• fot. M. Kuryłowicz
    fot. M. Kuryłowicz

Kirgizja

 

Jechać pięć dni pociągiem, w tym trzy przez step, po to żeby upragniony Biszkek, stolica Kirgizji przywitała nas wielkim socrealistycznym dworcem?! Na szczęście to zaledwie początek, brama do prawdziwie „akwarelowej krainy”. I można to poczuć już w chwilę po opuszczeniu dworca. Wysoko, na horyzoncie, miedzy mijanymi wielopiętrowcami (toż to stolica) majaczy jakiś szczyt. Z daleka lśni bielą czapa lodowcowa, spowita chmurami, jest jakby nierzeczywista, podobna do makiety fotograficznej, na tle której można się sfotografować na każdym tutejszym bazarze. A jednak jest, dochodzi do 5 000 m n.p.m., i stanowi zapowiedź tego, do czego zaprasza nas ten niewielki kraj w Centralnej Azji, wciśnięty pomiędzy Chiny i Kazachstan.

Kirgizja to doprawdy niesamowita kraina. Jej „tytułowi” mieszkańcy, którzy przybyli tu w X wieku, znad syberyjskiego Jeniseju, od razu zrozumieli, co ma być ich przeznaczeniem. Góry! Wysokie, sięgające 7 000 m szczyty i niższe, „skórzane”, których zbocza początkowo łagodnie, potem niezwykle stromo opadają ku korytom rzek. A że w Kirgizji trudno żyć poza górami (średnia wysokość dochodzi tu do 2500 m n.p.m.), toteż Kirgizi przez wieki wiedli życie pasterzy. Koczowniczy tryb życia Kirgizów ma w sobie coś romantycznego. Oddaleni od wszelkiej cywilizacji, mieszkają przez kilka miesięcy w roku na wysokości dochodzącej do 4000 metrów, cały ich dobytek mieści się w jurcie, czyli przenośnym domku. Każdy odwiedzający jest dla nich atrakcją. Jedynie zimą schodzą w doliny, do wsi ze względu na śnieg i mróz. A zima w Kirgizji z powodu klimatu kontynentalnego jest niezwykle mroźna i śnieżna. Bardzo często opady śniegu i lawiny uniemożliwiają przejechanie głównym szlakiem kraju, z północy na południe, przechodzącym przez przełęcze powyżej 3500 m n.p.m. Pierwszy śnieg w tym roku oprószył wzgórza już w sierpniu.

Kirgizi, żyjąc w jurtach, wciąż zmieniając miejsce zamieszkania, nie tworzyli wielkich miast czy pomników. Obce im były takie cywilizacje jak państwo Timurydów, stworzone „tuż za rogiem”, bo na terenie dzisiejszego Uzbekistanu. Ale Kirgizi mają Manasa!

Manas, legendarny wódz plemion kirgiskich (jego pomnik można dziś podziwiać w samym centrum stolicy), przyczynił się do zwycięstwa nad Ujgurami i opanowania tysiąc lat temu terenów dzisiejszej republiki. I stał się natchnieniem dla swoich współplemieńców, którzy przez 900 lat ustnie przekazywali sobie legendę o swoim przywódcy. Poemat Manas, będący najdłuższym na świecie tekstem literackim, który zaczął się formułować wedle opinii różnych naukowców między VI a XI wiekiem, przetrwał do naszych czasów w formie ustnej, przekazywany przez koczowniczy naród przez setki lat. Dopiero w XIX wieku został on po raz pierwszy spisany. Okazało się wówczas, że poemat jest 20-krotnie(!) dłuższy niż Iliada i Odyseja razem wzięte! Rok 2000 został uznany przez UNESCO rokiem Manasa. Właśnie koczowniczy tryb życia pozwolił Kirgizom przechować w pamięci tysiące wersów swej legendy, która pomagała im przetrwać i zachować swoją kulturę, niezależnie od najazdów wszystkich możliwych sąsiadów.

Zapewne wiele stuleci koczowania wyrobiło w mieszkańcach tej republiki swoisty stoicki spokój, z jakim podchodzą oni do wszelkich zmian, nawet radykalnych przewrotów politycznych. W marcu zeszłego roku świat obiegły informacje o kolejnej na obszarze postradzieckim „kolorowej” rewolucji. W Biszkeku obalono prezydenta Akajewa, satrapę, rządzącego Kirgizją od 1991 roku. Nowe władze, szumnie zapowiadające demokratyzację, na razie nie poradziły sobie z chaosem politycznym, jednak sami Kirgizi niewiele sobie z tego robią. Margarita, mieszkająca w Biszkeku, prowadząca firmę turystyczną, śmieje się z marcowej „rewolucji tulipanów”, mówiąc: Jakoś jej nie zauważyłam. Podobne głosy można usłyszeć nad jeziorem Issyk-Kul, na wschodzie kraju.

Strony: 1 2 Następna »