Kosowo w przeddzień niepodległości - wywiad

 

Stefan Wilkanowicz: Witam serdecznie w naszej Fundacji. Właśnie wróciliście Państwo z Kosowa. Będę bardzo wdzięczny za pierwsze wrażenia i pierwsze refleksje. Najpierw jednak poproszę o przedstawienie się.

 

Katarzyna Syska: Ja jestem doktorantką na Uniwersytecie Jagiellońskim, na Wydziale Filologicznym i w zasadzie zajmuję się Rosją, ale Kosowo natychmiast przypomina mi sprawy Związku Radzieckiego i Rosji…

 

Marcin Żyła: Jestem redaktorem miesięcznika „Znak”, od paru lat jeżdżę na Bałkany.

 

SW: Pierwsze moje pytanie, proste i trudne zarazem: czy jest szansa na wyciszanie się konfliktu czy też będzie on narastał?

 

MŻ: Bardzo trudno coś powiedzieć. Ten konflikt trwa od wielu lat, a jedyna różnica w porównaniu z dawną sytuacją jest ta, że teraz mówi się o nim w mediach…Zachodnie Bałkany są dość rzadko obecne w polskich mediach. Podział Kosowa był od dawna widoczny, dziś mamy zaś niepewność: co się będzie dalej działo? Ja jestem dość dużym pesymistą. Po powrocie mam wrażenie jakiejś schizofrenii. Byliśmy w Mitrowicy na dzień przed ogłoszeniem niepodległości, przechodziliśmy kilkakrotnie przez most, byliśmy najpierw po stronie serbskiej a później albańskiej, dwa światy : po albańskiej stronie ogromny entuzjazm, po serbskiej cisza, gorycz, smutek – trudno sobie to wyobrazić jako jedno państwo…

 

KS: To, co widzimy w mediach po powrocie, jest dla nas wielkim zaskoczeniem – był entuzjazm i smutek, ale jeszcze nie było tych gwałtownych akcji, o których słyszymy. Jeżeli ten konflikt ucichnie, to na pewno nie prędko…ja też jestem pesymistką.

 

SW: Czy istnieją szanse, że prawa Serbów będą przestrzegane? Takie są oczywiście deklaracje władz, ale czy są one możliwe do spełnienia?


KS: To na pewno jest proces, który trzeba realizować. Same regulacje prawne muszą mieć miejsce i o to nowy rząd prawdopodobnie zadba. Natomiast co do przemiany świadomości mieszkańców Kosowa trzeba być realistą, to będzie długotrwały proces. Nasze możliwości? Najpierw trzeba zauważyć, że dla Albańczyków język polski jest podobny do serbskiego i już to budzi nieufność – i utrudnia proces zmiany świadomości.

 

SW: Ale jest szansa, że będzie się on rozwijał?

 

KS: Jeśli Kosowo ma istnieć to musi się rozwijać. Trzeba dołożyć wszelkich starań aby się rozwijał, także przy pomocy organizacji pozarządowych, to ma być praca od podstaw.

 

MŻ: Serbowie nie chcą żyć w Albanii, a dla nich Kosowo właściwie jest Albanią. Widzieliśmy to – brak poczucia tożsamości albańskich mieszkańców Kosowa, oni się czują wykorzenieni, nawet na poziomie symboli. Wyobraźmy sobie: Wielkopolska ogłasza niepodległość i na ulicach ludzie wiwatują oraz machają niemieckimi flagami. Oczywiscie to nie całkiem poprawne porównanie, ale wyobrażam sobie co czują Serbowie patrząc na albańskie flagi.

 

KS: Tożsamość to podstawowa sprawa, a dla Serbów albańscy mieszkańcy Kosowa mają albańską tożsamość.

 

MŻ: „Kosowarzy” to nazwa politycznie poprawna, ale sztuczna. To podobnie jak w Bośni. Chcielibyśmy wszystkich mieszkańców Bośni i Hercegowiny nazywać Bośniakami, ale nic na to nie poradzimy, że oni identyfikują się jako Serbowie, Chorwaci i Muzułmanie…(Muzułmanie z dużej litery bo tam to chyba bardziej kultura niż religia - SW). W Kosowie tożsamość też niejasna.

 

SW: Jakie są szanse pozytywnej ewolucji? Szerokiej kampanii edukacyjnej? Co mogą robić organizacje międzynarodowe, co my możemy robić? Jakie szanse dotarcia do dzieci i młodzieży? Przecież wiadomo, że jak się dzieci od małego uczy nienawiści to nic dobrego z tego nie może wyniknąć. Jakie możliwości mają tu organizacje pozarządowe? Edukacyjne, społeczne, międzynarodowe i polskie?

