Co najmniej 40% Chorwatów nie wynajęłoby pokoju Muzułmaninowi lub Romowi - wykazało dziennikarskie śledztwo potwierdzające silne uprzedzenia rasowe i religijne w Chorwacji.

 

Mersiha stoi przed nowoczesnym budynkiem w ścisłym centrum Zagrzebia na ulicy Vršavskiej, po raz któryś z kolei nerwowo przyciska dzwonek domofonu, jednocześnie wybiera bez przerwy ten sam numer telefonu. Widzi światło na czwartym piętrze, gdzie miałoby znajdować się jej przyszłe lokum. Ma wrażenie, że firanki w oknach poruszają się i że ktoś spogląda w dół, ale nikt jej nie otwiera i nikt nie podnosi słuchawki. Dziewiąta trzydzieści wieczór - pół godziny po czasie, na jaki umówiła się, aby obejrzeć mieszkanie do wynajęcia. W końcu Mersiha rezygnuje.

 

Dzwoni do mnie, jest zła. „Na pewno mnie widział, i dlatego nie chciał otworzyć”, mówi. Ma przy tym na myśli nie siebie, a chustę na swojej głowie. Kiedy nazajutrz wreszcie właściciel zadzwonił, przeprosił twierdząc, że niestety mieszkanie zostało już wynajęte. Kilka minut później dzwonię do niego. Uprzejmie mi mówi, że mieszkanie jest wolne i mogę przyjść zobaczyć je od razu. „Doskonale”, odpowiadam z rezygnacją, już do tego przyzwyczajona.

 

Ten grzeczny pan w średnim wieku z centrum Zagrzebia jest jedną z wielu osób, które w trakcie dwumiesięcznego „tajnego” dziennikarskiego śledztwa odmówiły przyjęcia współlokatora, wynajęcia mieszkania, pomieszczenia biurowego, lub miejsca pracy dwóm chorwackim obywatelkom, tylko ze względu na ich przynależność religijną lub etniczną: jedna jest muzułmanką, druga Romką. Mersiha i Dilfa.

 

Mersiha i Dilfa spotkały się ze mną na moją prośbę, aby na konkretnych przypadkach sprawdzić jak bardzo dyskryminacja jest powszechna w Chorwacji, oraz to, w jaki sposób się manifestuje. Zdecydowałam się na muzułmankę i Romkę, ponieważ ich odmienność jest widoczna ze względu na kolor skóry i chustę, a różnice etniczne i religijne to jedne z najczęściej występujących przyczyn dyskryminacji w naszym kraju, ale także dlatego, że Romów i muzułmanów jest w Chorwacji mniej więcej tyle samo.

 

Mersiha i Dilfa nie znały się wcześniej, ani żadna nigdy nie brała udziału w dziennikarskim śledztwie. Dilfa urodziła się i chodziła do szkoły w Zagrzebiu, Mersiha mieszka w Zagrzebiu już siedemnaście lat.

 

Według ustalonego planu odpowiadałyśmy najpierw na ogłoszenia, głównie te zamieszczone w największej rodzimej gazecie z ogłoszeniami „Plavi oglasnik”. W większości były to ogłoszenia wynajmu mieszkania i pokoi, w mniejszym stopniu ogłoszenia o pracę.

 

Naszym pierwszym celem było sprawdzenie rozmiarów dyskryminacji w sferze, gdzie sprawy prywatne stykają się ze służbowymi, jak ma to miejsce w przypadku wynajmu nieruchomości. Na jak bliskie pozainstytucjonalne relacje gotowi są obywatele chorwaccy z członkami innych grup? Aby się tego dowiedzieć odpowiedziałyśmy łącznie na blisko setkę ogłoszeń. Romka, pod (wymyślonym na potrzeby badań) romskim nazwiskiem Dilfa Oršuš, Muzułmanka jako Mersiha Alihodža i ja - pod swoim, dość tradycyjnym nazwiskiem chorwackim.

 

Wszystkie trzy przedstawiałyśmy się bardzo podobnie – jako blisko trzydziestoletnie kobiety, ze średnim przygotowaniem zawodowym, pracujące, niezamężne – tak, aby żadnej z nas nie można było faworyzować na jakiejkolwiek podstawie. Ponieważ imiona romskie nie są zbyt znane w Chorwacji, a i po Dilfie Oršuš nie bardzo widać, że jest Romką, wszystkim właścicielom mieszkań, po jakimś czasie mimochodem wspominała, iż pracuje w stowarzyszeniu „Romowie dla Romów”, w której swego czasu działała.

