• Ilter Rezan, Kraj, olej na płótnie
    Ilter Rezan, Kraj, olej na płótnie

Na jego okrzyk zbudziła się żona. Przybiegła, zobaczyła, że mąż leży nieprzytomny, podniosła go i jakoś przeniosła do pokoju, ułożyła na łóżku i zaczęła kropić zimną wodą.
Ali ocknął się i znów zaczął krzyczeć:
- Wilk, wilk, on mnie zje!
Żona uspokoiła go i rzekła:
- Nie bój się, to tylko głowa zabitego wilka. Gdy ty spałeś ja się z nim sama rozprawiłam.
Ali wreszcie doszedł do siebie. Wstał, umył się, zjadł, a żona mówi do niego:
- Weź worek, zanieś go padyszachowi i pokaż mu głowę wilka.
- Coś ty żono. Ja nawet nie wezmę tego worka do ręki, straszno mi!
- Pamiętaj: jeśli nie będziesz mnie słuchał odejdę od ciebie - przypomniała mu żona.

Cóż robić, Ali musiał się podporządkować. Wziął do ręki worek z głową wilka i wyruszył do pałacu. Tylko po drodze starał się trzymać worek jak najdalej. Przybył do padyszacha, rzucił worek do jego stóp i w milczeniu wyszedł. Padyszach nawet nie zdążył niczego powiedzieć. Słudzy rozwiązali worek. Kiedy wszyscy zobaczyli głowę zabitego potwora z rozdziawioną paszczą i otwartymi oczami, aż westchnęli ze zdziwienia i zawołali:
- Niech żyje Siłacz Ali! Oto nasz bohater!
Padyszach wyznaczył Alemu wynagrodzenie i teraz dopiero zaczęło mu się naprawdę powodzić. Wcześniej, kiedy wypalał w lesie węgiel chodził cały czas w czarnej sadzy, a teraz domył się i wyprzystojniał.

Nie minęło wiele czasu i padyszach znowu przysłał po Alego sługę. Kiedy Ali zjawił się w pałacu wokół padyszacha znów zebrali się wezyrowie i grono najbliższych współpracowników. Na widok Siłacza wszyscy podnieśli się z miejsc. Tym razem Ali już się tak nie wystraszył i głośno rzekł:
- Salam Alejkum!
Goście padyszacha pokłonili się i odrzekli z szacunkiem:
- Alejkum Salam!
Padyszach wskazał mu miejsce obok siebie i Ali usiadł. Wniesiono pierwsze potrawy i rozpoczęła się uczta. Po dłuższym czasie padyszach zwrócił się do Alego:
- Siłaczu Ali! W naszym lesie pojawił się straszny niedźwiedź. Ludzie nie mają odwagi nawet wejść do lasu, ten potwór wielu już tam rozszarpał. Weź setkę moich rycerzy i wybaw nas od tego nieszczęścia.

Kiedy Ali usłyszał o co tym razem prosi go padyszach, ze strachu zupełnie zaniemówił i przez dłuższą chwilę nie wiedział co odpowiedzieć. Potem jednak przypomniał sobie słowa żony i odrzekł:
- Wielki padyszachu, myślałem, że rozkażesz mi wypełnić jakieś trudniejsze zadanie, a to jest dziecinnie proste.
I tym razem, jak poprzednio, wstał, w milczeniu opuścił pałac i pośpieszył do domu. Przyszedł i rzecze do żony:
- Tym razem to już się ze mną zgodzisz, że jak najszybciej musimy wyjechać z tego miasta! Chodź pozbieramy nasze rzeczy!
- Opowiedz chociaż o co chodzi. Dlaczego mamy wyjeżdżać? Po co wzywano cię do pałacu? Co ci tym razem rozkazał padyszach?
- Padyszach znów przyjął mnie gościnnie, a potem rzekł: W naszym lesie pojawił się straszny niedźwiedź. Ludzie boją się wchodzić do lasu, bo wielu niedźwiedź rozszarpał. Weź setkę moich ludzi i wybaw nas od tego nieszczęścia! Sama widzisz, na początku był wilk, teraz niedźwiedź, a potem padyszach powie: idź zabij lwa, tygrysa, albo słonia. Nie żono, chodź, lepiej stąd wyjedziemy.
- Przecież przysiągłeś mi, że we wszystkim będziesz mnie słuchał. Idź dokąd ci kazano. Przecież nie będziesz sam, a z całą setką rycerzy. Jeśli nie pójdziesz jeszcze dziś cię porzucę.
- Nie odchodź, pójdę do lasu! - z przestrachem zawołał Ali.