• fot. Marcin Żyła
    fot. Marcin Żyła

Przypadek kosowski trzeba rozważyć przede wszystkim jako wręcz modelowy przykład konfliktu wspólnotowych wartości; zmagania racji, które, wzięte z osobna, domagają się urzeczywistnienia, ale zderzone ze sobą – zawsze prowadzą do jakiegoś zła.



Jest już za późno na dyskusję o tym, czy dobrze się stało w Kosowie. Na tę dyskusję było zresztą za późno już wiele lat temu. Ogłoszenie niepodległości tej byłej prowincji byłej Jugosławii, jej uznanie przez wiele państw, wreszcie zaś powszechna, podzielana nawet przez wielu zwolenników niepodległości, opinia, że Republika Kosowa powstała wbrew postanowieniom prawa międzynarodowego – to zjawiska, od których nie było odwrotu co najmniej od wiosny 1999 roku, kiedy Zachód bombardowaniami zmusił Slobodana Miloszewicia do zakończenia brutalnych represji wobec kosowskich Albańczyków.



Dziś na pierwszy plan wysuwa się nowa dyskusja. Po 17 lutego 2008 roku Europa musi zadać sobie kilka fundamentalnych pytań o własną przyszłość. Nie da się tego zrobić bez dokładnej analizy powodów, dla których Stany Zjednoczone i Unia Europejska zostały postawione przed koniecznością dokonania wyboru niezgodnego z głoszonymi przez siebie zasadami oraz Kartą Narodów Zjednoczonych. Kazus Kosowa wyrósł bowiem ze specyficznej sytuacji, która nosi wiele cech konfliktu tragicznego: sytuacji, z której nie ma dobrego wyjścia, a na coś trzeba się jednak zdecydować. Przypadek kosowski trzeba rozważyć przede wszystkim jako wręcz modelowy przykład konfliktu wspólnotowych wartości; zmagania racji, które, wzięte z osobna, domagają się urzeczywistnienia, ale zderzone ze sobą – zawsze prowadzą do jakiegoś zła. Należy nań także spojrzeć jako na mniej lub bardziej niebezpieczny precedens w historii Europy XXI wieku. Precedens ów – właśnie z powodu dość jednoznacznego uhierarchizowania takich wartości jak samostanowienie i suwerenność (z wyraźnym wskazaniem na pierwszą z nich) – może posłużyć kolejnym, budującym dopiero swą tożsamość narodom nie tylko jako katalizator marzeń o secesji, ale nade wszystko jako usprawiedliwienie ich spełnienia. Przychodzą też na myśl pytania o wpływ ostatnich wydarzeń w Kosowie na politykę Unii Europejskiej (do której dziś należy już Słowenia), z jednej strony otwierającej się na inne kraje zachodnich Bałkanów, z drugiej – borykającej się z aktywnością ruchów autonomistycznych i separatystycznych na swoim „starym” terytorium: na przykład w Hiszpanii i Belgii.



Rozliczne pytania, wątpliwości, niepokoje i ostrzeżenia dla Europy, które zrodziły się wraz z ogłoszeniem i międzynarodowym uznaniem niepodległości Kosowa, można uporządkować następująco:



Samostanowienie ponad suwerenność


Spór zasady samostanowienia z normą suwerenności to oczywiście w dziejach Europy konflikt nienowy, rzecz w tym, że dotąd otrzymywał najczęściej rozwiązanie zgoła przeciwne kosowskiemu. Przynajmniej od zakończenia wojny trzydziestoletniej nienaruszalność granic – realizowana często ogromnym kosztem gwarancji praw, swobody, ostatecznie nawet autonomii mniejszościom etnicznym i narodowym – wydawała się „domyślnym”, naturalnym priorytetem działań podejmowanych w celu uśmierzenia podnoszących się raz po raz głosów separatystycznych. Przynajmniej na poziomie postulatywnym. Jeśli dziś na Bałkanach przyszedł czas, w którym przestaje wystarczać nawet autonomia, należy postawić pytanie o miejsce takiej wartości jak suwerenność (i związanej z nią zasady nienaruszalności granic) w polityce międzynarodowej. Zmaganie normy samostanowienia narodów i grup etnicznych z normą suwerenności nie miało w najnowszej historii Europy tragiczniejszego przebiegu niż podczas wojen w byłej Jugosławii (choć niewątpliwie było tylko jednym z wielu ich powodów, nie zawsze zasadniczym).



Jednak tak jak wówczas, na początku lat 90., tak i teraz, w wypadku konfliktu serbsko-albańskiego, obok dwóch wymienionych wartości, a ściśle rzecz biorąc, równolegle z nimi, do głosu dochodzi jeszcze trzecia: prawo do „bycia u siebie”. Mieszkający w Kosowie Serbowie mają prawo „być u siebie”, podobnie jak mogli się tego domagać Serbowie w chorwackiej (ostatecznie) Krainie lub wieloetnicznej Bośni (oczywiście z zachowaniem wszelkich proporcji związanych z nacjonalistycznymi motywami ich działań w pierwszej połowie lat 90. oraz podjętą wtedy próbą realizowania idei „Wielkiej Serbii”). „Bycie u siebie”, rozumiane jako imperatyw zakorzenienia na ziemi przodków, idzie tu w parze już to z ideą suwerenności, już to z ideą samostanowienia, dodatkowo komplikując i tak złożony konflikt. Unia Europejska, a także Stany Zjednoczone muszą się zdecydować, na straży której z tych wartości zamierzają stać, kształtując przyszły ład międzynarodowy na Zachodzie. Nie wspominamy w tym wypadku o Rosji, która od lat reprezentuje pod tym względem politykę dość oczywistą.


Strony: 1 2 3 Następna »