakło obiektywnego czynnika, choćby prób szerszego zestawienia faktów. W rezultacie zaistniały "prawdy": serbska, chorwacka, muzułmańska, albańska i każda z nich wykluczała pozostałe. Kiedy wybuchła wojna, serbskie media nazywały Chorwatów "ustaszami", Muzułmanie zostali "islamskimi fundamentalistami", Albańczycy - "faszystami". Chorwackie i bośniackie media zaś zrobiły z Serbów "czetników"... Dziennikarze zaczęli używać terminologii z czasów II wojny światowej, przywołując klisze z przeszłości. Jugosławia cofnęła się w czasie. Młodzi chłopcy wcielili się w czetników czy ustaszy i, jak ich ojcowie i dziadowie, rozpoczęli partyzancką wojnę w górach Bośni. Wśród Muzułmanów odżyła idea świętej wojny wydanej prawosławnym Serbom. Wyglądało to jak powtórka z historii, nawet tej sięgającej średniowiecza.

Politycy i posłuszne im media zmusiły mieszkańców republik byłej Jugosławii do etnicznego samookreślenia się. Nacjonalistyczni politycy decydowali o ich losach, zakreślali granice, artykułowali roszczenia terytorialne posługując się falą nienawiści, którą sprowokowali. Dziennikarze, którzy nie określili się etnicznie, tracili pracę.

Strony: 1 2 Następna »