Konflikt palestyńsko-izraelski oczami Ewy Jasiewicz z organizacji Free Gaza Movement


 

"Chcemy uświadomić ludziom w Polsce na czym polega problem palestyńsko-izraelski. Pokazać, że to też dotyczy Polski"

 


Ewa Jasiewicz jest dziennikarką, organizatorką społeczności i związków zawodowych (organizowała między innymi związki zawodowe ostatniej fali emigrantów z Polski pracujących w Wielkiej Brytanii) oraz pracowniczką organizacji solidarnościowych na Zachodnim Brzegu Jordanu i w okupowanym Iraku. Jako działaczka Ruchu Wolna Gaza była świadkiem operacji "Płynny Ołów". Stała się szerzej znana na świecie po tym gdy w Iraku na konferencji prasowej amerykańskiego generała Sancheza rozwiesiła plakat  z napisem "Masakra trwa nadal" – została siłą usunięta przez żołnierzy. Ewa Jasiewicz jest również działaczką niedawno rozpoczętej Kampanii Solidarności z Palestyną www.kampania-palestyna.pl oraz redaktorką Le Monde Diplomatique Edycja Polska. Jej książka "Gaza Getto Nieujarzmione" ukaże się w Polsce w marcu. Urodziła się w 1978 roku w Londynie w rodzinie polskich emigrantów z armii Andersa.


 

Szymon Graniczka: Jak to się stało, że twoje życie potoczyło się w taki sposób? Walczysz o prawa człowieka w Palestynie.

Ewa Jasiewicz: Po pierwsze działam w organizacji Free Gaza Movement - to organizacja stworzona przez zwykłych obywateli, którzy chcą zakończyć nielegalną okupację Palestyny. To oddolna, społeczna, demokratyczna inicjatywa na rzecz przestrzegania praw człowieka, wykonuje to czym powinny zająć się nasze rządy, a czego nie robią. Ale to nie jest moja jedyna motywacja, nie chodzi tylko o Gazę. Wszystko zaczęło się w 2002 roku, kiedy pierwszy raz trafiłam do Palestyny, to był Zachodni Brzeg Jordanu i przyjechałam tam jako wolontariusz organizacji ISM - International Solidarity Movement (Ruchu Międzynarodowej Solidarności). Wcześniej w Londynie działałam w ruchach ulicznych na przykład w Reclaim The Streets, czyli Odzyskać Ulice. Ale czułam, że to nie jest to, że chcę zrobić więcej. Duży wpływ na moją decyzję wywarły moje żydowskie koleżanki, które zachęcały mnie do działania w ISM. Zdałam sobie sprawę, że ludzie z zachodu mają większe możliwości stawić czoło izraelskiej okupacji i przeżyć, niż ci pochodzący z Palestyny.

SG: Jak bardzo twoje poglądy zostały ukształtowane przez twoje korzenie? Pochodzisz z rodziny andersowskiej, która zamieszkała po wojnie w Wielkiej Brytanii.

EJ: Owszem, moja rodzina miała na mnie duży wpływ. Mój ojciec był w armii Andersa, brał udział w brytyjskiej okupacji Palestyny - jednak nie działo się to z jego własnej woli – to wszystko było skutkiem wielkiej światowej polityki, realizacji brytyjskiego mandatu. To kim był ojciec uświadomiłam sobie dopiero później. W czasie wojny był w łagrach, potem dużo chorował. On uświadomił mi, że wojna to największe zło jakie może istnieć na ziemi. Wpajała mi to również moja matka. Rodzice nie chcieli wracać do stalinowskiej Polski i zostali w Wielkiej Brytanii, ale z czasem uświadomili sobie, że współczesny system wyzysku kapitalistycznego też im się nie podoba.

SG: Tak ukształtował się twój światopogląd?