 

Imię Mersiha Alihodža jest rozpoznawane jako muzułmańskie, do tego jeszcze na spotkania Mersiha chodziła w chuście na głowie. Obie też mówiły wszystkim kim są pytając, czy to może jakiś problem, aby otrzymać jasną deklarację. Ja zawsze dzwoniłam i chodziłam na spotkania jako ostatnia, by nie zdarzyło się, iż właściciele odmawiają im właśnie dlatego, że już się ze mną umówili, jako że byłam pierwsza. Odpowiadałyśmy głównie na ogłoszenia odnoszące się do różnych dzielnic Zagrzebia, i jeśli chodzi o tolerancję, między różnymi częściami miasta nie ma jakiejś większej różnicy.

 

Romowie i muzułmanie są nieakceptowani w takim samym stopniu.

 

Ludzie, z którymi się kontaktowałyśmy, wykazywali więcej uprzedzeń w stosunku do Dilfy niż do Mersihy, prawdopodobnie dlatego, że Muzułmanie nie są tak stygmatyzowani w Chorwacji jak Romowie. Jednak, Mersiha otrzymała więcej negatywnych odpowiedzi wprost, chociaż ogólnie rzecz biorąc ci, którzy odmawiali jednej, odmawiali też drugiej. Mnie nie odmówił nikt.

 

  • „Mersiha, mówi pani. Już nieaktulane”

 

Nasze badania wykazały, że największy stopień dyskryminacji wykazują osoby poszukujące współlokatorów. Jako ewentualne współlokatorki muzułmankę i Romkę odrzuciło aż 40% badanych. Mnie akceptowali wszyscy.

 

Goran Selanec jest prawnikiem, specjalistą w zakresie prawa antydyskryminacyjnego; potwierdza, iż dyskryminacja jest w Chorwacji powszechna, „bez względu na to, że często próbujemy się przekonywać, że tak nie jest. Dane statystyczne i praktyka mówią, że jako społeczeństwo bardzo źle radzimy sobie z tym problemem i jesteśmy skłonni zamiatać go pod dywan.”

 

Słowem wyjaśnienia - jeśli chodzi o przyjmowanie współlokatorów, prawo dopuszcza wyjątek od zakazu dyskryminacji, dając pierwszeństwo prawu do życia prywatnego, przez które rozumie się także wolność wyboru tego, z kim chcemy mieszkać.

 

„To nie znaczy, że w takich przypadkach nie można mówić o dyskryminacji, ale tylko to, iż nie można sankcjonować tego, kto tak postępuje. Prawo to nie ma zastosowania przy wynajmie mieszkań, bo chodzi tu o ofertę usługi rynkowej, co nie łączy się z prawem do prywatności”.

 

Młoda dziewczyna w mieszkaniu przy ulicy Vukovarskiej odmówiła zarówno Mersisze jak i Dilfie wymawiając się, że już się z kimś dogadała. Dzwoniłam do niej raz jeszcze po kilku tygodniach; powiedziała mi, że musiała opuścić mieszkanie, bo nie mogła znaleźć współlokatorki.

 

Mieszkała pod tym adresem pięć lat i była zadowolona, lecz widocznie przeprowadzka była dla niej mniejszym wyrzeczeniem niż próba zamieszkania lub choćby szansa rozmowy z jedną z nich. „Szkoda, że nie zadzwoniła pani wcześniej, brzmi pani normalnie”, powiedziała mi na końcu.

 

Wiele, jak i ona, osób próbowało ukryć prawdziwe przyczyny odmowy mówiąc, że mieszkanie już jest wynajęte, kiedy Mersiha na przykład wypowiadała swoje imię, albo wymyślali dodatkowe warunki, jak to, iż woleliby studentki lub mężczyzn. Kiedy dzwoniłam ja, te same „zajęte” mieszkania były już wolne, właścicielom nic nie przeszkadzało, ani nie stawiali dodatkowych pytań. Interesowało ich jedynie, kiedy przyjdę zobaczyć mieszkanie. Oczywiste było, iż wszędzie było niewielu zainteresowanych, ale to nie skłaniało właścicieli do tego, by wynajmować „każdemu”.

