ENKLAWA BEZPRAWIA - fragment książki

 

Anna Politkowska, Druga wojna czeczeńska, Wydawnictwo ZNAK

 

Młody, kulejący doktor Sułtan Chadżijew, ordynator septycznego oddziału miejskiego szpitala numer 9 w Groznym, przerzuca ciężar ciała na laskę i unosi kołdrę na skrzypiącym łóżku pod oknem. Kołdra przykrywała ciało sześćdziesięciodwuletniej Ajszat Sulejmanowej z ulicy Chankalskiej.

W oczach Ajszat – kompletna obojętność wobec świata. Patrzenie na jej nagie ciało jest ponad ludzkie siły: tę kobietę wypatroszono niczym kurę. Lekarze rozcięli ją od pachwiny do miejsca powyżej piersi. Szwy pooperacyjne nie biegną prosto, tylko rozgałęziają się niczym drzewo genealogiczne. W niektórych miejscach szwy się rozeszły i widać wywinięte na zewnątrz brzegi ran. Pielęgniarka nakłada na nie długie pasma gazy, jakby zapychała głębokie dziury, a Ajszat nawet nie płacze.

– Ja nic nie czuję. – Porusza szarymi wargami, ale ich ruchy nie zgadzają się z kształtem słów. Jak gdyby szedł w kinie obcojęzyczny film, a aktorzy bardzo kiepsko podkładali głos.

Dwa tygodnie przed naszą rozmową młody chłopak w mundurze rosyjskiej armii posadził Ajszat przed sobą na łóżku w jej własnym domu i władował w nią pięć naboi z pistoletu 5,45 mm. Tych właśnie zakazanych przez wszystkie międzynarodowe konwencje, z przemieszczonym środkiem ciężkości. Kiedy taka kula trafi człowieka, wędruje po jego ciele, rozrywając wszystko na swojej drodze. Obok Ajszat siedzi jej syn. Od dawna się nie golił – to znaczy, że w domu był pogrzeb. Patrzy na mnie obco, z nieskrywaną nienawiścią. I jak chce coś powiedzieć, od razu sam sobie przerywa w pół słowa – nie tobie się litować nad nami...

Za to Ajszat chce mówić, podzielić się swoim niezawinionym cierpieniem, przerzucić na kogoś jakąś jego część:
– Wtedy już spaliśmy... Nagle – była chyba druga w nocy – słyszę: ktoś się dobija. A pukanie o tej porze – mamy przecież godzinę policyjną – wiadomo, to coś złego. Otworzyliśmy. Stoją dwaj żołnierze: „Chcemy piwa”. Ja: „My nie handlujemy piwem”. Oni: „Dawać piwo!”. Ja: „Nam w ogóle nie wolno trzymać w domu piwa”. Oni: „Dobra, babciu”. I poszli.

Strony: 1 2 Następna »