Dylematy wyboru, Marek Sztok

 

Kim jestem? To pytanie zadawałem wielu poznanym Romom w ciągu ostatnich kilku lat mego życia. Większość nie potrafiła udzielić mi jednoznacznej odpowiedzi. Czy w ogóle człowiek może świadomie wybrać jakąś grupę etniczną bądź narodową, do której chce należeć? Czy poznanie języka, kultury, obyczajów i tradycji wystarcza, by zostać Polakiem, Niemcem, Francuzem bądź Romem? W ostatecznym rozrachunku to jednak za mało.

 

Dusza

 

Decydujące znaczenie odgrywają więzy krwi wyrastające na podłożu wspólnoty biologicznej. Istnieje jeszcze pierwiastek niematerialny, który często nazywany jest duszą. Jest on nierozerwalnie związany z daną grupą etniczną lub narodową; nadaje jej charakterystyczną specyfikę i wywiera niezatarte piętno. Pojęcie „duszy” jest niezwykle trudne do zdefiniowania i niekiedy używane bywa na wyrost. Tak naprawdę nie wiemy nawet, skąd się wzięła owa dusza, jakie są jej źródła. Trafnie sens znaczenia pojęcia „duszy narodowej” wyraził znany polski historyk literatury, Jarosław Marek Rymkiewicz pisząc: Mnie ta polska potęga, polska wielkość duchowa niezwykle pociąga swoim bogactwem i tajemniczością, więc w ogóle nie wyobrażałem sobie, że można żyć gdzie indziej niż w Polsce, być kimś innym niż Polakiem. Tak zdefiniowana „dusza” stanowi istotę danego narodu i wyklucza dla jej członków możliwość wyboru innej opcji niż przynależność do rodzimej grupy narodowej bądź etnicznej.

 

Opcja większościowa?

 

Kwestia wyboru przynależności narodowo-etnicznej wśród pochodzenia polsko-romskiego jest bardzo trudna, czy wręcz niemożliwa do określenia. To prawdziwa „terra incognita” w badaniach cyganologicznych. Wynika to z faktu, iż właściwie niemożliwe jest określenie liczebności tej grupy. Jej członkowie w zdecydowanej większości na pytanie o swą przynależność narodową odpowiadają, że są Polakami. Nie zawsze są o tym przekonani, bowiem udzielając takiej a nie innej odpowiedzi, obawiają się odrzucenia przez grupę większościową. Mimo że społeczeństwo polskie wykazuje się w ostatnich latach coraz większą tolerancją i otwartością na inne kultury, to jednak pejoratywny stereotyp Roma jest ciągle silnie zakorzeniony w jego świadomości zbiorowej. Przyznanie się do romskiego pochodzenia to jednoczesne przyznanie się do swojej inności, która z kolei nie jest akceptowana przez dominującą większość. Strach przed wykluczeniem, marginalizacją i wyalienowaniem sprawia, że w olbrzymiej większości osoby mające romskie korzenie odcinają się od swej romskości, wybierając „opcję” większościową. Wybór ten nie jest tylko podyktowany strachem i obawą, lecz wynika również z rzeczywistej świadomości ludzi. Osoby te w przeważającej mierze mają jedynie sporadyczny kontakt z językiem, kulturą i tradycjami romskimi. Zdecydowana większość z nich nie zna w ogóle języka romani, a ponadto nie wyróżnia się również wizualnie od przedstawicieli większości etnicznej. Grupa ta jest więc pozbawiona trzech podstawowych, zewnętrznych atrybutów, dzięki którym na pierwszy rzut oka Romowie odróżniają się od gadźiów, a mianowicie języka, ubioru, wyglądu zewnętrznego (cera, kolor oczu i włosów).

 

Powyższe czynniki wpływają na to, że niektórych można określić mianem świadomych przedstawicieli narodu polskiego. Są oni całkowicie spolonizowani. Reprezentują tradycje i normy obyczajowe charakterystyczne dla kultury polskiej. W pewnym stopniu asymilacji kulturowej ulegli również rdzenni Romowie żyjący od wielu lat w związkach małżeńskich z gadźiami. Jest to dla nich problem wstydliwy i drażliwy, gdyż w większości zostali odcięci od swoich wspólnot pierwotnych i z reguły zostali za swoją postawę potępieni przez swych współrodaków. Co skłoniło ich to tak trudnego wyboru? Oprócz przyczyn tak prozaicznych jak miłość do Polki bądź Polaka, zadecydowała tu chęć lepszego życia i „normalności” oraz wyrwania się z zamkniętego kręgu cygańskich osad i gett, nawet za cenę odcięcia się od własnego „pnia” etnicznego. Ludźmi tymi na pewno kierował konformizm i egoizm, co nie jest postawą godną pochwały, ale z drugiej strony trzeba zrozumieć podobne aspekty działań i nie można ich za to potępiać. Jednym z motywów było pragnienie zapewnienia lepszej przyszłości nie tylko sobie, ale również swoim dzieciom.

