W filmie znajduje także odzwierciedlenie odwieczny spór świata islamu o rolę wolnej ludzkiej woli i przeznaczenia. Mamo podejmuje swą wyprawę wierząc w swe przeznaczenie, jak również, w przekonaniu, że powierzony mu przez Boga talent i lata prześladowań są wystarczającym uzasadnieniem, by nie ulec namowom jednego ze swych synów, który przekazuje mu radę mędrca, by podróż została nieco opóźniona. Ale Mamowi brakuje już cierpliwości, uwagi swych synów uznaje za przejaw słabości i niewiary. Nieraz działa nawet despotycznie. Niemniej w miarę upływu filmowego czasu okazuje się, że przepowiednia mędrca i wiele przeciwności losu traktować być może należy jako znaki nakazujące odwrót. Czy zatem podróż, jak mówi jeden z synów Mamo, podjęta została jednak wbrew przeznaczeniu? Kim jest człowiek Mamo? Buntownikiem, czy mimo wszystko wykonawcą jakiegoś boskiego planu? Ta odpowiedź pozostaje nierozstrzygnięta, tak jak nigdy być może nierozstrzygnięte (nie tylko w islamie) pozostanie pytanie o granice ludzkiej wolności.

Ghobadi po raz pierwszy za pośrednictwem swego dzieła tak otwarcie opowiada się za szacunkiem do tradycji islamu i religii w ogóle, wskazując w epizodzie ze składanym do grobu ciałem, które niespodziewanie porusza się pod wpływem „anielskiego głosu”, że nauka i rozum nie są w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania.

Ale islam Ghobadiego to przede wszystkim – zgodnie z przekazem samego Koranu – wiara, wiara w to, że powierzone sobie zadanie trzeba wykonać do końca, ofiarowując dlań wszystko, co ma się najcenniejszego, nawet życie. Niemniej ofiara ta składana jest W imię Boga Miłosiernego i Litościwego, a nie jakiegoś kłamstwa wtłaczanego w głowy rzeszom przyszłych kamikadze. Muzyka staje się zatem w filmie realizacją i uosobieniem tej wiary, jako cel podróży, towarzyszka w drodze i wreszcie jako pojawiająca się w finale tytułowa bohaterka Niwmang – Półksiężyc. Warto dodać, że drugie imię Niwmang to Papula – po sorani motyl. A motyl, czy też ćma w muzułmańskim mistycyzmie symbolizowały dążącego do Boga człowieka, którego „ja” musi ulec ostatecznej anihilacji – czy też spaleniu - w Bogu, zawierzając się jego miłości i wszechwiedzy. Drogą do tego celu mogła być medytacja, ale ostatecznym wyzwoleniem była śmierć.

Nie bez uzasadnienia będzie też, przywołana na wieczorze w Kinie Pod Baranami przez dr Elżbietę Wiącek analogia z filmem Andriej Rublow Andrieja Tarkowskiego, w którym podobną rolę do muzyki w Półksiężycu odgrywa malarstwo a dokładnie ikonopisanije. Ponad to, w obu przypadkach sztuka powstaje w warunkach, w których pozornie jej istnienie zdaje się bezsensowne i niemożliwe, niejako wbrew otaczającej rzeczywistości.

Półksiężyc, którego przesłanie jest mi, jako człowiekowi związanemu silnie z tradycją islamu, niezwykle bliskie, należy zatem traktować jako wyznanie wiary człowieka i artysty, przekonanego o wartości sztuki, wiary i miłości w świecie przesyconym agresją, obezwładniającą, paraliżującą depresją i wewnętrzną frustracją.



dr Joanna Bocheńska

Strony: « Poprzednia 1 2 3