Renata Jarosz

„BO NADMIAR ŚWIATŁA UMNIEJSZA ISTNIENIE” („DOLINA ISSY” T. KONWICKIEGO WOBEC POWIEŚCI CZ. MIŁOSZA)

 

Pomiędzy ludźmi, których dziedzictwem jest wspólne miejsce dorastania, przepływa niewidoczny dla innych prąd. Jakby smakowanie tych samych obrazów – piaszczystego zakrętu rzeki, spadzistości dachu, mglistego powietrza jesiennych poranków, szczególnej przejrzystości światła o zachodzie, zakładki sukni – były przepustką do świata wtajemniczonych, tajemnego ogrodu, do którego „wejść nie można, ale jest na pewno”*.


Pomiędzy ludźmi, których dziedzictwem jest wspólne miejsce dorastania, przepływa niewidoczny dla innych prąd. Jakby smakowanie tych samych obrazów – piaszczystego zakrętu rzeki, spadzistości dachu, mglistego powietrza jesiennych poranków, szczególnej przejrzystości światła o zachodzie, zakładki sukni – były przepustką do świata wtajemniczonych, tajemnego ogrodu, do którego „wejść nie można, ale jest na pewno”*. Jakby ten sam akord ptasi o świcie, trzepot skrzydeł cietrzewia, głos wieczornej pieśni, melodia modlitwy pozwalały rozpoznać niemożliwą do zaspokojenia tęsknotę. Wspólność doświadczeń, zmysłowego i intelektualnego odbioru świata, stanowi często klucz do jego podobnej interpretacji. Twórczość Miłosza i Konwickiego, a także ich o ponad sto lat starszego poprzednika, do którego obaj się odwołują, Mickiewicza, wydaje się to potwierdzać.

 

Wszyscy trzej sięgają do krainy dzieciństwa, Litwy, jak do niewyczerpanego źródła; powrót do tego niezwykłego dziedzictwa ratuje każdego z nich przed zwątpieniem i rozpaczą w najtrudniejszych momentach życia (Mickiewicz zostaje przeniesiony „do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych” niedługo po klęsce powstania listopadowego; Miłosz powraca do Kraju Jezior w okresie najcięższego kryzysu psychicznego i intelektualnego, po decyzji pozostania na zachodzie w 1951r.; Konwicki kręci „Dolinę Issy” na podstawie powieści Miłosza w 1982r., w czasie stanu wojennego).

 

Czym jest kraina dzieciństwa? Czy chodzi tu tylko o przestrzeń, znajomy pejzaż? Czy o zanurzenie się jak w bezpiecznym kokonie w świecie, gdzie jeszcze za nic się nie odpowiadało, a wszystkie możliwości stały otworem? Na ile ważne w kreśleniu obrazu swoistego raju jest to, że ów raj został bezpowrotnie utracony, nie tylko w perspektywie czasowej, jako dzieciństwo, ale również dosłownie – wszak Miłosz i Konwicki to wygnańcy ze swej ojczyzny? Zarówno powieść, jak i film próbują na te pytania odpowiedzieć.

 

Bo „Dolina Issy” jest niewątpliwie rajem – ale zobrazowanym nie tylko w celu zmysłowego smakowania piękna minionego świata – kształtów, zapachów, barw, dźwięków; lecz przede wszystkim po to, by dorosły mógł dotrzeć do siebie samego poprzez dziecko, którym był i którego doświadczenia, wybory, pytania, dylematy ukształtowały człowieka dojrzałego. Dlatego w powieści Miłosza dominuje specyficzny tok narracji – z dziecięcej perspektywy Tomasza (choć narrator mówi w trzeciej osobie), pogłębionej jednak przez świadomość dorosłego. Konwicki w swym filmie nie odwołuje się raczej do dziecięcego narratora, choć zachowuje wierność powieści w najgłębszej warstwie znaczeniowej. Czyli jak Miłosz stawia pytania filozoficzne – metafizyczne i egzystencjalne, wykorzystując nieco inne niż w powieści środki. Z tekstu Miłosza wyodrębnia dwie płaszczyzny – po pierwsze, zmysłową urodę krainy dzieciństwa, namacalną niemal, sensualną przyrodę o różnych porach dnia i nocy oraz przestrzeń ludzkiej działalności – dworek w Giniu, kościół, cmentarz; po drugie, warstwę filozoficzną – pytania o sens istnienia, o czynniki kształtujące tożsamość człowieka, o relacje między „ja” i „nie-ja”, o świadomość jako błogosławieństwo i przekleństwo, o dobro i zło, o vanitas, życie i śmierć. To szerokie spektrum poruszanych problemów pogłębione zostało w filmie Konwickiego o kontekst historyczny (np. wyeksponowana przez reżysera rozmowa Tomasza z dziadkiem Surkontem o przodku – Hieronimie, kalwinie, który opowiedział się po stronie Radziwiłła w czasie potopu szwedzkiego, prowadzi do pytania o zdradę, ale i o spuściznę, choćby nieświadomą, dziedziczoną przez późniejsze pokolenia; „Co decyduje o tym, kim się jest?”, pyta Surkont; inny przykład to bardzo ważna i w powieści, i w filmie rozmowa Józefa Czarnego i księdza Monkiewicza o Litwie – „maleńkiej Lietui”, konglomeracie wielu nacji, zakończona pytaniem o przyszłość – Konwicki nagle przeskakuje z początku wieku do II wojny, każąc widzowi śledzić wzrokiem ustawionych pod ścianą z podniesionymi rękami ludzi, a za nimi niemieckich oprawców, żeby po chwili zdemaskować iluzję – to nie wojna, to tylko film; w oku kamery widz dostrzega postać samego reżysera). Jednak historia nie jest w filmie kontekstem najważniejszym, bo choć determinuje ludzki los, nie unieważnia podstawowej między ludźmi wspólnoty, niezależnej od epoki, w której przyszło im żyć. Tę wspólnotę tworzy świadomość, która każe przyznać się do egzystencjalnej trwogi i poznawczej bezradności wobec pytań metafizycznych. Wydaje się, że te właśnie wątki wyeksponował Konwicki w swoim filmie.

 

Miłosz pisał w jednym z późnych wierszy : „Nie moja wina, że tak zostaliśmy ulepieni – w połowie z bezinteresownej kontemplacji i w połowie z apetytu”**. Jak ukazać sensualne piękno i bogactwo świata? Swój podziw? Jak przedstawić złożoność ludzkiej kondycji, zawieszonej pomiędzy cielesnością, fizjologią, erotyzmem a pragnieniem czystości, duchowością? Jak objąć niejednorodność ludzkich losów?

Strony: 1 2 3 Następna »