EJ: W pełni ukształtował się w tych ruchach ulicznych w Londynie, ale jak wspomniałam ogromny wpływ miało środowisko w którym się wychowałam, a więc dom imigrantów z Polski. Urodziłam się w Londynie, rodzice posyłali mnie w sobotę do polskiej szkoły, a w niedzielę chodziłam do polskiego kościoła, brałam również udział w zajęciach prowadzonych w polskim ośrodku w Hammersmith. Poza tym w młodości poznałam wielu ludzi nie pochodzących z Wielkiej Brytanii, którzy przybyli tam ze wszystkich krajów świata. To po rozmowach z nimi spostrzegłam, że istnieje rasizm - to mnie ogromnie uderzyło. Zadawałam sobie pytania, dlaczego ktoś może być pobity, wykluczony, tylko ze względu na pochodzenie, kolor skóry, wyznawaną religię. Studiowałam antropologię na Goldsmith College i podczas nauki badałam antropologiczne źródła kolonializmu. W czasie studiów zaangażowałam się też w działalność grup anarchistycznych i antyfaszystowskich, bardzo podobało mi się w nich, że każdy kto chciał mógł działać – to były bardzo otwarte środowiska. Następnie włączyłam się protesty partii lewicowych przeciw wprowadzeniu opłat za studia. Sama miałam stypendium dzięki któremu mogłam się uczyć. Te pieniądze bardzo odciążyły moich rodziców, w innym wypadku nie stać by mnie było na studia. Jeżeli klasa robotnicza nie będzie miała dostępu do nauki, to współczesny system klasowy zostanie jeszcze wzmocniony. Edukacja ma ogromne znaczenie dla przełamywania barier, daje ludziom biednym szanse na lepsze życie, wyrwanie się z często patologicznego środowiska. Edukacja otwiera oczy na świat - to prawo, nie przywilej.

SG: Powiem szczerze, twoje działania są według mnie radykalne, byłaś w najniebezpieczniejszych miejscach na świecie; na Zachodnim Brzegu Jordanu, w Iraku, w Gazie. Skąd czerpiesz siłę do działania?

EJ: Szczerze powiem, bardziej boję się o to jak będzie wyglądał świat i jaka będzie przyszłość jeżeli nie będziemy działać przeciw niesprawiedliwości. Mniej boję się o własne życie, niż o życie ludzi, którzy żyją w tamtych miejscach na co dzień i myślę, że moje życie nie jest lepsze czy gorsze od ich. Walka o ich prawa daje mi siłę, bo to walka także o moje prawa – wszyscy powinni mieć te same prawa i możliwości. Chciałabym tam mieszkać, a paszport brytyjski pozwala mi zawsze stamtąd uciec. Ci ludzie, którzy tam mieszkają nie mają takiej szansy. Nie chcę spędzać czasu nad książkami, siedzieć za biurkiem z komputerem. Pojechałam do Iraku, bo widziałam już wojnę w Palestynie, myślałam, że wiem czego się spodziewać – pomyliłam się. Tam było znacznie niebezpieczniej. W Palestynie ludzie są bardzo otwarci, przyjaźni – to otwarte społeczeństwo. W Iraku tego nie było. Tam społeczeństwo było raczej nieufne – to skutek dyktatury oraz złej reputacji Ameryki, Anglii i w ogóle zachodu, poza tym większość Irakijczyków nigdy nie miało kontaktu z organizacjami solidarnościowymi, tylko raczej z ludźmi, którzy z zewnątrz przybywają na pomoc. A za to co tam się dzieje, jesteśmy odpowiedzialni wszyscy. Spodziewam się, że ludzie którzy mają na myśli dobro całego świata powinni zaangażować się w działania na rzecz pokoju. Apatia rodzi radykalizm, odczłowieczenie, wzmacnia wyzysk, przez nią na świecie rządzą interesy partykularne, a nie zbiorowe.

SG: Jeździsz po Polsce i uczestniczysz w pokazach filmu "Zastrzelić Gazę". Wczoraj go oglądałem, to bardzo mocny film… Dlaczego powstał?