 

Wśród tych, którzy wynajmowali mieszkanie 30% dało negatywną odpowiedź Mersisze i Dilfie. Mnie, ponownie, nie odmówił nikt i nigdy nie zdarzyło się, aby zaakceptowano którąś z nich, a mnie nie.

 

Pani w średnim wieku, po krótkiej rozmowie, w pewnym dwupokojowym urządzonym mieszkaniu przy ulicy Bleiweisa w Zagrzebiu, częstuje mnie ciasteczkami domowej roboty. Mieszkanie chce wynająć za 400 euro „jednej lub dwóm kobietom”, jak napisała w ogłoszeniu w „Plavim oglasniku”.

 

„Przeróżni ludzie do mnie dzwonili, a nie mogę wynająć byle komu mieszkania, w które tak dużo włożyłam. Teraz, kiedy się poznałyśmy, niech pani się jeszcze zastanowi, jeśli musi, a mnie, gdyby się pani zdecydowała, byłoby miło, że będzie tu ktoś nasz”, powiedziała uprzejmie.

 

„A jacy ludzie do pani dzwonili?”, pytam.

 

„Nie uwierzy pani, w tym samym dniu dzwoniła do mnie najpierw jakaś Romka, a potem, muzułmanka. Już myślałam, że jestem jakaś pechowa, kiedy następnego dnia zadzwoniła do mnie pani. Nie mam nic przeciwko nim, ale ja ich nie znam i nie chcę żadnych problemów.”

 

„Przecież mnie też pani nie zna”, zauważyłam.

 

„Pani to co innego, widzę, że jest pani przyzwoita, bez problemu się dogadamy”, uśmiechnęła się miło.

 

Jest zagrzebianką, ekonomistką i od lat wynajmuje odziedziczone po rodzicach mieszkanie. Na czarno, jak większość działająca na nieuporządkowanym lokalnym rynku nieruchomości osób. Kiedyś w tej popularnej zachodniej części miasta można było bez trudu wynająć mieszkanie, ale z powodu kryzysu i coraz niższego poziomu życia mieszkańców, popyt maleje. Ona jednak wybiera, kogo przyjąć.

 

Nie wie, że ja wiem, iż rozmowa z Romką szła gładko póki nie dowiedziała się, że Dilfa pracuje dla stowarzyszenia „Romowie dla Romów”. Wtedy zmieniła zdanie stwierdzając, że wolałaby raczej studenta. Muzułmance powiedziała, że już wynajęte, jak tylko usłyszała jej imię. Mnie nie stawiała żadnych warunków, ani nie wypytywała o szczegóły, a mieszkanie, oczywiście, było wolne. Co więcej, namawiała mnie, bym je wzięła.

 

Starsza pani, która wynajmowała mieszkanie przy Bukovackiej dodając: ”pilne, można ze zwierzętami”, na krótko zamilkła usłyszawszy, że Dilfa pracuje w organizacji romskiej, a potem szybko odparła, że jest już z kimś umówiona. Półtora miesiąca później mieszkanie wciąż było puste.

 

W centrum miasta, przy ulicy Berislavicia do wynajęcia było pomieszczenie biurowe. Dilfa powiedziała, że wzięłaby je w najem dla stowarzyszenia „Romowie dla Romów”, no co jej powiedziano, że „to nie na stowarzyszenia, tylko na biura”. Kiedy odpowiedziałam na to samo ogłoszenie twierdząc, iż pomieszczenie jest mi potrzebne dla organizacji walczącej z dyskryminacją usłyszałam, że nie ma sprawy, możemy wprowadzać się od razu.

 

W naszym teście pewna, co prawda niewielka, liczba osób, nie dbając nawet o modną poprawność polityczną, nie wahała się powiedzieć otwarcie, że przeszkadza im właśnie narodowość, romska i muzułmańska. I tak w chińskiej restauracji, do której poszukiwano sprzedawczyni, Dilfie powiedziano, że „nie przyjmują takich ludzi”, a studentki szukające współlokatorki mówiły jej, że chcą „raczej kogoś z Chorwacji”. Dilfa urodziła się w Zagrzebiu, ale nikt jej nie pytał skąd jest. Dla dziewczyny w Sigecie, która szukała „pracującej, spokojnej współlokatorki w wieku 25-35 lat” nie stanowiło problemu, że Mersiha jest muzułmanką, ale kiedy dowiedziała się, że nosi chustę, powiedziała, iż „to jej nie odpowiada, bo szuka kogoś podobnego do siebie”.

