CZĘŚĆ DRUGA

 

 

VIII

Europa rozumiana jako Unia Europejska również ma swoją historię. Cząstkę tej historii stanowi szereg rozszerzeń z początkowych sześciu do obecnych dwudziestu pięciu państw członkowskich. Ten proces terytorialnego rozrostu zbliża się do pewnych granic, które skłaniają do stawiania pytań o granice Europy. Zazwyczaj w tym kontekście rozważana jest granica zakresu dalszych rozszerzeń.

Odpowiedź, rzecz jasna, zależy od koncepcji czym jest i czym powinna być Europa. Również i tutaj spektrum poglądów jest imponujące: jeden krańcowy pogląd wyraża się tezą, że Europa nie powinna mieć żadnych granic, drugi, że powinna przeobrazić się w Festung Europa. Naturalnie istnieją też rozmaite poglądy pośrednie.

Pierwszy pogląd głoszą zwolennicy liberalnej integracji europejskiej. Brak ograniczeń w przepływie i działaniu podmiotów i sił gospodarczych, umocnienie konkurencyjności na rynkach światowych, usunięcie przeszkód deformujących rezultaty gospodarczego współzawodnictwa (jednym z nich jest tak zwana "społeczna gospodarka rynkowa", soziale Marktwirtschaft) - jeśli wszystko to jest naszym celem, biorąc pod uwagę fakt, że światowa gospodarka już wkroczyła w fazę globalizacji, nie ma powodu, aby europejska integracja miała zostać ograniczona do określonych a pirori granic terytorialnych. System liberalny zintegrowanego rynku europejskiego mógłby stopniowo się rozrastać i wtopić w światowy, który, co naturalne, odrzuci wszelkie granice i przeszkody. (przyp. por. Krzysztof Szczerski, Integracja europejska. Cywilizacja i polityka, Kraków 2003, s. 9-28.)

Z różnych powodów granice zintegrowanej Europy odrzucają zwolennicy postmodernistycznej interpretacji tworu, jaki przedstawia Unia Europejska. Wielu autorów postmodernistycznych widzi w Unii Europejskiej ucieleśnienie wszystkiego, co dla nich drogie. Jedną z podstawowych zasad postmodernizmu jest deklaracja, nadszedł kres wielkich metanarracji, włącznie z metanarracjami państw narodowych. Koniec metanarracji oznacza, że ciemięski charakter wielkich społeczności - przede wszystkim chodzi tutaj o społeczności narodowe - nie będzie dłużej tolerowany. Zamiast tego preferowane są jednostki oraz niewielkie lokalne lub regionalne społeczności umożliwiające rzeczywistą interakcję między jednostkami. Przywołuje się także cały szereg innych "opresyjnych" pojęć. Zdemaskowanie państwowości oznacza, że odrzucić należy takie pojęcia jak: "suwerenność", "terytorialność", " narodowa tożsamość", " a nawet "granica". Wszystkiemu temu przeciwstawia się postmodernistyczna otwartość, wielokulturowość, mnogość dowolnie obranego sposobu na życie i ogólna tolerancja. Odrzucenie pojęcia "granicy" zakłada, że dychotomia "my" i "oni", "my" i "inni" lub "obcokrajowcy" przestaje obowiązywać.

Nie wchodząc w szczegóły techniczne oczekiwanej transformacji, postmodernistyczni wielbiciele Unii Europejskiej wyrażają nadzieję, że procesy zainicjowane w Europie ogarną i odmienią cały świat, który podda się atrakcyjności europejskiej Soft Power. Ciemiężycielski charakter niepodległych państw, kusząca perspektywa wielkich narracji i społeczności, hierarchiczne struktury zcentralizowanych mocarstw - wreszcie odejdą w przeszłość. Przestarzały porządek międzynarodowy zostanie zarzucony i zastąpiony "porządkiem chaotycznym".

Istnieją dwa modele takiego "porządku chaotycznego". Jednym jest Internet - instrument pozwalający na tworzenie społeczności przekraczających i wykraczających poza granice fizyczne. Innym jest targowisko - miejsce nieskrępowanych kontaktów i wymiany, gdzie każdy każdemu może przedstawić swoją ofertę.