EJ: Tak naprawdę to powstał przypadkowo. Do Gazy przypłynął Alberto Arce – działacz Free Gaza Movement - chciał sfilmować codzienne życie, jakie toczy się w Gazie pod oblężeniem, nikt z nas nie spodziewał się, że lada chwila rozpocznie się izraelska operacja "Płynny ołów". Kiedy rozpoczęła się ofensywa, Alberto chciał pokazać działanie ratownictwa medycznego podczas tego konfliktu. To jest kluczowe zagadnienie dla tego co się tam dzieje. Pomoc służb medycznych podczas działań wojska musi być chroniona, tymczasem Izrael tego nie przestrzega. Świat musi wiedzieć co się tam dzieje, a media są skutecznie odcięte od informacji stamtąd. W Izraelu przekazują jedynie to na co pozwoli izraelski rząd. Film ma pokazać konflikt widziany od strony Palestyńczyków, Alberto chciał być jak najbliżej zwyczajnych ludzi i ich problemów w czasie ataku.

SG: W związku z filmem pojawią się, lub już się pojawiły, oskarżenia o epatowanie przemocą. Po co tyle drastycznych scen w tym filmie?

EJ: To sytuacja w Palestynie jest drastyczna. A rzeczywistość jest tam znacznie bardziej brutalna. Według mnie scena ze śmiercią dziewczynek w szpitalu była rzeczywiście za długa i zbyt mocna. Powiedziałam Alberto, żeby ją skrócił , ale on chciał żeby widz czuł się tak samo jak on, jakby był w tym szpitalu. W Gazie zdarzały się nam naprawdę niebezpieczne sytuacje, jak wtedy, gdy zaraz obok nas na dom spadły bomby. Siedzieliśmy wtedy w czterech karetkach, izraelska armia doskonale wiedziała, że tam jesteśmy, bo obserwowali teren za pomocą bezzałogowych samolotów zwiadowczych. Mimo to zaatakowali, to był samolot F-16. W wielu innych sytuacjach pociski świstały wokół nas. Inna historia. W ostatnim dniu ofensywy, izraelska armia zbombardowała szkołę pociskami z białym fosforem. Przyjechaliśmy tam na miejsce, panował totalny chaos, strach. Biały fosfor spala ubranie, topi skórę i kości. To była szkoła ONZ, ukrywało się w niej ponad tysiąc ludzi. Zginęło dwoje dzieci w wieku 5 i 7 lat. Spytaliśmy się władz szkoły, czy możliwe jest, że tam ukrywali się bojownicy. Odpowiedzieli, że to niemożliwe – budynku pilnowali strażnicy, by nikt niepowołany tam nie wchodził. W czasie operacji "Płynny ołów" Izrael bombardował też białym fosforem cywilne dzielnice Dżabaliji.

SG: Rozumiem oburzenie atakiem na Gazę, ale przecież palestyńscy bojownicy ostrzeliwuję stamtąd terytoria Izraela. Czy ten kraj nie ma prawa do samoobrony?

EJ: Każdy ma prawo do samoobrony. Izrael chce przedstawić swoje działania jako operację policyjną, ale to z pewnością tak nie wygląda, to nie jest proporcjonalna odpowiedź. Działania Izraela – nielegalne oblężenie strefy Gazy, które jest ekstremalną formą stosowania odpowiedzialności zbiorowej, okupacja Zachodniego Brzegu i wzgórz Golan, zniszczenie domów i wyrzucenie mieszkańców Palestyńskich z Jerozolimy, nielegalne osiedla na Zachodnim Brzegu, mur seperacyjny – te wszystkie działania, które są nielegalne z punktu widzenia Konwencji Genewskich oznaczają, że w rzeczywistości to Izrael łamie międzynarodowe prawo, a grupy takie jak Hamas legalnie stawiają opór wobec tych działań. Hamas i inne grupy narodowo-wyzwoleńcze mają prawo do samoobrony narodu palestyńskiego i tych fragmentów palestyńskiej ziemi, którą nadal posiadają. W czasie operacji "Płynny ołów" armia izraelska wystrzeliła osiem razy więcej pocisków (jeśli chodzi o ogólną wagę pocisków) na terytorium Gazy, niż wystrzelił Hamas. W czasie walk w styczniu 2009 roku zginęło po stronie Izraela 13 osób, w tym trzech cywili, po stronie palestyńskiej ofiar było znacznie więcej – około 1,400, rannych zostało pięć tysięcy. Weźmy pod uwagę, że Izrael wygrał toczące się tam wojny, a teraz kontroluje tamten teren – okupuje go. Ataki Hamasu na cywilów są oczywiste i nielegalne, ale biorąc pod uwagę izraelską okupację, Palestyńczycy mają prawo do oporu. Zresztą w Gazie nie chodzi tylko o fizyczny, widzialny konflikt. Skutek planowanego zniszczenia infrastruktury Gazy przez Izrael i oblężenie, które trwa 3 lata, jest taki, że ludzie, którzy tam mieszkają nie mogą się leczyć, nie mają czystej wody, borykają się z brakami żywności, nie mają pracy, do tej pory część zaopatrzenia przybywała podkopami pod granicą z Egiptem, teraz jednak powstaje ten mur…