 

Enklawy „cygańskości”

 

Często pierwszym krokiem zrywającym z dotychczasowym życiem było wejście w nie endogamiczny związek małżeński, czego konsekwencją było opuszczenie dotychczasowego miejsca zamieszkania i imigracja najczęściej do któregoś z miast np. Krakowa lub Sosnowca. W znacznej mierze czynili tak przedstawiciele Romów karpackich z grupy Bergitka Roma – najbiedniejszej i najbardziej upośledzonej spośród wszystkich grup cygańskich w Polsce. Najczęściej imigrowały pojedyncze rodziny, niekiedy kilka rodzin, tworząc mikroskopijne „enklawy cygańskości”. Z czasem edukacja, praca i postępujący proces asymilacji a także coraz większa liczba kontaktów z grupą większościową zmuszającą do rozmowy w języku tej grupy sprawiły, że ci Romowie stopniowo zatracali poszczególne elementy swojej tożsamości etnicznej. Rodziny romskie ulegały atomizacji a jej członkowie daleko idącej polonizacji i wynarodowieniu. Kilkakrotnie byłem świadkiem wręcz paradoksalnej sytuacji, kiedy nawet we własnym gronie Romowie posługiwali się językiem polskim. Często były to świadome działania i wybory zmierzające do odcięcia się od swej rodzimej kultury. Osiągniecie dość dobrego statusu materialnego, polska żona lub mąż, kontakty towarzyskie z nie-Romami, praca zawodowa i istotny awans społeczny był możliwy dzięki asymilacji i integracji z grupą większościową. Wymagało to swoistego kamuflażu, wtopienia się w otoczenie i nie manifestowania swojej odmienności kulturowej na zewnątrz.

 

Lepsza sytuacja z punktu widzenia zachowania tradycji, kultury i języka romskiego występuje w tych rodzinach, w których głową jest właśnie Rom. Jego dominująca rola sprawia, że tradycje cygańskie były bądź są dosyć silnie zakorzenione. Mimo świadomości swej odmienności dzieci ze związków polsko-cygańskich z reguły nie były uczone języka romskiego, gdyż uważano, że nie jest im on potrzebny w ich dalszym życiu. W tych rodzinach ścierały się ze sobą dwa modele wychowawcze reprezentujące dwie zupełnie odmienne tradycje kulturowe. Mająca masowy charakter kultura polska, jej wszechobecność we wszelkich środkach masowego przekazu, różnorodność form przekazu i treści, swoboda obyczajowa, „liberalna moralność”, konsumpcjonizm, komercyjność i brak sztywnych norm moralnych oraz swoboda w wyborze dróg życiowych sprawia, że jest ona o wiele łatwiejsza do zaakceptowania i o wiele bardziej konkurencyjna od zamkniętej i wyznaczającej surowe normy obyczajowe kultury romskiej. Nic dziwnego, że w przygniatającej większości obierana jest „opcja kulturowa” reprezentatywna dla większości kulturowej. Przyjęcie tej kultury zapewnia możliwość funkcjonowania w ramach struktur i instytucji nowoczesnego państwa i społeczeństwa, podczas gdy tkwienie w kulturze romskiej skazuje ich reprezentantów na zepchnięcie na margines życia społeczno-ekonomicznego. Świadomość swojego romskiego pochodzenia często była i jest głęboko ukrywaną tajemnicą, stanowiąc swego rodzaju sekret rodzinny. Jego wyjawienie grozi narażeniem się na szykany i izolacjonizm, groźbę utraty pracy i kontaktów towarzyskich, wykluczeniem z nowoczesnego społeczeństwa.

 

Świadomy wybór

 

Coraz częściej jednak spotykam Romów, których wybór cygańskości nie wynikał z mody na folklor i etniczność, ani też z chęci osiągnięcia korzyści osobistych, lecz wypływał samoistnie z ich romskiej duszy. Mimo że jak wielu potomków rodzin romsko-polskich zostali wychowani w duchu całkowitej asymilacji, to jednak przetrwała w nich świadomość swego romskiego pochodzenia. Zdają sobie sprawę, że ta postawa nie jest odosobniona i również w przyszłości znajdą swoich naśladowców. Taki wybór może spowodować, że zostaną skazani na brak akceptacji zarówno ze strony Polaków, dla których będę Romami czyli kimś innym i gorszym a z kolei dla Romów być może zawsze będą kimś obcym. Ci jednak, którzy już dokonali wyboru, czują swoją „romskość”, gdyż: „tkwi w nich duch cygański, słyszą głos swoich cygańskich przodków wzywających ich do czynu”. Śmiało potrafią powiedzieć kim są - obywatelami polskimi romskiego pochodzenia, jednocześnie będąc świadomymi Europejczykami, ale przede wszystkim są ludźmi. Właśnie bycie człowiekiem jest najtrudniejsze - „należeć do rasy ludzkiej jest łatwo tylko człowiekiem być trudno”.