Ponieważ feminizm jest ważnym składnikiem postmodernizmu, nie można pominąć feministycznej teorii integracji europejskiej. Ogólnie rzecz biorąc, "ujęcie feministyczne" polega na dodaniu dodatkowego wymiaru postmodernistycznemu demaskatorstwu. Wszystkie najważniejsze idee kwestionowane przez postmodernizm - pogląd, że państwa i ich granice winny być strzeżone i bronione, suwerenność, narodowe społeczności, tożsamość wspólna - okazują się być owocem męskiej dominacji. To samo dotyczy całej reszty męskiego repertuaru, a zwłaszcza męskich cnót: honoru, odwagi, wydajności i racjonalności. Na szczęście, na horyzoncie rysuje się już kres męskiego zwierzchnictwa. Cały świat przyjmie europejską Soft Power jako awangardę nadchodzącego "porządku chaotycznego", co oznaczać będzie koniec seksistowskiej polityki międzynarodowej.

 

IX
Dalsze koncepcje dotyczące granic europejskiej integracji nie odrzucają pojęcia "granicy"; różnią się one jednak w kwestii punktu wyjścia swych argumentacji; toteż możemy się spodziewać, że różnić się będą również w szczegółach dotyczących przebiegu tych granic. (przyp. Fabrice Fries, Les grand débats européens, Paryż 1995.)

Według jednej z tych koncepcji integracja europejska powinna dążyć do transformacji Unii Europejskiej w jednorodną strukturę przypominającą państwo, posiadającą parlament wyłaniany w ogólnoeuropejskich wyborach, niezależny system sądowniczy oraz prezydenta. Struktura ta powinna określać i realizować wspólną politykę zagraniczną, a także wspólną politykę obronną. Choć wyraziciele tej koncepcji niezbyt wyraźnie określają zakres europejskiej integracji, można przypuszczać, że granice europejskiego państwa odzwierciedlałyby długofalowy interes tego państwa. Wiadomo, czego takie stanowisko wymaga: utrafienia we właściwe proporcje pomiędzy różnymi wpływami, wewnątrzpaństwowej współpracy i współzawodnictwa oraz "pokojowej dywidendy", na którą takie europejskie państwo mogłoby liczyć.

Inna koncepcja integracji europejskiej postrzega Unię Europejską jako związek narodowych państw, jakie znamy dzisiaj. Głównym zadaniem i znaczeniem takiego związku jest wykorzystanie wspólnych struktur dla promowania interesów każdego z państw członkowskich. Zakłada się, że wspólne struktury są wydajniejszym środkiem takiej promocji. Unia Europejska stanowiłaby zatem kontynuację zwyczajowej gry politycznej w Europie, jednak - aby zastosować formułę Clausewitza - mit anderen Mitteln. Nowość Unii Europejskiej polegałaby wówczas jedynie na uświadomieniu, że wspólne struktury wymagają wsparcia, ponieważ leży to w interesie wszystkich. W zasadzie nie jest to niczym więcej, niż odwołaniem się do starego porzekadła "l'union fait la force". Zajęcie takiego stanowiska zakłada, że zasięg oddziaływania Unii Europejskiej i jej granic nie powinien być uzależniony od interesów jednego europejskiego państwa, lecz od interesów każdego bez wyjątku z państw członkowskich.

Koncepcja ta niekiedy poddawana jest modyfikacji, aby Unia Europejska stała się instrumentem realizacji interesów niektórych, a nie wszystkich członków. Grono to nie jest jasno określone, w różnych debatach pojawiają się: "członkowie założyciele", "francusko-niemiecka lokomotywa Unii Europejskiej", jej "trzon". Konsekwencje takiego stanowiska w kwestii granic są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, dokładna demarkacja powinna odzwierciedlać interesy tego mniejszego "klubu". Po drugie, doszłoby do wewnętrznych podziałów - powstania granic oddzielających "klub" od pozostałych członków Unii Europejskiej.

Europę jako fortecę europejską (Festung Europa) postuluje się wychodząc z jeszcze innych pozycji. Główną przesłanką zwolenników takiej koncepcji jest "zagrożenie Europy". Zagrożeniem owym może być Islam, biedne Południe albo nieokreślona fala azjatyckich (lub wschodnich) imigrantów - albo wszystkie te czynniki jednocześnie. Diagnoza ta łączy się z postulatem, aby europejskie granice miały względnie restrykcyjny charakter, były dobrze strzeżone a jeśli zaszłaby taka potrzeba - aby Europejczycy bohatersko stanęli w ich obronie. Europejczycy powinni mieć choć odrobinę odwagi. Żarliwy apel w tym tonie można znaleźć w ostatnich publikacjach O. Fallaci. (przyp. Oriana Fallaci, La forza della Ragione, Nowy Jork 2004.)