SG: Promocja filmu to część projektu Globale, czemu ma służyć wasza kampania?

EJ: Chcemy uświadomić ludziom w Polsce na czym polega problem palestyńsko-izraelski. Pokazać, że to też dotyczy Polski. Przecież syjonizm ma korzenie w Polsce. W naszym przekonaniu Izrael to zła idea oparta na XIX wiecznej wizji kolonizacji i wyższości przybyszy z Europy nad Arabami oraz na idei narodu jako homogenicznej, ekskluzywnej wspólnoty zdefiniowanej w kategoriach czystości etnicznej, religijnej, kulturowej. Jest skażona grzechem pierworodnym; weźmy pod uwagę, że Żydzi to był represjonowany w Europie naród, który wypędzono i umieszczono w Palestynie. Tak naprawdę to zwycięstwo faszyzmu w Europie i na świecie. Odsunięcie "problemu" żydowskiego. Naszemu środowisku blisko jest do polityki Bundu – działania na rzecz społeczeństwa, oddolnych inicjatyw. Nawet gdyby Palestyna była niezamieszkanym terytorium, była pustym krajem, jak to przedstawiała mitologia syjonistyczna, wypędzenie Żydów z Europy jest złem i to zło ciąży teraz nad Izraelem i Palestyną. Izrael, Gaza zamieniają się w getto. Zależy nam na integracji społeczeństwa, wierzymy w wielokulturowe, wielonarodowe społeczeństwo obywatelskie. Klasa polityczna w Polsce chce spłacić dług jaki ma wobec Żydów, więc uważa, że wystarczy wspierać bezwzględnie Izrael. Ten kraj uznawany jest za jedynego przedstawiciela Żydów, a nie jest to prawda. Wielu Żydów nie zgadza się z działaniem rządu Izraela i w ogóle nie utożsamiają się z Izraelem. Klasą polityczną w Polsce rządzi cały czas strach przed oskarżeniem o antysemityzm. Tymczasem powstaje też stare, ale odnowione zjawisko - antysemityzmu antyarabskiego. Chcemy, by Polska włączyła się w obronę praw człowieka na forum Unii Europejskiej. Międzynarodowa społeczność musi zareagować, tylko wtedy te dobre demokratyczne prawa będą przestrzegane.

SG: Proponujecie bojkot produktów z Izraela. Dlaczego wybraliście taką formę nacisku?