 

Część z osób, które twierdziły, że nie liczy się dla nich narodowość ani wiara, swoimi dodatkowymi pytaniami potwierdzało własne uprzedzenia, zwłaszcza w stosunku do Romki. Kiedy dowiadywali się, że Dilfa nią jest, po kilka razy pytano ją, ilu ich będzie zajmować mieszkanie, choć wcześniej wspomniała, iż będzie mieszkać sama. Albo kilka razy sprawdzali, czy ma pracę i stałe dochody podkreślając, że musi płacić na czas. Niektórzy komentowali w następujący sposób: „nie chcę żadnego burdelu”, „musi zachowywać się pani przyzwoicie”, „nie mówi pani jak Romka”, „czy jest pani czarna?”, a w barze niedaleko ulicy Selskiej żądano pojawienia się Dilfy, żeby mogli zobaczyć jak bardzo jest śniada.

 

Oczywiście, były też reakcje pozytywne. Najlepiej reagowali ci, którzy już mieli jakieś doświadczenia z Romami lub muzułmanami.

 

„Interesuje mnie to, co ma pani w sercu, a nie na głowie”, powiedziała o chuście Mersihy właścicielka mieszkania na Trešnjevci. Dodała, że nie ma nic przeciw temu nawet, gdyby zakrywała się cała, bo ona też „jest praktykująca i szanuje wszystkich, którzy szanują własną religię, a muzułmanom jest szczególnie przychylna, bo jej siostra ma męża muzułmanina”.


  • Prywatne zdanie czy dyskryminacja?

 

Na ile homogeniczność etniczna i religijna jest w Chorwacji przyczyną nietolerancji?

 

„Tolerancja zawsze rozwija się w relacji z innymi, więc jednorodność narodowa i religijna z pewnością przyczynia się do zamknięcia społeczeństwa”, odpowiada psycholożka z zagrzebskiego Wydziału Filozofii, Dinka Ćorkalo Biruški, ale dodaje, że nie jest to przyczyna jedyna ani najważniejsza.

 

„Część z nich z pewnością można przypisać naszej niedawnej wojennej przeszłości. Zamknięcie się wewnątrz własnej grupy jest zawsze reakcją na niebezpieczeństwo lub zagrożenie, na które grupa jest narażona. Jednakże, my nie dbamy o kulturę dialogu, która jest niezbędna, gdy mówimy o różnicach, a te dzięki dialogowi, przestają być odbierane jako tak duże. Przy tym mam na myśli nie tylko rozmowę, lecz każdą inną formę dialogu z odmiennością i o odmienności: od wolności słowa do swobodnego praktykowania, innych niż główny nurt, stylów i sposobów życia”.

 

Z ogłoszeniami o pracę poszło ciężej. Odpowiadałyśmy na ogłoszenia o prace, do których nie potrzeba szczególnych kwalifikacji, takich jak sprzedawca w butiku, piekarni, niania, sprzątaczka. Jednak z powodu kryzysu ofert jest nie za wiele, za to odzew duży, dlatego wiele ogłoszeń było już nieaktualnych. I tak „tylko” 15% pracodawców odmówiło muzułmance i Romce z powodu tego, kim są.

 

Dyskryminacja przy zatrudnieniu jest najczęstszym powodem skarg. Rozmawiałam z kilkoma Romkami, które przez lata na próżno szukają pracy.

 

Jedną z nich jest Usnia Garip. Ma trzydzieści lat, mieszka w Zagrzebiu, gdzie ukończyła średnią szkołę rolniczą z oceną bardzo dobrą. Usnia jest dumna z tego, że jest Romką, mówi jednak, iż potencjalni pracodawcy szybko tracą zainteresowanie jej osobą, gdy tylko zorientują się „kim jest”.

 

„Nie widzą we mnie przyszłej pracownicy, a tylko Romkę”, mówi.