X
Jak wybrać właściwe rozwiązanie?
Oto kilka kwestii, które mogą w tym dopomóc:


Po pierwsze, należy brać pod uwagę podstawowe fakty. Jednym z nich jest to, że integracyjne przedsięwzięcie powiodło się Europie nie tylko dzięki wysiłkom i umiejętnościom własnym, ale również dzięki korzystnym zbiegom okoliczności (należał do nich z pewnością militarny parasol Stanów Zjednoczonych). Sukces ten po raz kolejny dał Europie możliwość działania w skali globalnej.

Po drugie, sytuacja ta wywołuje uzasadnione oczekiwania: reszta świata liczy, że zintegrowana Europa stanie się liczącym się na skalę globalną graczem politycznym - pomimo pewnych zniechęcających doświadczeń (por. sprawa Bałkanów i niektórych regionów afrykańskich, gdzie kraje europejskie, nalegając na obecność swych wojsk, nie zdołały zapobiec politycznym i humanitarnym katastrofom).

Po trzecie, próżnię polityczną, która pojawi się, jeśli Europa nie zdoła powrócić do odgrywania roli globalnej, zapełnią inne państwa - oczywistymi kandydatami są tutaj Chiny oraz Indie.

W świetle tego, co zostało już powiedziane, perspektywa, z jakie Europa powinna na nowo zdefiniować swoją rolę i określić granice staje się dość oczywista. Z jednej strony te kluczowe decyzje muszą wynikać ze świadomości, że obecna sytuacja nakłada na Europę znaczącą część odpowiedzialności za sposób, w jaki będzie się stawiać czoło najważniejszym problemom globalnym i troszczyć o ich rozwiązanie. Obecna rola mniej lub bardziej nieodpowiedzialnego obserwatora i krytyka innych - nie wystarczy. Po pewnym czasie Europa, jeśli jej obecna pozycja nie ulegnie zmianie, znajdzie się na marginesie polityki światowej. Z drugiej strony przyjęcie częściowej odpowiedzialności stanowi obowiązek, który Europa już wzięła na swoje barki. Obowiązek ten zasadza się na wiekach europejskiej polityki globalnej, na europejskiej kulturze, którą Europejczycy sprowadzili w różne części świata, na tych wartościach podstawowych, które Grecy i Chrześcijanie odkryli dla Europy i świata. Szczególne źródło tej powinności odnaleźć można w niedawnej historii Europy, historii eksperymentów totalitarnych, wojen światowych, eksportu rewolucji i zajadłych nacjonalizmów. Tak oto Europa stała się wobec reszty świata dłużniczką. Teraz nadszedł czas spłaty długów.

Problem nakreślenia linii demarkacyjnej pomiędzy Unią Europejską a resztą świata jedynie w takiej perspektywie może znaleźć rozwiązanie. W pewnym sensie jest to problem drugorzędny. Nie jest też najważniejsze, czy ostateczne granice będą granicami w ścisłym tego słowa znaczeniu, czy też obszarem nieco rozmytym, w który włączone zostaną rozmaite układy z bezpośrednimi sąsiadami Europy. Ważniejsze jest czy Europa zdoła stawić czoło wyzwaniom i dostrzec daną jej szansę.

Główna trudność polega na tym, że w Europie, stojącej przez rozlicznymi wyzwaniami, która mus podjąć wszystkie te fundamentalne decyzje, nikt nie wydaje się gotowy na przyjęcie tej perspektywy. Owszem, politycy deklarują taką gotowość. (przyp. Valéry Giscard d’Estaing, La Constitution pour l’ Europe, Paris 2003, s. 9-77.) Jednak w każdej trudniejszej chwili wycofują się na pozycje strażników interesów narodowych. Ogół społeczeństwa waha się pomiędzy zajmowaniem pozycji nacjonalistycznych a poszukiwaniem korzyści, jakich oczekuje się od państw opiekuńczych. A intelektualiści zdradzają tendencję do odrzucania języka wartości, obowiązku i odpowiedzialności jako przestarzałej postaci współczesnego ucisku. Uciekają do raju postmodernistycznych moralno-politycznych układanek.

Im prędzej górę weźmie dobro Europy, tym lepiej dla świata.

prof. Czesław Porębski, kwiecień 2005

prof. dr hab. Czesław Porębski, profesor nauk filozoficznych, wykładowca w Katedrze Filozofii AE w Krakowie, Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie, członek zarządu Towarzystwa Edukacyjno-Naukowego "Ośrodek Myśli Politycznej".
Strony: « Poprzednia 1 2