• Baza Polska w Ghazni
    Baza Polska w Ghazni

Afganistan a sprawa polska

 

MICHAŁ BARDEL: W kontekście misji w Afganistanie, a wcześniej przy okazji misji w Iraku, powraca nieustannie problem możliwości i zasadności przeszczepiania pewnych zachodnich wartości na grunt społeczeństw Wschodu. Choćby demokracji, która dla nas jest dzisiaj ideałem całkiem naturalnym, ale dla Bliskiego Wschodu już niekoniecznie. Czy to wolno robić i czy to jest możliwe?

ANNA KRASNOWOLSKA: Takie idee jak demokratyzacja nie muszą być wcale narzucane z zewnątrz. W całym świecie, zarówno wschodnim, jak i zachodnim, odbywa się pewien obieg idei – Polacy też nie wymyślili sami Konstytucji 3 Maja. Europejskie kraje demokratyczne i demokratyzujące się zawsze inspirowały się nawzajem i te inspiracje bardzo często sięgały poza granice Europy. Nie jest więc tak, że w wypadku Wschodu mamy do czynienia z jakąś barierą cywilizacyjną. Na początku XX wieku tego rodzaju ruchy umysłowe występowały także w całym świecie muzułmańskim. Wystarczy wspomnieć ruchy modernizacyjne, bardzo wyraźny rozwój myśli społecznej, ruchy panislamistyczne, których celem była modernizacja samego islamu, przekształcenie go w narzędzie, doktrynę polityczną, za pomocą której świat islamu mógłby się zjednoczyć. Kontynuacją tych ostatnich są dziś ruchy fundamentalistyczne, ale mieliśmy tam także do czynienia z ideą ożywienia w islamie prądów intelektualnych, tradycji myśli przyrodniczej i technicznej, a także z prądami laicyzacyjnymi i ideami lewicowymi, często inspirowanymi przez rewolucjonistów z rosyjskiego Zakaukazia lub Azji Centralnej – terenów muzułmańskich. Z drugiej strony nacjonalizmy: irański, turecki czy afgański, odwoływały się do tradycji sprzed islamu. To nie jest tak, że w społeczeństwach, które były zawsze tradycyjnie muzułmańskie, bardzo religijne w swoich działaniach politycznych i społecznych, nie pojawiały się inne koncepcje i tendencje. Bywały one elitarne i obejmowały głównie środowiska intelektualne, ale w świecie islamu zawsze żywe były też oddolne ruchy i instytucje lokalne, ważne dla budowania demokracji.

Myślę, że mają sens próby odwoływania się do tych dawnych tradycji, które w jakiś sposób zostały zapomniane, po części przez te właśnie społeczeństwa, ale po części także przez świat zachodni, który żyje w przekonaniu, że to, z czym mamy do czynienia na Wschodzie, to wyłącznie islam i że zawsze tak było i nigdy się tam nie wydarzyło nic innego. Ważna jest zatem rewizja naszego postrzegania świata muzułmańskiego.

Ze zmianą sposobu myślenia łączą się także inne cele wpisane w misję NATO, i o nie chciałbym zapytać panią profesor Pstrusińską, która była w Afganistanie, a w Polsce rozmawiała z żołnierzami i przekazywała im wiedzę na temat tego kraju. Jaki zamysł polityczny i społeczny przyświeca misji NATO w Afganistanie? Albo inaczej – co należałoby uznać za sukces tej misji, a co za jej porażkę?

JADWIGA PSTRUSIŃSKA: To są pytania, które należałoby zadać przede wszystkim dowództwu NATO. My tak naprawdę nie wiemy, jaki jest powód wysłania wojsk do Afganistanu. Sygnały są tu sprzeczne – z jednej strony słyszymy, że trzeba pomagać ludności Afganistanu, walczyć z talibami, z Al-Kaidą itd., z drugiej zaś wiemy, że NATO musi gdzieś ćwiczyć. To, że te niepewne zamysły nie są według wszystkich członków NATO godne pochwały, dowodzi, że nie wszyscy zdecydowali się partycypować w afgańskiej operacji lub też partycypują w niej w ograniczonym zakresie. Oczywiście Afganistan jako kraj o małej liczbie ludności – niesłychanie wymęczonej wojną, w wielu rejonach głodującej – jest doskonałym terenem do odbywania ćwiczeń i szkoleń. Dlaczego NATO nie zaczyna takich akcji w Pakistanie, skąd się wywodzą talibowie i gdzie mają swoją siedzibę? Jeżeli chodzi o propagowanie idei demokracji (niewątpliwie w tych wyprawach spiritus movens są Stany Zjednoczone), to dlaczego NATO nie wyprawia się do Chin, do Korei Północnej czy jeszcze gdzieś indziej? Jeżeli motywem interwencji jest pomoc ludziom umierającym z głodu, to dlaczego NATO nie pomyśli o jakichś państwach w Afryce? Rzeczywiste zamysły NATO zwykłemu obywatelowi nie są znane.

Żeby zdać sobie sprawę, jak bezsensowne jest wysyłanie polskich żołnierzy do Afganistanu, trzeba uświadomić sobie kilka faktów. Przed inwazją sowiecką w Afganistanie panowała względna pomyślność i pewien rodzaj równowagi. Był to kraj niesłychanie biedny, z wysokim procentem analfabetów, ale ludzie nie umierali z głodu. Nigdy nie było tam takich nieszczęść – a mieszkałam tam przez kilka lat – jak po wejściu Sowietów, wynikłych z tego wojnach, i obecnie. Owszem, zdarzały się od czasu do czasu walki międzyplemienne i inne niepokoje, ale zarówno ich zakres, jak i częstotliwość nie naruszały tak istotnie społecznego porządku. Afgańczycy traktowali cudzoziemców przyjaźnie, najczęściej z wielką gościnnością, tolerancją. W tamtych czasach było wiele pozytywnych kontaktów polsko-afgańskich na różnych szczeblach. Niestety stan ten został zburzony.

W słowach Pani Profesor jest jedna iskierka nadziei: wygląda na to, że Polacy nie są jeszcze traktowani przez Afgańczyków na równi z Amerykanami, ale tego procesu chyba nie uda się powstrzymać. Spróbujmy zatem zapytać o możliwe scenariusze rozwoju Afganistanu. Innymi słowy: co należałoby w tej sytuacji przedsięwziąć? Mleko się rozlało…

PIOTR KŁODKOWSKI: Mleko się jeszcze całkiem nie rozlało... Na szczęście polska obecność w Afganistanie jest też zauważalna na innej płaszczyźnie, choćby dzięki Polskiej Akcji Humanitarnej i słynnej zbiórce „Złotówka od każdego polskiego dziecka na szkołę muzyczną w Afganistanie”, dzięki której część afgańskich dzieci być może po raz pierwszy mogła zagrać na jakimś instrumencie. O ile jednak Polacy dość chętnie wspomagali akcję finansowo, o tyle rząd polski nie dał ani grosza. Pieniądze rządowe zostały przeznaczone na coś zupełnie innego.

Więcej na łamach marcowego numeru Miesięcznika "Znak"



Panel dyskusyjny był częścią projektu:
„Edukacja międzykulturowa: islam – trudne tematy”