• Ilter Rezan, Kraj, olej na płótnie
    Ilter Rezan, Kraj, olej na płótnie

Rycerze zawrócili konie i popędzili do pałacu. Padyszach zapytał:
- A gdzież ten zuchwalec?
- O wielki padyszachu, na łące zatrzymał się nie zwykły człowiek, ale wielki Siłacz-Ali. Jest ogromnego wzrostu i ma potężne pięści. Mówią, że jednym ciosem powala dziesięciu mężów. Obraził się na swego padyszacha i porzucił go. Kto go teraz do siebie zaprosi temu on będzie służył.
- Jeśli tak, przygotujcie wszystko, żeby go godnie powitać. Zwolnijcie jeden z moich pałaców. Niech się zbiorą moi rycerze, a ja sam wyjdę, żeby powitać wielkiego Siłacza Ali.

Słudzy zaczęli przygotowywać wszystko na spotkanie.
W tym czasie na niebie pojawił się niewielki obłok, który przybliżał się i wciąż rósł. Rozległ się grzmot i lunął deszcz. Ali i jego żona przemokli do suchej nitki. Żona zaczęła złościć się na Alego:
- To wszystko przez ciebie, to tobie zachciało się spać! Gdzie my się teraz tacy mokrzy podziejemy? Nie mamy ani domu, ani pieca – tendyra, żeby się ogrzać i wysuszyć. Porzucę cię i pójdę sobie gdzie oczy poniosą!
Przestraszył się Ali, zaczął prosić żonę żeby go nie porzucała w nieznanej okolicy.
- Żono droga, jakże mnie możesz zostawić? A gdzie ja się podzieję, co ze mną będzie?
- Dobrze – odrzekła żona – nie odejdę, ale przysięgnij, że od tej pory będziesz robił wszystko, co ci powiem.
- Przysięgam na świętą księgę Koranu – będę cię we wszystkim słuchał, tylko mnie nie zostawiaj! – błagał Ali.
Żona mu uwierzyła i mówi:
- Ładuj rzeczy na osła, pojedziemy do pałacu padyszacha. Jeśli wyjdzie nam naprzeciw, spoglądaj surowo na wszystkich, ale pamiętaj, nie odzywaj się ni słowem. Na powitania nie odpowiadaj, nie kłaniaj się. Kiwaj tylko głową, jak gdyby od niechcenia. Jeśli będą cię nazywać Siłaczem Ali nie dziw się. Zapamiętałeś co ci powiedziałam?
- Zapamiętałem, zrobię wszystko jak mówisz.

Kiedy zbliżyli się do pałacu, padyszach z całą swoją znamienitą świtą i rycerzami wyszedł im na spotkanie. Spojrzał na Alego i pomyślał: rzeczywiście prawdę mi powiedzieli rycerze, tak rosłego Siłacza jeszcze nie widziałem. Władca podszedł do Alego ze słowami:
- Witaj u nas Siłaczu Ali. Jesteśmy ci radzi!
Ali niczego nie odpowiedział, lekko tylko skinął głową i obrzucił padyszacha surowym spojrzeniem, od którego temu przeszły aż ciarki po plecach. Ali i jego żonę odprowadzono do pałacu, a ich osła do stajni padyszacha, gdzie przeznaczono mu do opieki sługę, który miał poić, czyścić i dokarmiać zwierzę. Padyszach przysłał też Alemu swojego krawca. Ten zdjął miarę i uszył Alemu bogate odzienie. Wróciwszy do swojego zakładu staruszek krawiec opowiadał:
- Czterdzieści lat jestem krawcem na służbie padyszacha, widziałem wielu ludzi, ale takiego olbrzyma jak ten nigdy nie spotkałem.
Cały miesiąc Ali z żoną spędzili w pałacu. Padyszach niczym ich nie niepokoił. Pewnego razu żona zwróciła się do Alego:
- Padyszach niedługo zaprosi cię w gości. Jeśli o coś cię poprosi, odpowiadaj mu tylko jedno: Myślałem, że to będzie coś trudniejszego, a to po prostu dziecinnie proste. Więcej nic nie mów, wstań i odejdź.
Żona Alego jakby wywróżyła. Rzeczywiście następnego dnia pojawili się słudzy i rzekli:
- Czcigodny Ali, padyszach zaprasza cię do siebie w gości.