 

KS: Wydaje mi się, że międzynarodowa współpraca jest tu konieczna. Do tej pory to tylko KFOR, wojsko jest czynne. Ale mundury, czołgi i druty kolczaste nie sprzyjają budowie pozytywnych relacji, dlatego na pewno działalność organizacji społecznych jest nieodzowna, trzeba nauczyć samych mieszkańców Kosowa jak się organizować. Potrzeba jest olbrzymia, ale czy będzie otwartość na przyjecie tej nauki?

 

SW: A czy spotkaliście jakichś „Kosowarów”, Albańczyków czy Serbów, którzy byliby chętni do dialogu, czy też jest to jeszcze poza granicami wyobraźni?

 

: Nie spotkałem nikogo takiego…

 

KS: Trzeba tu wziąć pod uwagę barierę językową – mieszkańcy Kosowa słabo znają angielski, lepiej niemiecki, ale on nam sprawia trudności..Poza tym to było jeszcze za wcześnie na myślenie o dialogu, wszyscy żyli euforią lub smutkiem.

 

MŻ: Powinno się budować jakieś mosty porozumienia. W tej chwili obie społeczności są zupełnie odizolowane od siebie i tu potrzebne są działania ze strony organizacji miedzynarodowych i funduszy integracyjnych. Jest tu mnóstwo pracy do wykonania. W pewnym sensie przypomina to sytuację w Bośni po pokoju w Dayton. Tam te programy jakoś funkcjonują, ale mimo to istnieją duże trudności z osiągnieciem jedności tego kraju. Dzisiaj słyszymy, że jego serbska część grozi ogłoszeniem niepodległości.

 

Dla Serbii i Kosowa jedyną szansą jest integracja europejska. Jest to paradoks – gdy granice znikają na Bałkanach tworzą się nowe państwa. Czarnogóra w ubiegłym roku odłączyła się od Serbii – przy dużym poparciu Zachodu. Unia Europejska musi zdawać sobie sprawę z odpowiedzialności za powstałą sytuację. W Czarnogórze nie było w tej sprawie jednomyślności, za jej odłączeniem głosowało pięćdziesią kilka procent, a czterdziesci kilka przeciw.

 

Unia Europejska gorąco zachęcała Czarnogórców do odłączenia się, twierdząc że to przyspieszy integrację. Nie wiem czy to nie był błąd, czy nie lepiej by było przyczynić się do budowy wieloetnicznego państwa, które obejmowało by i Kosowo i Czarnogórę, dawało autonomiczny status Wojwodinie, zamieszkałej przez Węgrów. Tu nie chodzi o jakąś tęsknotę za Jugosławią, od tego jestem najdalszy. Wymagałoby to wtedy ogromnej pracy, ale może były jakieś szanse powodzenia. Dzisiaj oczywiscie jest na to za późno. Dzisiaj prawdziwą szansą może być tylko integracja europejska, tylko ona może uspokoić sytuację na linii Serbia-Kosowo.

 

SW: A co my możemy zrobić? Może coś bardzo małego, ale coś zacząć. Czy tylko mamy się przyglądać?

 

MŻ: Powinniśmy najpierw lepiej poznać tę sytuację. Można tam podróżować, to przecież nie jest tak daleko. Rząd i organizacje pozarządowe powinny przygotować jakieś programy pomocowe.

 

Może by się dało zorganizować jakąś wspólną szkołę dziennikarską? Na przykład dla Serbów, Albańczyków i Czarnogórców? Aby uczyć pokazywania różnic bez wzbudzania nienawiści. Wiemy przecież jak negatywną rolę odegrały media na Bałkanach w okresie ostatnich kilkunastu lat.

 

SW: To by mi się bardzo podobało. A na początek może jakieś niewielkie spotkanie, może tylko dziesięciu osób, dziennikarzy reprezentujących te społeczności, z dodatkiem Bośni i Hercegowiny. Aby się poznać i szukać jakiegoś rozwiązania.

 

KS: Wydaje mi się, że takie pokojowe konfrontacje są bardzo ważne. Kosowo było zamkniętym obszarem o bardzo utrudnionym kontakcie z Europą Zachodnią, a stamtąd można czerpać różne modele, dobre modele. Bardzo ważne jest pytanie o elity, o to kto i jak będzie uczył. Jacy będą absolwenci kosowskich uniwersytetów? To przecież oni będą tworzyć modele i idee. Spotkania międzynarodowe są tu nieodzowne.

 

SW: Bardzo dziękuję za to spotkanie – na jego praktyczne rezultaty trzeba będzie pewnie trochę poczekać, ale nie zrażajmy się trudnościami.