 

Jest obecna na rynku pracy już dziesięć lat, a zaliczyła dopiero dwa miesiące stażu. Pracowała jako sprzątaczka. Jej mąż jest z zawodu kelnerem, ale po tym, jak mu otwarcie powiedziano, że nie zatrudnią go w zawodzie, bo jest Romem, zrezygnował z niego. Oboje zbierają surowce wtórne, a Usnia chodzi też na kurs organizowany przez Chorwacki Urząd Pracy w ramach projektu promocji zatrudnienia Romów.

 

„Uczą nas jak mamy się zachowywać, ubierać, prowadzić rozmowę i podobnych głupot. Jakbym sama tego nie wiedziała! Mimo tylu ofert, które wysyłam, jeszcze nie doszło do żadnej rozmowy o pracę.”

 

W Chorwackim Urzędzie Pracy mówią, że z końcem 2010 roku zarejestrowano łącznie 4.553 bezrobotnych osób narodowości romskiej. To prawie połowa wszystkich Romów w Chorwacji według spisu ludności z 2001 roku. Ale wbrew temu, co mówi Usnia, w ChUP twierdzą, że „od bezrobotnych Romów nie mają żadnych informacji o jakiejkolwiek formie dyskryminacji.”


W jakim stopniu dyskryminacja jest milcząco akceptowana w Chorwacji pokazuje też kolejny przykład. Kontaktowałam się z pięcioma agencjami nieruchomości, oferując za ich pośrednictwem wynajęcie pomieszczenia biurowego, pod warunkiem jednak, że będą mi przysyłać tylko tych klientów, którzy są Chorwatami. Etnicznymi Chorwatami - wyjaśniłam, a nie obywatelami Chorwacji, jak to zrozumieli niektórzy. Czterech pracowników agencji bez najmniejszego zdziwienia lub niechęci zgodziło się selekcjonować kandydatów na podstawie tego kryterium.

 

„Ma pani prawo wybierać, komu pani wynajmuje”, mówili po kolei, gdy chciałam się upewnić, czy coś takiego da się przeprowadzić. Jedynie w agencji „Rost” odpowiedzieli negatywnie na takie żądanie podkreślając, że nie mają prawa do takiej dyskryminacji. Nikt inny nawet nie wspomniał, że chodzi o dyskryminację.

 

  • Swój do swego

 

Badanie na temat postaw społecznych i dyskryminacji, które w 2010 roku opublikował Urząd ds. Praw Człowieka przy rządzie Chorwacji, Urząd Ochrony Praw Obywatelskich i Centrum Badań nad Pokojem pokazało, że dla jednej czwartej mieszkańców kraju nie do zaakceptowania jest ślub ich dziecka z osobą innej wiary, narodowości lub innego koloru skóry.

 

Ze względu na tak wysoki procent osób, które nie chciałyby mieć w rodzinie jakiegoś nie-Chorwata, testowałam tolerancję także na najbardziej popularnej chorwackiej stronie społecznościowo-„randkowej”. „Iskrica” w tej chwili liczy 373.376 członków, a liczba ta szybko rośnie, codziennie wymienianych jest tysiące wiadomości.

 

Stworzyłam profil trzech kobiet: Dilfy, Mersihy i Barbary. Dilfie i Mersisze dopisałam, że to Romka i muzułmanka; obie, zwłaszcza Mersiha, dostały nieporównanie mniej zapytań od zainteresowanych osób niż Barbara, choć profile, prócz narodowości, były bardzo podobne.

 

Poza automatycznymi wiadomościami, jakie niektórzy mężczyźni wysyłają zapewne wszystkim członkiniom, do Mersihy zgłaszali się tacy, którzy witali ją „selam alejkum”, lecz poza tym zainteresowanych było niewielu. A i ci przestali się odzywać, kiedy Mersiha wspomniała, że studiuje turkologię.

 

Dilfa otrzymywała wiadomości, których treść odzwierciedlała mit o Romkach, jako „dzikich i namiętnych kobietach”: „Romki to żywy ogień”, „przyjemność z Romką na pewno byłaby szczególna”, „czyż stosunki mężczyzn z Romkami nie są mniej spętane kajdanami cywilizacji i bardziej naturalne?”, „miałem jedno takie doświadczenie i z niczym go nie mogę porównać…”.

Albo takie, które wbrew deklarowanej tolerancji, w gruncie rzeczy oddają stosunek do Romów w Chorwacji: „Co z tego, że jesteś Romką, ty też jesteś człowiekiem”, lub ”zadzwoń, lubię Romki, a to rzadkość”.

