Dlatego też tak niezwykłego znaczenia nabiera szansa udzielenia głosu samym Czeczenom, a także pokazania ich tradycji i kultury. Sadułajew, który swą wypowiedź stara się rozbudować w coś więcej niż tylko lament nad losem nieszczęsnego narodu, może stać się doskonałą ku temu okazją.

Jego opowieść to przede wszystkim relacja, tego, który pozostał, nie zginął zamordowany, ani jako ofiara przypadkowej bomby czy kuli. Ale jest to również opowieść - jak sam Sadułajew przyznaje - dezertera, który wyemigrował ze swego kraju, choć jest z nim cały czas myślami. Autor opowiada więc nie tylko o Czeczenii ale także o losie tych, którzy wyemigrowali i rozproszyli się po świecie z wolna zatracając własną tożsamość, a nawet godność. Przygniatające poczucie winy przeplata się z odpowiedzialnością „ostatniego świadka”, ale także z koniecznością ciągłego przeciwstawiania się złu, w co pisarz, mimo klęsk, niepowodzeń i własnych słabości, stara się wierzyć aż do końca.

W wojnie ukazanej przez Sadułajewa nie ma wygranych, ani bohaterów. Jego zdaniem jest to awantura rozpętana przez garstkę zarówno rosyjskich, jak i czeczeńskich polityków żądnych władzy, sławy i pieniędzy. Z heroicznych szat zostaje odarty Dudajew i czeczeńscy bojownicy. Nie ma nic cenniejszego od życia i miłości głosi pisarz, zapytując jednocześnie: czy nie jest przypadkiem tak, że czeczeński naród bardziej nad miłość i szczęście ceni sobie uwodzicielską moc karabinu? Nawet jego własne marzenie – pisać o miłości – musi pozostać niespełnione, gdyż wojna przedziera się przez wszystkie dostępne mu słowa, zdania, wątki i historie. Zamiast piewcą miłości staje się mimo woli piewcą wojny.

Jest to książka nie pozbawiona zarówno wstrząsających scen przemocy jak i przejmujących lirycznych wyznań i poetyckich opisów. Być może jednym z piękniejszych poetyckich obrazów jest przyrównanie narratora-autora do jaskółki. Ptaki te były otaczane w Czeczenii szczególną czcią i szacunkiem, nikt nie ważył się podnieść ręki na jaskółcze gniazdo, ale z chwilą wybuchu wojny jaskółki przestały przylatywać, łamiąc tym odwieczną jaskółczą tradycję. Narrator (autor) wyobraża sobie, iż stał się jaskółką, która wciąż szuka miejsca by wylądować i założyć gniazdo w zniszczonym wojną i nienawiścią kraju.

Niektóre opowieści zdają się mniej dopracowane literacko – zużywają jak gdyby wiele nieprzemyślanych i nie do końca trafionych słów. W innym miejscu razi dość naiwna apoteoza minionej radzieckiej szczęśliwości wszystkich narodów. Mimo to jednak nie waham się stwierdzić, że utwór ten wart jest w Polsce publikacji.

Joanna Bocheńska

Strony: « Poprzednia 1 2