Czym jest Europa?

 

Czym jest, w istocie, Europa, jeśli nie zbiorowiskiem ludów podzielających to samo szczególne dziedzictwo, których misją jest sprawiać, aby przynosiło owoce w interesie całego świata?


Często krytykowany był "eurocentryzm" obywateli różnych krajów europejskich i ich instytucji, a od pewnego czasu mówi się o niebezpieczeństwie powstania, za pośrednictwem Unii Europejskiej, prawdziwej "fortecy Europa", przestrzeni dobrobytu skierowanej na nią samą. Te przejawy krytyki są o tyle żywotniejsze, że prawie wszędzie na świecie istnieje, jak mogłem stwierdzić w trakcie moich podróży, które odbywam jako Dyrektor Generalny UNESCO oczekiwanie, pragnienie, że Europa spełniać będzie także inną rolę niż tylko gospodarcza. Europa nie powinna więc tworzyć się tylko dla egoistycznego interesu, ale również po to, żeby na takie oczekiwanie dać odpowiedź.

O jaką Europę chodzi? Nie tyle o pierwszą potęgę gospodarczą świata, ile o kontynent wolności, różnorodności, pojednania z "dziedzicznymi wrogami", dialogu, otwarcia na świat i pokoju, kultury pokoju, do budowy, którego przyczynia się jej wkład, traktowany powszechnie jako niezbędny i wybitny. Musimy "myśleć Europą", jak nas do tego zaprasza Edgar Morin, nie traktując jej jako model, lecz jako szczególne laboratorium demokracji wielokulturowej, stałego rozwoju i kultury pokoju. Nie zapominajmy - jeżeli w istocie chcemy, żeby Europa realizowała się i trwała - że ostatecznym celem naszego kontynentu, który dziś się buduje, tak powoli i w sposób tak niedoskonały, nie jest potęga gospodarcza ani dobrobyt materialny, ale definitywny odwrót od wojny i dyktatury. To w każdym razie to mieli na myśli jej "ojcowie założyciele".

Europa wpisana jest dziś w układ planetarny, który nie jest już zdominowany ani przez nią samą, ani przez antagonizm "bloków", lecz "zglobalizowany". Aby móc pogodzić to, co światowe, i to, co lokalne, aby popierać jej wspólne cele i chronić jej różnorodność, ludzkość potrzebuje Europy, której tradycja kulturalna jest najbardziej rojna, policentryczna i kontestatorska, jest "bulionem kulturowym", w którym ścierają się sprzeczności, dając życie nowym rzeczywistościom. Wobec groźby globalnej uniformizacji, od nas jedynie zależy uświadomienie sobie, że - w opozycji do wszelkiej wizji centralistycznej - obecny rozwój technologiczny w zupełności pozwala na zachowanie odrębności i wielości.


U podstaw Europy tkwi więc wspólna kultura Europejczyków, bogata mnogością swoich wcieleń i tożsamości narodowych, lecz także - kładę tu nacisk - regionalnych i lokalnych.

Kultura, nie będąc w istocie przeszkodą w zjednoczeniu Europy, jest tym, co łączy Europejczyków najgłębiej poprzez różnorodne przejawy tych samych wartości i ich "produktów" artystycznych, literackich, architektonicznych lub technologicznych. Nie chodzi więc dziś o to, by dać Europie wymiar kulturowy, który posiada od wieków, ale o to, by sprawić, żeby Europejczycy mieli świadomość tego wspólnego skarbu, który, aż do obecnych czasów, szkoła przedstawiała im w duchu zbyt narodowym, więc fragmentarycznym.

Nic, co liczyło się w europejskim dziedzictwie kulturowym, nigdy nie ograniczało się do granic jednego państwa, nie miało czysto narodowego, lecz nowości naturalne rozszerzały się na cały kontynent, biorąc początek w ośrodkach lokalnych. Tak było ze sztuką romańską i barokową, operą i sonetem, romantyzmem, surrealizmem i kubizmem, liberalizmem i socjalizmem - z prawie wszystkim, co czyni nas takimi, jakimi jesteśmy. Choć różnorodna, Europa kultury jest również jedna, zbudowana z więzi nieustannie zawiązywanych pomiędzy narodami, miastami i regionami. Mozart jest u siebie w Londynie i w Paryżu, Chopin w Nohant, Liszt w Tivoli.

Jakie jest więc wyzwanie? Kształtować nie małych nacjonalistów europejskich, lecz kobiety i mężczyzn umiejących w sposób świadomy dzielić, na poziomie kontynentu, złożone dziedzictwo, bogate i żyzne. Przeszkody w zjednoczeniu Europy, jak mówił już Robert Schuman w 1950 roku - ale czy od tego czasu postąpiliśmy naprzód w istotny sposób? - nie tkwią w czynach, lecz w umysłach. Bardzo czekam, aby odkryć to wyzwanie, na Europę Środkowo-Wschodnią, prawdziwe "żywotne centrum grawitacji" kontynentu - według Milana Kundery w posłowiu ”Księgi śmiechu i zapomnienia”. Jak słusznie pisze Jacques Rupnik, "gospodarczo Wschód potrzebuje Zachodu, ale kulturalnie to Zachód potrzebuje Wschodu, właśnie dlatego, że tam zachowała się »dusza Europy«, idea Europy jako kultury".

Europejczycy wschodni mają w istocie głęboko zakorzenioną historyczną tradycję pluralistyczną, wyostrzoną wrażliwość na złożoność i na relatywność: Należeć do Europy środka", pisał György Konrad krótko przed upadkiem systemów komunistycznych, "to traktować mnogość jako wartość". Wizja to może "romantyczna" Europy, bardziej skoncentrowana na wartościach, a zwłaszcza na wartości-kluczu kultury Europejczyków, która pozostaje najlepszym możliwym murem obronnym przeciw totalitaryzmom.

"Schyłek społeczeństwa zaczyna się" - pisał Denis de Rougemont, buntownik i Europejczyk w całym tego słowa znaczeniu - "kiedy człowiek mówi sobie: Co nadejdzie? zamiast pytać się: Co zrobić?" Ja sam, jako Europejczyk, jestem przekonany, że nie ma problemów nierozwiązywalnych dla tych, którzy stawiają czoła rzeczywistości uzbrojeni w swoje marzenia i przeciwstawiają się fatalizmowi status quo.

O tym właśnie pisałem w moim ostatnim wierszu:
Tylko buntownicy
Są wartownikami
Zmian
Których się domaga
Ludzki los.


Federico Mayor
pisarz i poeta, Dyrektor Generalny UNESCO.