Jestem Czeczenem, książka Germana Sadułajewa

 

Powstały w języku rosyjskim utwór Germana Sadułajewa jest jednocześnie straszny, wzruszający i ciekawy, choć nie brak mu także momentów słabszych. Jest to rodzaj prozy znajdującej się gdzieś pomiędzy dokumentalizmem i fikcją. Opisywane zdarzenia i rzeczywistość są bez wątpienia faktem, natomiast nadana narracji forma, odautorski komentarz i wiele poetyckich obrazów sprawiają, że mamy do czynienia z książką nie dającą się jednoznacznie zaklasyfikować do któregoś z wąskich przedziałów gatunkowych.

Na książkę Jestem Czeczenem składa się przede wszystkim piękna opowieść Odna łastoczka jeszczio nie dełajet wiesny/Jedna jaskółka nie czyni wiosny oraz kilka krótszych utworów. Pierwsza opowieść ma charakter autobiograficzny, pozostałe zaś zawierają również inne wątki, choć ich bohaterowie to na ogół przyjaciele i bliżsi krewni autora (a narracja prowadzona jest cały czas w pierwszej osobie).

Jestem Czeczenem jest wstrząsającym obrazem wojny w Czeczenii. Nie ma tu jednak historycznej chronologii, a czas poszczególnych opowieści podporządkowany jest „zabałaganionej” pamięci autora. Jest to jednak bałagan pozorny, w istocie bowiem tego rodzaju zabieg konstrukcyjny został tu użyty celowo, gdyż najpełniej potrafi opowiedzieć o niszczącym działaniu wojny. Wojny zakłócającej normalny bieg życia, wdzierającej się w losy tysięcy ludzi poprzez śmierć i wygnanie. Wspomnienia wojenne mieszają się z obrazami wcześniejszymi: dzieciństwa, szczęścia i spokoju, a wreszcie z teraźniejszością. Ale każdy szczęśliwy wątek pamięci nieuchronnie kojarzy się z wojną. Przyjaciele i najbliżsi członkowie rodziny stają się jej ofiarami, ginąc często po przeciwnej stronie barykady.

Sam Sadułajew pochodzi właściwie z rodziny rosyjsko-czeczeńskiej – jego matka była Rosjanką, nauczycielką, kobietą bardzo samodzielną. Ojciec w czasach Związku Radzieckiego był kierownikiem sowchozu. Można więc powiedzieć, że rodzina Sadułajewa należała do elity intelektualnej Inguszsko-Czeczeńskiej Republiki Socjalistycznej. Mimo pochodzenia matki, rodzina uważana była za czeczeńską, gdyż w tradycji tego narodu bierze się pod uwagę jedynie męską linię przodków. Sadułajew jednak nie odżegnuje się od swoich rosyjskich korzeni, mocno podkreśla, że Czeczeni od dawien dawna brali za żony Rosjanki, Gruzinki i przedstawicielki innych kaukaskich narodowości. Analizuje również różne mity o pochodzeniu Czeczenów i wskazuje na wielonarodowy charakter tego etnosu. W ten sposób przeciwstawia się własnemu czeczeńskiemu nacjonalizmowi, ale również rozpowszechnionemu w Rosji antykaukaskiemu faszyzmowi znajdującemu swoje odzwierciedlenie nie tylko w agresji, ale i w popularnym i nagłaśnianym przez media sformułowaniu „lica kawkaskoj nacjonalnosti” – oblicza kaukaskiej narodowości. Bowiem jak twierdzi Sadułajew - większość Czeczenów ponoć zupełnie nie jest smagłolica i przypomina raczej jasnowłosych Słowian.

Wielką wartością tej książki są fragmenty poświęcone różnym czeczeńskim tradycjom. Są one opisane zawsze w nawiązaniu do jakiegoś wydarzenia lub postaci, stając się nierozerwalną częścią ukazywanej rzeczywistości. Ma to wielkie znaczenie, gdyż każdy naród zdany na podobną tragedię przestaje w światowej opinii funkcjonować jako nosiciel jakichkolwiek tradycji, czy kultury. Jeśli nawet ludzie ci nie są pokazywani jedynie jako terroryści, to obraz wiecznego uchodźcy i nieszczęśnika staje się niemniej upokarzający i krzywdzący (dzieje się tak również z Kurdami), a przede wszystkim nieosobowy. Ponad to należy zdać sobie sprawę, że pozbawienie kultury danej grupy społecznej (obraz, który w wypadku Czeczenów funkcjonuje w wielu, nie tylko rosyjskich mediach) jest jednym z etapów dehumanizacji, poprzedzającej sam proces ludobójstwa (działo się tak na przykład z Żydami w III Rzeszy). Niestety o problemie tym wciąż bardzo niewiele się mówi, a czy milczenie nie jest czasem przyzwoleniem na istnienie coraz to nowych Oświęcimiów?

Strony: 1 2 Następna »