EJ: To strategia wymyślona na forum ponad 170 palestyńskich organizacji społecznych w 2005 roku, zakłada nie tylko bojkot produktów, ale jest wymierzona w strategiczne cele państwa i państwowe instytucje, obejmuje także uczelnie i bojkot w sztuce, która jest sponsorowana przez państwo – to nie dotyczy indywidualnych artystów czy profesorów, uczniów itd. Musimy zdać sobie sprawę, że są szkoły wyższe w Izraelu, które działają na nielegalnie okupowanych terytoriach palestyńskich. Jeśli chodzi o bojkot w sztuce, to apelujemy do artystów, by odwołali swoje koncerty czy wystawy w Izraelu. Izrael to nie jest normalny kraj, ale kraj z rządem, który praktykuje apartheid i systematyczne zbrodnie przeciwko ludzkości, dlatego takie naciski są potrzebne. Okupacja ziem Palestyńczyków to nie tylko wojskowa operacja, jest ona realizowana i podtrzymywana przez elementy polityki, ideologii, kultury i ekonomii. Potrzebna jest zmiana takiej sytuacji – demilitaryzacja Izraela. Trzeba by jego obywatele zaczęli się zastanawiać "dlaczego nas bojkotują, o co chodzi?". Musi zostać otwarta debata w izraelskim społeczeństwie na temat czyszczenia etnicznego i odmawiania praw Palestyńczyków, bo Izrael bojkotuje ich już od 60 lat – nie uznając np. takiej narodowości wśród swoich obywateli, nie uznając ich podmiotowości prawno-międzynarodowej, ich prawa do swoich domów, ziemi, i tożsamości. Bojkot nie powinien być uderzeniem w obywateli izraelskich oraz palestyńskich, powinien być dostosowany do każdego przypadku i kontekstu racjonalnie, celem bojkotu jest pokojowe zmuszenie państwa do podporządkowania się prawu międzynarodowemu i zahamowanie dalszej okupacji oraz jej "normalizacja". To sprawdzona strategia np. wobec RPA, kiedy panował tam apartheid. Taki bojkot przynosi skutki, są kraje które zerwały współpracę z izraelskimi przedsiębiorstwami. Free Gaza Movement zakłada jedynie pokojowe działania, nie akceptujemy przemocy.

SG: To są działania, które mają zmusić do działania Izraelczyków oraz międzynarodową opinię publiczną. Ja w tym jednak widzę ciągle cień rywalizacji, nastawienie na konfrontację. Zapytam więc z innej strony. W czym upatrujesz szansy na dialog?

EJ: Warunkiem dialogu musi być skończenie z codziennym gwałceniem prawa międzynarodowego. Trzeba wyeliminować sprzeczność między deklaracjami a faktami, między obietnicami dialogu a rzeczywistością, w której trwa budowa nielegalnych kolonii na okupowanej ziemi palestyńskiej oraz polowania na Palestyńczyków urządzane przez uzbrojonych kolonistów. Wydaje się, że właśnie oddolny bojkot jest sposobem na stworzenie takich warunków, tym bardziej, że działania odgórne – międzyrządowe naciski, negocjacje, rozmowy – zawiodły. Dialog może się zacząć, gdy jasno odróżnimy okupanta i okupowanego, gdy obie strony uznają tę nierówność i podstawowe fakty historyczne – takie jak np. "Al Nakba" – Katastrofa 1948, czyli wyrzucenie ponad 800,000 Palestyńczyków ze swoich domów i terenów przez siły izraelskie . Dialog jest konieczny i możliwy, ale na fundamencie prawdy historycznej i rzetelnego zmierzenia się z obecną sytuacją.

SG: Mówisz, że rząd Izraela nie widzi na razie możliwości pojednania. Wspomniałaś o obudzeniu w Izraelu dyskusji na temat sytuacji Palestyńczyków, wywołania poruszenia tą sprawą wśród społeczeństwa – zwykłych obywateli. Czy są środowiska w Izraelu, które chcą dialogu, popierają dążenia Palestyńczyków? W jaki sposób działają, jakie mają poparcie, jak traktują je tamtejszy rząd?

