MUZYKA

Jak trafnie zauważyła Marta Minakowska w swojej recenzji filmu publikowanej jakiś czas temu na stronach Arabi, film Ghobadiego jest zbudowany z muzyki, wszystkie dźwięki stają się w nim muzyką, niosącym treść przekazem.

A dzieje się tak nie tylko z powodu, że postać Mamo miała nawiązywać do sylwetki Mozarta, ale przede wszystkim dlatego, że w kurdyjskiej kulturze muzyka ma ogromne znaczenie. Muzyka – jako dźwięk i melodia, ale także jako słowo i poezja. Towarzyszy Kurdom na co dzień, w doli i nie doli, od kołyski, aż po grób. Jest jedynym rodzajem twórczości, którego państwa sprawujące władzę w Kurdystanie nigdy nie były w stanie do końca zabronić, czy poddać kontroli. Kurdowie powierzają muzyce swoje przeżycia. Najczęściej są to smutek i cierpienie, ale bardzo często także sprzeciw i bunt. Jednak najważniejsza cecha tej muzyki to wyrywająca się z tych duszących objęć, dziwna, nie dająca się okiełznać radość i nadzieja.

Z drugiej strony słowa pieśni służą Kurdom na co dzień, by o swoich przeżyciach opowiedzieć, podzielić się nimi z innymi ludźmi i otaczającym światem. Pieśni to skarbnica dźwięków, ale i słowa. W wielu wypadkach jest to jedyny dostępny podręcznik do języka kurdyjskiego, przechowujący wiele cennych i na co dzień nieużywanych wyrazów i informacje o niektórych zanikających obyczajach i tradycjach. Muzyka to źródło wartości estetycznych, których stylistyka oparta jest przede wszystkim o inspiracje światem przyrody. Stąd bez wątpienia trafność zabiegu Ghobadiego, który powołuje do życia również „śpiewający świat wokół”.

Muzyka i tradycja słowa mówionego to wreszcie źródło inspiracji dla wielu współczesnych twórców kurdyjskich, nie tylko Ghobadiego, ale chociażby zmarłego niedawno pisarza Mehmeda Uzuna – pochodzącego z Kurdystanu tureckiego i piszącego po kurmandżi, czy kurdyjskiej poetki młodego pokolenia Jane Seyda z Kurdystanu syryjskiego. Lecz najważniejszy wymiar muzyki w Półksiężycu dotyczy metafizycznej metafory,otwierając przed widzem nową sferę znaczeń związanych z islamem.

ISLAM

Islam Bahmana Ghobadiego pokazany w tym filmie nie jest na pewno tożsamy z oficjalnie panującym islamem w Islamskiej Republice Iranu. Wręcz przeciwnie, w wielu epizodach wręcz się przeciwko temu reżimowi buntuje (np. ukazując metaforycznie - poprzez miejsce zsyłki 1334 pieśniarek – los kobiet w Iranie). I dzieje się tak nie dlatego, że Kurdowie w tym kraju są w większości sunnitami, a więc mniejszością w stosunku do szyickiej większości, ale przede wszystkim dlatego, że islam Ghobadiego ma wymiar głęboko ludzki.

Islam kurdyjskiego reżysera wykazuje ważne związki z tradycjami samego Kurdystanu, bardzo religijnie różnorodnymi i dzięki temu być może jest to kraj, w którym popularnością nie cieszą się dziś fundamentalizmy (co nie znaczy, że zupełnie ich tam nie ma). Islam w Kurdystanie (podobnie zresztą jak w wielu innych regionach Bliskiego Wschodu) zbudowany jest w dużej mierze także na tradycjach przed islamskich, które zostały połączone z islamem, czasem w dość oryginalny sposób. Warto zwrócić uwagę na drzewo obwiązane gałgankami – miejsce odwiecznego kultu przodków i świętych, czy na magię liczb – 4 w związanej z magią tradycji islamu uważana jest za cyfrę diabelską (u Ghobadiego jest to właściwie 14, przeciwstawione tradycyjnie pechowej na Zachodzie13), a siódemka za boską.