 

Ze wszystkich ludzi, z którymi się kontaktowałyśmy w ciągu tych dwóch miesięcy, tylko dwie młody kobiety dziwiły się, iż Mersiha im w ogóle mówi, że jest muzułmanką.

 

„Ależ, proszę pani, jakie to ma znaczenie?”, powiedziała jedna.

„Po co w ogóle mi pani o tym mówi?”, zapytała druga.

„Miałam różne doświadczenia, więc chciałabym, żeby wszystko było jasne”, wyjaśniła Mersiha.

 

„To okropne, że ludzie tak traktują innych. Właśnie wczoraj miałam podobną sytuację; dzwoniła do mnie Romka i pytała mnie o to samo, czy to jest problem? Jeśli o mnie chodzi może mieć pani rogi, ważne, żeby była pani w porządku. Już długo szukam normalnej współlokatorki i wydaje mi się, że właśnie pani mogłaby nią zostać”, uprzejmie powiedziała młoda prawniczka.

 

Mersiha była zadowolona, choć przy okazji skomentowała: „Ciekawe, że przyszły jej do głowy akurat rogi, a nie coś innego.”

 

***

W porównaniu z Chorwacją, choćby z efektami naszych dziennikarskich obserwacji (z tym, że innych na ten temat nie ma), w krajach europejskich z liczną populacją romską, Romowie poszukujący mieszkania, stykają się z mniejszymi problemami.

 

Według EU-MIDIS – raportu o mniejszościach i dyskryminacji w EU z 2009 roku, w Słowacji, Polsce i Czechach 10-13% badanych Romów potwierdziło dyskryminację w takich przypadkach. Według tego samego raportu, 18% Muzułmanów twierdzi, że byli dyskryminowani, kiedy szukali pracy, 13% w pracy, i 14 % w codziennym życiu – ze strony wynajmujących, w restauracjach, kawiarniach, sklepach lub bankach.

 

Według spisu ludności z 2001 roku, wśród 4,4 mln mieszkańców Chorwacji jest:

89,6% Chorwatów i 88% katolików, Romowie to ledwie 9.463 osoby, ocenia się jednak, że jest ich mniej więcej tylu co Muzułmanów (Boszniaków) (43.469), drugiej, po Serbach, licznej mniejszości narodowej w Chorwacji. Jednakże wielu Romów, aby uniknąć stygmatyzacji, określa samych siebie jako Chorwatów.

 

 

Muzułmanie są dobrze zintegrowani ze społeczeństwem, a poprzez swoje cechy znacząco nie odróżniają się od pozostałych mieszkańców Zagrzebia - pokazuje ankieta, jaką w 2010 roku opublikowała Rada Boszniackiej Mniejszości Narodowej Miasta Zagrzebia.

 

Powołany do walki z dyskryminacją Urząd Ochrony Praw Obywatelskich poinformował nas, że najwięcej skarg w zeszłym roku roku dotyczyło dyskryminacji na tle rasowym lub etnicznym, koloru skóry i pochodzenia narodowego.

 

Zakrojone na szeroką skalę badanie EU-MIDIS, jakie przeprowadza się w krajach EU wykazało, że najczęstszą przyczyną dyskryminacji EU jest pochodzenie etniczne lub imigranckie, a w drugiej kolejności przynależność religijna.

 

Chociaż w Chorwacji w 2008 roku ustanowiono prawo o przeciwdziałaniu dyskryminacji, badania, jakie przeprowadził (2010) Instytut Nauk Społecznych im. Ivo Pilara wskazują, że blisko połowa pracodawców w ogóle nie wie, że w Chorwacji dyskryminacja jest karalna. Nawet połowa wszystkich obywateli (…) nie wie także tego, że dyskryminacja jest zabroniona. Prawdopodobnie również z powodu tej niewiedzy niektórym wydaje się, że mogą otwarcie wypowiadać „swoje zdanie” na temat czyjejś inności.

 

Barbara Matejčić

*

Artykuł powstał w ramach programu Balkanska stipendija za novinarsku izuzetnost - inicjatywy fundacji Robert Bosch i ERSTE oraz BIRN (Balkanska istraživačka novinarska mreža).

 

Przekład Magdalena Wąs