EJ: Są izraelskie grupy, które bardzo dobrze działają i współpracują z Palestyńczykami. Ich działalność niesie nadzieje na pojednanie i współistnienie. Free Gaza i działacze ISM-u współpracują z tymi grupami. Jest na przykład Izraelski Komitet Przeciwko Niszczeniu Domów Palestyńskich (The Israeli Committee Against Home Demolitions) który fizycznie i politycznie przeciwstawia się izraelskiej polityce niszczenia domów palestyńskich jako formy odpowiedzialności zbiorowej i zbiorowej kary; są Anarchiści Przeciwko Murowi (Anarchists Against the Wall) – aktywiści, którzy czynnie przełamują izraelski mur oddzielający społeczności izraelską i palestyńską. Przerwanie Milczenia (Breaking the Silence) – grupa, która zbiera świadectwa byłych żołnierzy izraelskich, którzy łamali prawa człowieka i międzynarodowe prawo; "Refuźnicy" – ci Izraelczycy, którzy odmawiają służby wojskowej w proteście przeciw okupacji i Alternatywne Centrum Informacji (The Alternative Information Centre) - Izraelsko-Palestyński "thinktank", który bada ekonomiczne oraz prawne aspekty okupacji. Są także nieliczni, ale znaczący adwokaci, którzy reprezentują w sądach Palestyńczyków i antyokupacyjnych aktywistów izraelskich oraz międzynarodowych min. Lea Tsemel i Michael Sfard, których działalność w obronie prawa międzynarodowego jest czymś w rodzaju społecznego sumienia Izraela. Te nurty w Izraelu nie są wielkie i ciągle znajdują się pod presją ze strony rządu, ale ich aktywność ma duże znaczenie i daje nadzieję na sprawiedliwy pokój.

 

SG: Wróćmy do naszego kraju. Jak widzisz rolę Polski i Polaków w rozwiązaniu tego konfliktu?

EJ: Ten konflikt – skrajnie nierównych stron – ma charakter międzynarodowy. Społeczność międzynarodowa hegemonizowana przez rządy USA i Unii Europejskiej biernie przygląda się sytuacji, w której Izrael ignoruje prawo międzynarodowe i liczne rezolucje ONZ. Tym samym wspiera politykę izraelską, a także łamanie praw człowieka. Międzynarodowe firmy wspierają rząd izraelski, bo kupują izraelską broń, handlują produktami z nielegalnych osiedli (a zatem produktami pochodzącymi z grabieży), inwestują w różne projekty związane z budową muru apartheidu, np. w eksterytorialne systemy kolejowe na Terytoriach Okupowanych, dostarczają broń i buldożery mimo, że są dowody ich wykorzystania niezgodnego z prawem międzynarodowym (do niszczenia domów mieszkalnych i obiektów cywilnych, publicznej infrastruktury itd.). Polscy reprezentanci w ONZ, wraz z Izraelczykami i Amerykanami, zablokowali raport Goldstone’a. Polski rząd wspiera izraelską politykę mianując się "adwokatem" i "reprezentantem" Tel Awiwu w Parlamencie Europejskim, kupując izraelską broń (ostatnio samoloty bezzałogowe na potrzeby okupacji Afganistanu), a polscy żołnierze ćwiczą z izraelskimi. Obecny polski rząd nie tylko stara się normalizować całkowicie nienormalną sytuację okupacji, ale też utożsamia się ze skrajnie prawicowym rządem izraelskim głosząc, że Polacy i Izraelczycy mają wspólne korzenie, kulturę itd., a z drugiej strony lekceważąc poważne pogwałcenia praw człowieka w okupowanej Palestynie i własne wciąż niespłacone długi historyczne wobec Żydów. Tymczasem jedyną realną formą spłacenia długu za polski antysemityzm jest zastosowanie w praktyce hasła "Nigdy więcej!" i dążenie do tego aby zasada tego hasła zakorzeniona w postanowieniach Konwencji Genewskich była przestrzegana przez wszystkie państwa bez wyjątku – nie tylko przez Izrael, ale także przez Polskę, USA, Wielką Brytanie itd. Polacy mogą i powinni w tej sprawie zabrać głos. Do skutecznego działania tego potrzeba oczywiście większej aktywności zwykłych obywateli, bo to oni muszą wywrzeć presją na nasz proizraelski rząd aby zmienił swoją politykę. Dlatego ta sprawa wiąże się ściśle potrzebą budowy prawdziwej, oddolnej, uczestniczącej demokracji, a także niezależnych, rzetelnych i otwartych mediów w Polsce. Trzeba wiele zmienić. Wszyscy chcemy pokoju i bezpieczeństwa mamy do tego prawo. Ale prawdziwy pokój można zbudować tylko na prawdziwej sprawiedliwości. A to możemy osiągnąć wspólnie.

SG: Dziękuję bardzo za rozmowę.

EJ: Dziękuję również.

 

[za wiadomosci.onet.pl]